niedziela, 29 maja 2016

Informacja


Moi Kochani

Jutro wyjeżdżam na wakacje. Odcinam się od internetu na 3 tygodnie. Jak odpoczynek to odpoczynek ;) Już wprost nie mogę się doczekać... A wybieram się do El Medano na Teneryfie.

Po powrocie odpowiem na Wasze pozostawione komentarze, dopiszę Wasze zgłoszone pozycje do prowadzonych przeze mnie wyzwań, ogólnie mówiąc ogarnę wszystkie zaległe sprawy. Mam nadzieję, że powrócę do Was ze zdwojoną siłą. Kończąc - życzę Wam również udanych wakacji.

Pozdrawiam i do "usłyszenia" ;)

wtorek, 24 maja 2016

Misja w Paryżu - Alan Furst

Tytuł: Misja w Paryżu
Tytuł oryginału: Mission to Paris
Autor: Alan Furst
tłumaczenie: Krystyna Warchał
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 18 maja 2016
ISBN: 9788379996087
liczba stron: 359
kategoria: thriller
okładka: miękka ze skrzydełkami


Zanim Alan Furst został pisarzem w pełnym wymiarze czasu pracował w reklamie i pisał artykuły do różnych czasopism. Jego powieści z lat 1976-1983 nie osiągnęły rozgłosu. W roku 1988 ukazała się w oryginale pierwsza z powieści z cyklu Żołnierze nocy - "Night Soldiers". Nie ma jak dotąd polskiego tłumaczenia tej pozycji, a to właśnie ona wszystko zmieniła. Czytelnikom spodobała się ukazana tam historia. Na fali sukcesu powstawały kolejne książki, w których wspólnym motywem był czas akcji i tematyka szpiegostwa. Tak. Z informacji zamieszczonych na wikipedii wynika, że Alan Furst tworzy bowiem historyczne powieści szpiegowskie. Teraz już pewnie domyślacie się dlaczego skusiłam się na "Misję w Paryżu". Nie jestem w stanie powstrzymać się i nie przeczytać utworu osnutego na faktach z przeszłości. Szkoda tylko, że wydawca nie informuje tu o fakcie, że to już 12 pozycja z tego cyklu...

Akcję tej powieści pisarz osadził w Paryżu, w którym mieszkał przez wiele lat. Mamy późne lato 1938 roku. Gwiazda kina Hollywood (z austriackimi korzeniami) - Fredric Stahl - jest w drodze do Paryża, aby nakręcić nowy film. Stolica Francji jest miejscem, w którym wpływy i propaganda to pierwsze przejawy zbliżającej się wojny. Nasz główny bohater również staje się częścią nazistowskiej machiny propagandowej. Jednak ze względu na jego wychowanie i pochodzenie nie można go traktować jako typowego Amerykanina. Stahl jest wstrząśnięty samozadowoleniem znacznej części populacji, siłą mediów i ugrupowań politycznych jednocześnie pozostając naiwnym i bezradnym. Jego bohaterstwo jest ledwo zauważalne. Furst jakby odgradza go od wszelkich niebezpieczeństw. Stahl jest nieobecny na scenie jedynej prawdziwej "akcji" w książce. 

Od początku wiemy, co nas czeka, a większość z bohaterów opowieści wie co nadchodzi, ale nikt nie może zapobiec nieuniknionemu. Świat tu ukazany to miejsce, w którym koktajle i kolacje zdarzają się każdego wieczoru. Każdy ma przynajmniej jedną kochankę, a główni bohaterowie palą Gauloises. Dziwić może fakt, że nazistowskie zło i brutalność są tu jakby przefiltrowane. Na przykład niszczenie żydowskich świątyń, przedsiębiorstw i masowe aresztowania (Noc kryształowa) przedstawione tu zostały tylko poprzez zapach dymu i potłuczonego szkło w następny dzień. Dodatkowo w trakcie podróży Stahla przez Bałkany spotykać można dość elastyczną w metodach pracy straż graniczną. Natomiast czytając o jego ucieczce (czy raczej jej próbie) do Stambułu na parowcu przez Morze Czarne naszła mnie myśl: Czy gdzieś już tego nie czytałam? Niestety o głównym bohaterze jako o szpiegu niewiele się tu wspomina, chociaż wydawałoby się, że to właśnie ta jego "rola" będzie centrum tej historii.

Trzeba przyznać, że charakterystyki bohaterów drugiego planu są tu nader interesujące. Wśród nich w pamięć głęboko zapadają: niemiecka baronowa, rosyjska aktorka filmowa i węgierski dyplomata. Losy niektórych z nich okazały się nawet bardziej zajmujące niż głównej postaci tej książki - Fredrica Stahla. Aż nie mogę nie wspomnieć o Oldze Orlovej. Jej historia była szczególnie interesująca dla mnie, ponieważ jej postać wydaje się być wzorowana na Oldze Czechowej, (siostrzenicy rosyjskiego nowelisty i dramatopisarza - Antona Czechowa) znanej aktorce w przedwojennych Niemczech i prawdopodobne radzieckim szpiegu. Nie da się ukryć, że "dodatkowym" (nie najmniej ważnym) bohaterem tej powieści jest Paryż. Zawsze w centrum a jednocześnie w tle. Autor szczegółowo opisał wygląd budynków, pojazdów. W tym przypadku ucieszyła mnie jego dokładność.

Trzeba przyznać, że autorowi udało się także dobrze tu przedstawić rosnące napięcie międzynarodowe. Można tu poczuć atmosferę polityczną Paryża w obliczu zbliżającej się II wojny światowej. Niestety "Misja w Paryżu" jest bardziej historią miłosną niż powieścią historyczno-szpiegowską. Dodatkowo Furst zasypuje nas opisami różnych filmów i dnia codziennego na planie filmowym. To może niejednego czytelnika zirytować. Kilka fragmentów w tej książce (szczególnie ten o niemieckim festiwalu filmowym) wydaje się niepotrzebnych. Zdenerwować mogą także szczegółowe opisuje pogody a nawet bielizny. Przez prawie 3/4 książki próbowałam dotrzeć wreszcie do momentu, aż coś zacznie się dziać. Uważam, że zbyt wiele czasu autor spędził tu na budowaniu charakterystyki głównego bohatera. Napięcie jest nikłe. Dopiero w ostatnim rozdziale odrobinę wzrasta. Na szczęście Furst jest oszczędny w słowach. Pisze z prostą, dyskretną elegancją. Niestety trzecioosobowa narracja (wszechwiedzący narrator) wyjaśnia tu więcej niż jest to konieczne. Dodatkowo zakończenie nie zadowala. Odniosłam wrażenie jakby było pisane w pośpiechu...

piątek, 20 maja 2016

Rzeka złodziei - Michael Crummey

Tytuł: Rzeka złodziei
Tytuł oryginału: River Thieves
Autor: Michael Crummey
tłumaczenie: Michał Alenowicz
wydawnictwo: Wiatr od Morza
data wydania: 16 maja 2016
ISBN: 9788394352301
liczba stron: 400
kategoria: literatura współczesna
okładka: miękka


Urodzony na Nowej Fundlandii Michael Crummey znów nas przenosi, za sprawą swej debiutanckiej powieści napisanej w 2001 roku, do krainy swego dzieciństwa. Tak. To nie jest moja pierwsza wizyta w tej kanadyjskiej prowincji. Fabuła każdej z powieści napisanej przez tegoż autora, jakie do tej pory ukazały się w Polsce, osadzona jest na tej właśnie wyspie. Dziwi fakt, że to nie pierwszy jego utwór jaki ukazał się na naszym, rodzimym rynku wydawniczym. Wcześniej wydawnictwo Wiatr od morza zaproponowało polskim czytelnikom aż trzy powieści, które stworzył nieco później. Mam tu na myśli: "Sweetland""Pobojowisko" i "Dostatek". Na tłumaczenie "Rzeki złodziei" trzeba było czekać aż 15 lat. Na szczęście autor porusza tu tak uniwersalne problemy, że jej przekaz nadal jest aktualny. 

Autor przybliża tu odbiorcy historię i kulturę rodzinnych stron. Cofamy się do początków XIX wieku i "słuchamy" o kształtowaniu się relacji pomiędzy Beothukami a europejskimi osadnikami przybyłymi na Nową Fundlandię. Zetknięcie się dwóch tak odmiennych kultur skutkuje walką. Mam tu na myśli nie tylko konflikt zabarwiony krwią. Bohaterowie stworzeni tu przez Michaela Crummeya zmagają się tu także z chciwością, uprzedzeniami, pogardą, pragnieniem zemsty / władzy, egocentryzmem, nieufnością. Brak tolerancji wobec inności prowadzi do sytuacji bez wyjścia. Pojawia się tu także temat niespełnionej miłości i walki z łonem natury. Gdy już wspominam o faunie i florze nie mogę pominąć tego, że autor opisał tu bardzo skrupulatnie rzeki, potoki, plaże, wzgórza i doliny. Dość dokładnie można tu również poczytać o polowaniu, uboju i skórowaniu.

Gdy czytałam o próbach zażegnania konfliktu podejmowanych przez stronę brytyjską zaczęłam się zastanawiać, czy intencje kolonizatorów były całkiem altruistyczne. Czy chcieli znaleźć tylko sposób komunikowania się z tubylcami? Dodam, że niejednoznaczność moralna postaci nie ułatwia tu oceny sytuacji. Kolonizatorzy nie są tu bowiem ukazani jako Ci całkiem źli, a tubylcy jako Ci całkiem dobrzy. O niesprawiedliwy osąd tu łatwo. Trzeba przyznać, że Michaelowi Crummeyowi udało się tu stworzyć silnych i charakterystycznych bohaterów. Dodam, że kilku to prawdziwe postaci historyczne. Aż szkoda, że autor nie poświęcił tu więcej miejsca właśnie im. Nieraz to właśnie Ci, o których chciałoby się czytać jeszcze przez kolejnych kilkanaście stron nagle milkną. Niestety przeszłość bohaterów poznajemy po kawałku, dzięki często wplatanym retrospekcjom. Sprawia to wrażenie niemałej "sieczki". Chwilami można się pogubić w chronologii. Warto wspomnieć, że dobrze scharakteryzowane zostały tu postacie kobiece. Szczególnie jedna z nich jest tu zaskakująco niezależna jak na przedstawicielkę płci pięknej żyjącą w XIX wieku. Dzięki jej silnemu "głosowi" poznajemy kobiecą perspektywę w zdominowanej przez mężczyzn historii.

Michael Crummey przedstawił tu kluczowe wydarzenia na samym początku, a następnie powraca do nich wiele razy. Za każdym razem dostarczając więcej szczegółów. To tak jakby dał nam kolorowankę, którą wypełniamy w trakcie czytania. W pewnym sensie można go nazwać prawie drugim Charlesem Dickensem. Jego proza przypomina także poezję z epoki romantyzmu. Nie czyta się jej szybko. Trochę upłynęło czasu zanim historia mnie zassała. "Rzeka złodziei" to jakby połączenie lekcji historii z powieścią przygodową. Z dodatkiem ironii. Jako plus można zaliczyć także to, że niektóre wydarzenia zostały tu ukazane z kilku perspektyw. Na szczególną uwagę zasługują tu także metafory. Nawet tytuł jest jedną z nich. Nie wiadomo kto jest tytułowym złodziejem. Dowolność interpretacji jednych zadowoli innych rozgniewa. Kończąc wspomnę także o tym, że jest mi smutno, że to relacja z brytyjskiego, europejskiego, etnocentrycznego punktu widzenia. Narratorem jest "biały". Niestety nie udzielono głosu tubylcom. Myślałam, że uda mi się bliżej ich poznać...

poniedziałek, 16 maja 2016

Angielski - powieść "Lost World" z ćwiczeniami

Tytuł: Lost World Angielski Powieść dla młodzieży z ćwiczeniami
Autor: Kevin Hadley
wydawnictwo: Edgard
poziom: A2 - B1
data wydania: październik 2015
ISBN: 9788377885703
ilość stron: 206
okładka: miękka


Ujrzawszy okładkę tej książki poczułam, że muszę ją poznać. Brak mi było ostatnimi czasy nowych wrażeń (nie tylko związanych z nauką języka angielskiego). Trochę się z początku wahałam, ponieważ to pozycja skierowana do nastolatków (13-17 lat). Jednak w końcu pomyślałam - co mi tam - i przeniosłam się wraz z główną bohaterką w świat stworzony przez Kevina Hadleya.

Dość wiele się tu dzieje. Tajemnica goni tajemnicę. Dodam, że akcja w przeważającej mierze dzieje się na Cyprze. Tak. Chciałabym tam spędzić choć jeden dzień. Mam słabość do wysp. Nie spodziewałam się, że ta historia aż tak bardzo mnie zaciekawi. Myślałam, że będzie ona traktowana tu jako tło nauki języka. Okazało się, że jest na odwrót. Wzięłam udział w niejednej przygodzie, a w międzyczasie sporo dowiedziałam się o mieszkańcach i trochę o historii tej wyspy. Nieraz aż pomijałam ćwiczenia (które umieszczono pomiędzy rozdziałami), żeby szybciej poznać dalszy przebieg wydarzeń. Ucieszyłam się, że autorem tej pozycji jest native speaker. Lepiej uczyć się od osoby, dla której język angielski jest jej ojczystym. Przyznam, że choć Kevin Hadley użył tu tylko słownictwa na poziomie A2-B1, to jednak spotkałam tu kilka nieznanych mi dotąd wyrazów (np. to creak, a backgammon, a cicada). Dodatkowo poznałam nowe dla mnie znaczenia znanych wcześniej słów, wyrażeń (ach te phrasal verbs - np. to open up - otworzyć się na kogoś czy to be off - iść).



Historia składa się z aż 51 krótkich rozdziałów. Co dwa rozdziały umieszczono ćwiczenia plus część gramatyczną (razem o objętości ok. 4 stron). Wszystkich ćwiczeń naliczyłam 80, a są wśród nich: uzupełnianki, prawda/fałsz, testy zamknięte, łączenie w pary, rozsypanki, krzyżówki, tłumaczenia, tabele i synonimy. Jeśli natomiast jesteście ciekawi co tu można znaleźć z zakresu gramatyki, to donoszę że poczytacie tu o: stronie biernej, formach czasowników (infinitive i gerund), różnicach pomiędzy Present Perfect i Past Simple / Future Simple i "be going to", konstrukcjach I wish / If only / would rather / used to, I i II trybie warunkowym, czasownikach modalnych, przyimkach i time clauses.



Współczesne słownictwo to duży plus tej pozycji. Można tu napotkać także mowę potoczną. Część gramatyczna została tu jasno opisana. Dodatkowo w tekście powieści znaleźć można (są wytłuszczone na kolorowo) przykłady użycia konkretnych zasad gramatycznych. Natomiast na marginesach można sprawdzić znaczenie trudniejszych, pogrubionych w tekście słów (bez przerywania na poszukiwanie w słownikach papierowych czy online). Jednak nie ma przy przetłumaczonych tu wyrazach transkrypcji (wymowy). Dziwne, ponieważ w procesie nauki języka angielskiego wymowa (obok akcentu) jest bardzo ważnym elementem. To duży minus tej pozycji. Gdy trafi się nieznane słowo trzeba znaleźć jego wymowę na własną rękę np. w Oxford Dictionaries. To niezbyt wygodne. Dodam, że odpowiedzi do ćwiczeń są na końcu wraz z alfabetycznym słowniczkiem (tu też nie znajdziemy transkrypcji). Szkoda również, że przy wyrazach nie ma numeru strony, na której znajdują się przykłady użycia danego słowa w tekście powieści.

Na koniec informuję, że właśnie trwa (od 12 do 31 maja) konkurs na stronie wydawnictwa Edgard (LINK DO KONKURSU). Do wygrania atrakcyjne nagrody - czytnik Kindle oraz książki!

czwartek, 12 maja 2016

Długa chwila ciszy - Paul Colize

Tytuł: Długa chwila ciszy
Tytuł oryginału: Un long moment de silence
Autor: Paul Colize
tłumaczenie: Elżbieta Janota
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 20 stycznia 2016
ISBN: 9788379995905
liczba stron: 388
kategoria: thriller
okładka: miękka ze skrzydełkami


Po 4 latach od premiery w wersji oryginalnej "Długa chwila ciszy" ukazała się wreszcie (pod koniec stycznia tego roku) na polskim rynku wydawniczym. Pragnę podkreślić, że to pierwszy thriller autorstwa Paula Colize w polskim przekładzie. Szkoda, że pozostałe jego powieści (a jest ich aż 9) nie zostały do tej pory przetłumaczone na nasz język ojczysty, choć pierwszą z nich autor napisał 16 lat temu. Warto też dodać, że ten Belg piszący w języku francuskim został już wielokrotnie nagrodzony. Otrzymał m.in. nagrodę Saint-Maur en poche, Landerneau Polar, Boulevard de l'Imaginaire, Polars Pourpres i Plume de Cristal. Powyższy thriller jest (jak do tej pory) najczęściej nagradzanym utworem w jego dorobku.

Powyższa powieść prawie do końca zdaje się łączyć w sobie dwie historie. Nie powinno zatem nikogo zdziwić, że mamy tu więcej niż jednego głównego bohatera. Akcja pędzi co tchu, a my zastanawiamy się co łączy Belga z ocalałym Żydem? Dodam, że wiele się tu dzieje, a zagadka jest dość skomplikowana. Trzeba wyjaśnić, że częste zmiany dotyczą tu nie tylko czasu ale i lokalizacji. Dużo miejsca poświęcono tu II wojnie światowej. Często też w towarzystwie jednej z postaci przenosimy się we wczesne lata powojenne. W międzyczasie powracamy do XXI wieku. Można to nazwać spacerem po "korytarzach czasu". Jednak nie nazwałabym tej książki stuprocentowym thrillerem. Można tu napotkać dość sporo elementów wskazujących na powieść kryminalną. Tak. Relacjom z prowadzonego tu śledztwa poświęcono tu niemało miejsca, ale na szczęście nie zakłóca to dość szybkiego rytmu akcji. Dodatkowo krótkie rozdziały napędzają tempo. Niestety w międzyczasie drażnić mogą powtarzające się sceny seksu. 

Dziwić może to, że główne postacie są tu nieprzyjazne. Stanisław jest nieczuły, egocentryczny, mizoginiczny. Znęca się, gardzi, obraża, okazuje chłód i zrzędzi. Mimo to po pewnym czasie (gdy już go lepiej poznamy) można zacząć współdzielić jego stan psychiczny. Można zauważyć, że ten antybohater próbuje tylko odnaleźć spokój, poszukując przyczyny śmierci swego ojca. Natomiast druga postać wiodąca w tej historii to Nathan. Młody, mściwy i pamiętliwy. Można powiedzieć, że został "pobity" przez życie. Jednak ujście dla swej nienawiści odnajduje w krucjacie. Poszukiwaniu nazistów. Jak widać obydwaj bohaterowie stworzeni tu przez Paula Colize to "poszukiwacze", a ich silne osobowości i metamorfoza jakiej ulegają w trakcie rozwoju fabuły mocno intryguje.

Głównym tematem "Długiej chwili ciszy" wydają się tu być zemsta i przebaczenie. Autor dzięki nim ukazuje jak człowiek wraz z upływem czasu traci swoje człowieczeństwo. Dodatkowo historia rodzi pytania o koncepcję losu. Skłania do refleksji na temat dobra i zła. Ciekawie uzasadnia postawę "oko za oko, ząb za ząb". Ponadto dodam, że każde tu użyte słowo sprawia wrażenie przemyślanego. Widać, że autor nie cierpi na słowotok. Jego styl wydaje się niemal dziennikarski. Emocje są tu jakby przefiltrowane. Dodatkowo należy podkreślić, że dynamiczna narracja (na przemian pojawiające się rozdziały pisane w trzecio- i pierwszoosobowej) nie jest łamana przez autorską żonglerkę postaciami i epokami, wydarzeniami. Na zakończenie warto zaznaczyć, że niektóre z opisanych tu zdarzeń nie są fikcyjne a wspomniane osoby żyły w tamtych czasach. Powiem więcej - z noty do czytelnika (dołączonej na ostatnich stronach tej książki) można wyczytać, że autor wplótł tu także wątki osobiste...

środa, 11 maja 2016

Wyniki konkursu "do wygrania 6 książek"


Nadszedł wreszcie moment ogłoszenia zwycięzców.

Oto oni:

martucha180 - Elle Kennedy "Układ"
Niko N. - Gail McHugh "Amber"
Beata Kandzia - Anna Bednarska "Trudny mężczyzna"
Alicja P. - Paul Colize "Długa chwila ciszy"
Agata P - Care Santos "Czekoladowe pragnienie"
Magia słowa - Parnaz Foroutan "Dziewczyna z ogrodu"

Gratuluję

sobota, 7 maja 2016

Ziemna burza - Mons Kallentoft

Tytuł: Ziemna burza
Tytuł oryginału: Jordstorm
Autor: Mons Kallentoft
tłumaczenie: Robert Kędzierski
wydawnictwo: Rebis
data wydania: 12 kwietnia 2016
ISBN: 9788378187622
liczba stron: 304
kategoria: kryminał
okładka: twarda z obwolutą


Trup i zniknięcie nastolatki. Czy te dwie sprawy coś łączy?Dochodzenie prowadzi komisarz Malin Fors. Już drugi raz spotykam się z tą postacią. Poprzednio towarzyszyłam jej w trakcie śledztwa toczącego się na kartach powieści "Duchy wiatru". Od tamtej pory upłynął ponad rok, a nadal pamiętam wydarzenia, które się tam rozegrały. Nie da się ukryć - głęboko zapadły mi w pamięć. To właśnie powód dla którego zdecydowałam się powtórnie spotkać z komisarz Malin. Dodam, że "Ziemna burza" (już ósma część cyklu) to jednocześnie książka zaliczana do odrębnej serii zainspirowanej czterema żywiołami. Ogniwem łączącym ją z pozostałymi częściami jest tylko główna bohaterka, więc można tę pozycję czytać bez znajomości poprzednich bez żadnych obaw...

Przestało mnie już dziwić, że szwedzki kryminał jest często mocno powiązany z krytyką społeczną. Jednak proza autorstwa Monsa Kallentofta nie do końca pasuje do hasła "społecznie krytycznego kryminału". Autor próbuje bowiem w książce odnaleźć odpowiedzi na egzystencjalne pytania: co jest dobre a co złe? Czy człowiek powinien poświęcić swoje życie, aby pomóc bliskim lub reszcie świata? W "Ziemnej burzy" współczesna Szwecja ukazana jest jako bardzo mroczne miejsce. Naród ją zamieszkujący wypowiada nieprzemyślane słowa, traktuje innych jako maluczkich. Na kartach powieści spotykamy działaczy politycznych, fanatyków religijnych. Przemoc wyziera tu prawie z każdego kąta. Autor nawiązując do motywu ziemi osadził akcję także w schronach wojskowych czy w piwnicy. Jednym z tematów tej powieści jest niechęć wobec imigrantów, która przybiera tu coraz to nowe oblicza wraz z rozwojem wypadków. Trzeba przyznać, że Kallentoft dopracował tu dyskusję o rasizmie czy ekstremizmie. Można zauważyć, że sens słów i ich znaczeń zmienia się wraz z częstotliwością ich użycia.

W pewnym sensie historia Malin to opowieść o kimś, kto się starzeje i o tym jak świat stopniowo zjada ludzi od wewnątrz. Nasza bohaterka to ciekawe studium "jak być człowiekiem". Na co dzień widzi do czego jesteśmy zdolni i jak świat nas zmienia. Co chwilę staje w obliczu trudnych wyborów coraz bardziej cyniczna, zmęczona. Zmaga się z alkoholizmem i niską samooceną. Jednak nie jest fałszywa, stara się czynić dobro, co okazuje się niezwykle trudne. Walczy z czasem. Warto także dodać, że relacja Malin i jej chłopaka Daniela to obraz prób odnajdywania się. Ich związek może być postrzegany przez niektórych jako chłodny, ale jednocześnie można go interpretować jako wyraz ogromnego pragnienia miłości. Żałuję, że zabrakło tu szefa Malin, który przeszedł już na emeryturę. Jego stanowisko objął "nowy". Niestety to nie to samo. 

Książka wciąga. Rozdziałów jest dość dużo (aż 72 plus epilog), jednak są krótkie. Najdłuższy z nich liczy tylko 6 i pół strony. Często trafić można na półstronicowe. Akcja trwa 5 dni. Dość szybkie tempo udaje się utrzymać autorowi do samego końca. Umieszczone gdzieniegdzie daty pozwalają zorientować się w chronologii wydarzeń. Narracja jest bardzo energiczna i pierwszoosobowa. Dzięki temu mogłam wejść w skórę zarówno ofiar, policjantki i przede wszystkim sprawcy. Tak. Zgłębianie psychiki zbrodniarza zawsze jest dla mnie najciekawszym doświadczeniem. Trzeba podkreślić, że Mons Kallentoft dużo tu pracuje obrazami i metaforami, które powtarzają się w tekście. Ucieszył mnie fakt, że natrafiłam w książce na mnóstwo opisów szwedzkich krajobrazów poczynając od Skanii kończąc na Laponii. Niestety jak na mój gust za szybko dowiedziałam się kto był mordercą...

środa, 4 maja 2016

Pacjent - Juan Gomez-Jurado

Tytuł: Pacjent
Tytuł oryginału: El paciente
Autor: Juan Gomez-Jurado
tłumaczenie: Jerzy Wołk-Łaniewski
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 13 stycznia 2016
ISBN: 9788379995479
liczba stron: 390
kategoria: thriller
okładka: miękka ze skrzydełkami


Minęło prawie pięć miesięcy od momentu gdy czytałam ostatnio thriller. Pewnie zastanawiacie się co zaintrygowało mnie w tej pozycji, że zdecydowałam się po nią sięgnąć. Nie będę ukrywać - lubię czytać thrillery medyczne. Był taki okres w moim życiu, że "połykałam" książki napisane przez Robina Cooka, Michaela Palmera, Tess Gerritsen, Kena McClure'a czy Petera Clementa. Zatem już się pewnie domyślacie dlaczego zasiadłam do lektury "Pacjenta". Już sam tytuł i okładka przyciągnęły mój wzrok podczas gdy przeglądałam pod koniec stycznia nowości wydawnicze. A gdy przeczytałam opis na tylnej okładce (neurochirurg, ultimatum, dylemat moralny, psychopata) - przepadłam. Nie byłam w stanie przejść obok tej pozycji obojętnie...

Od pierwszej strony lektura angażuje. Utrzymuje bardzo szybkie tempo. Jesteśmy cały czas na krawędzi. Historia została podzielona na rozdziały, które "odliczają" ile jeszcze godzin pozostało z wyznaczonego czasu. Nie jest to jednak thriller medyczny. Nie da się nie zauważyć, że Juan Gómez-Jurado próbował tu podążyć ścieżką naznaczoną raczej przez Fredericka ForsythaJohna le Carré lub Roberta Ludluma. Jednak wyszła powieść bardziej podobna do tych autorstwa Dana Browna. Od samego początku można się domyślić jaką decyzję podjął główny bohater, ale nie wiemy jak i dlaczego znalazł się w miejscu, gdzie obecnie przebywa. Trochę zaskoczyło mnie to, że autor umiejscowił akcję w Stanach Zjednoczonych. W zasadzie to uniwersalna historia, która mogłaby się wydarzyć w każdym kraju. Dlaczego autor nie zdecydował się zatem na Hiszpanię? (swoją ojczyznę). Fabuła jest chwilami tak niepokojąca, że konieczna jest niejednokrotna przerwa w lekturze. Pomimo szalonego tempa autor pozwala poznać też przeszłość bohatera, dlatego wiele razy cofamy się w czasie. Warto dodać, że opisane tu operacje są tak szczegółowo przedstawione, że zaczęłam się zastanawiać czy pisarz brał kiedykolwiek udział w podobnych?

Zarówno bohaterowie główni i drugoplanowi sprawiają wrażenie postaci realnych. Mocnym punktem tej historii jest kreacja doktora Evansa. Autor poddał tu wnikliwej analizie motywacje jego postępowania. Bacznie przyjrzał się także jego słabościom i licznym wątpliwościom pojawiającym się podczas podejmowania jakże trudnych decyzji. Jednak główny bohater bywa także momentami trochę arogancki, co może nieco zdenerwować. Trzeba podkreślić, że autor zdecydował się zaprezentować tu również bardzo silną i odważną postać kobiecą. Tak. To prawie superbohaterka. Dawno już nie spotkałam na kartach powieści takiej kobiety. Warto też zaznaczyć, że Juan Gómez-Jurado daje tu wystarczająco dużo wskazówek, aby czytelnik mógł ukształtować swoją opinię na temat antybohatera - psychopaty. Nazwisko jakie mu nadał (White) można różnie odczytywać. Na koniec dodam, że wspomina się tu jeszcze o Prezydencie Stanów Zjednoczonych, który okazuje się epicentrum tej historii.

Rozdziały opowiedziane w trzeciej osobie przeplatają się tu z tymi ukazanymi z perspektywy narratora wszechwiedzącego (narracja pierwszoosobowa). Nie ma jednak problemu z ich rozróżnieniem, ponieważ zastosowano inny krój czcionki. Wielkie poczucie rytmu i struktury spajają historię. Nawet zaskakujące ale wiarygodne skręty narracyjne nie są w stanie zmienić raz obranego celu. Język jakim posłużył się tu Juan Gómez-Jurado jest prosty i przystępny. Niekiedy nawet potoczny. Ważne jest także to, że użyte tu słownictwo medyczne jest jasne nawet dla osób, które nie mają nic wspólnego ze światem medycyny. Duża ilość dialogów znacznie przyspiesza tempo czytania. Momentami lektura jest nawet zabawna mimo że porusza trudną tematykę. Najbardziej zaskakujące jest to, że po zakończeniu tej książki zdałam sobie sprawę, że cała historia rozegrała się w czasie krótszym niż 3 dni. Tak wiele się tu wydarzyło, że aż trudno w to uwierzyć. Niestety zakończenie jest mało prawdopodobny i to trochę psuje odbiór całości...

niedziela, 1 maja 2016

Wyniki konkursu comiesięcznego

Witam,

W kwietniu wylosowałam:

Pami1807
(Zabójczy mezalians, Kryminał tango)

Kryśka #Wybebeszamy_Książki
(Nastolatki na głodzie, Brygida Star Show)

gratuluję

a pozostałych zapraszam
do konkursu comiesięcznego ponownie ;)


czeka na Was wiele książek do wyboru w


pozdrawiam