czwartek, 31 marca 2016

Mick i Keith. Rolling Stonesów portret podwójny - Chris Salewicz

Tytuł: Mick i Keith. Rolling Stonesów portret podwójny
Tytuł oryginalny: Mick and Keith: Parallel Lines
Autor: Chris Salewicz
tłumaczenie: Piotr Czarnota
wydawnictwo: SQN
data wydania: 21 października 2015
ISBN: 9788379244355
liczba stron: 413
kategoria: biografia
okładka: miękka ze skrzydełkami


Oryginalnie książka została wydana w 2002, ale w tej pozycji dołączono nowe informacje. Chris Salewicz to dziennikarz mający styczność z branżą muzyczną i dodatkowo znajomy Micka Jaggera i Keitha Richardsa. Nic więc dziwnego, że sięgając po powyższą publikację miałam co do niej dość duże oczekiwania. Miałam nadzieję, że autor stworzy tu ich portret podwójny - tak przecież obiecywał w podtytule tej książki. Nie chciałam znów czytać o znanych mi skandalach. Myślałam, że nie będzie się ograniczał w uchylaniu rąbka tajemnicy w kwestii anegdot związanych z etapami powstawania ich przebojów. Liczyłam na to, że jako ich znajomy podzieli się z czytelnikiem nieznanymi dotąd informacjami...

Niestety autor podporządkował tu bieg zdarzeń zaledwie kilku tematom. Prym wiodą seks i narkotyki. Jeśli tak wyglądał zdaniem Chrisa Salewicza "obraz rockandrollowego życia w latach 60. i kolejnych dekadach" to nie nazwałabym go "porywającym". Raczej monotonnym. Ileż można czytać o tym kto z kim uprawiał seks albo o tym kto z kim ćpał. Zdaję sobie sprawę, że ekscesy seksualne i problemy z uzależnieniem często towarzyszyły muzykom w opisywanych tu czasach, jednak czy właśnie to można nazwać czynnikami charakterystycznymi tamtych czasów? Przecież i obecnie nie brak podobnych historii. O ileż ciekawiej by było poczytać o procesie tworzenia ich muzyki. Warto wspomnieć także o tym, że najwięcej dowiedzieć się tu można o latach 60. i 70. Nie twierdzę, że to źle ale chętnie zapoznałabym się także bardziej szczegółowo z nowszymi faktami z ich życiorysów. 

Mimo że Chris Salewicz zna od wielu lat głównych bohaterów tej pozycji (Micka Jaggera i Keitha Richardsa) ukazał ich tu jedynie przez pryzmat ich słabości. Jakby w ogóle nie mieli zalet. Nie wiem co mam myśleć o łączącej ich znajomości. Wiem, że nie ma ludzi bez wad ale każdy z nas ma przecież jakieś mocne strony. Chociaż jedną. Dziwi także to, że nie można tu znaleźć ani jednego dobrego słowa na temat Briana Jonesa - mimo jego dużych zasług dla zespołu. Żałuję także, że niektórzy członkowie zespołu (Bill Wyman i Charlie Watts) pojawiają się tu tylko jakby w tle. Jakby nie byli ważni. Wspominani są nawet rzadziej niż seksualne partnerki tytułowego duetu. Wreszcie na koniec należy wspomnieć, że Chris Salewicz sugeruje w książce, że "The Rolling Stones" wzorowali się na "Beatlesach". I to ma być wieloletni znajomy? Smuci także niewielka ilość fotografii...

wtorek, 29 marca 2016

Młodzi artyści w Polsce



Polska posiada bardzo wielu młodych i utalentowanych artystów, którym z powodzeniem udaje się zaistnieć na rodzimym rynku sztuki współczesnej.
Aukcja dzieł sztuki to dla nich chleb powszedni, gdyż podczas takich wydarzeń są w stanie nie tylko zarobić na swoje utrzymanie, ale przede wszystkim pokazać się światu i wielu wpływowym osobom. Miałem możliwość odbycia rozmowy z kilkoma osobami, które pracują na co dzień w świecie sztuki i opowiedzieli nieco o tym, jak można promować sztukę młodych artystów oraz oczywiście nieco pohandlować.

Jakiś czas temu, Dom Aukcyjny DNA z Wrocławia zorganizował aukcje dzieł sztuki współczesnej młodych polskich twórców. Obecnie takie wydarzenia odbywają się coraz częściej również w innych polskich miastach, wśród których można wymienić Kraków, Katowice oraz oczywiście Warszawę. Kierownictwo wrocławskiego domu aukcyjnego mówi, że zajmują się oni tylko i wyłącznie sztuką współczesną młodych artystów, aby pomóc im w dobrym starcie na tym rynku. Prognozy są bardzo pozytywne, gdyż coraz więcej klientów interesuje się dziełami młodych artystów, które są bardzo chętnie oglądane i kupowane. Już coraz mniej wysuwa się ocen na podstawie katalogów i dorobku artysty, lecz ludzie przychodzą i przekonują się na własne oczy.

Na wspomnianych licytacjach DNA, cena początkowa wynosi zawsze 500 złotych. Zazwyczaj ostateczne ceny w jakich kupowane są dzieła sztuki nie przekraczają pięciu tysięcy złotych. Trzeba także pamiętać o tym, że takie rzeczy bardzo często nabierają wartości z czasem, więc kupno dzieła sztuki może niekiedy okazać się świetną inwestycją – historia zna takie przypadki. Głównym celem Domu Aukcyjnego DNA, jest pomoc w wypromowaniu młodych artystów, których jest w Polsce naprawdę bardzo dużo. Niestety, bez odpowiedniej pomocy nie są oni w stanie wybić się ponad poziom, który gwarantowałby im zauważenie na rynku sztuki współczesnej. Aukcje dzieł sztuki w Polsce stają się coraz bardziej popularne, zwłaszcza jeżeli chodzi o prace młodych artystów, którzy tworzą dobrą i niedrogą sztukę współczesną. Warto wybrać się na takie wydarzenie, gdyż być może uda się znaleźć coś, co idealnie trafi w nasze gusta – i nie będzie kosztować milionów.

środa, 23 marca 2016

Historie o zwykłym szaleństwie - Charles Bukowski

Tytuł: Historie o zwykłym szaleństwie
Tytuł oryginalny: Tales of Ordinary Madness
Autor: Charles Bukowski
tłumaczenie: Michał Przybysz
wydawnictwo: Noir sur Blanc
data wydania: 22 października 2015
ISBN: 9788373925588
liczba stron: 289
kategoria: literatura współczesna
okładka: miękka ze skrzydełkami


Jako ciekawostkę można potraktować informację, że Bukowski napisał te opowiadania w latach 60. i 70. Pojedynczo ukazywały się w "Berkeley Barb", "Open City" i "Nova Express". Pierwotnie jako zbiór wydano je (dokonał tego Lawrence Ferlinghetti - właściciel City Lights Publishers) pod tytułem "Erekcje, ejakulacje, ekspozycje i rozmaite opowieści o zwyczajnym szaleństwie" dopiero w 1972 roku z dedykacją dla dziewczyny Bukowskiego - Lindy King. W 1981 nakręcono film w reżyserii Marca Ferreriego na podstawie zaczerpniętych z nich wątków. W obrazie zagrali Ben Gazzara i Ornella Muti. W 1983 roku wydano te opowiadania po raz drugi. Tym razem podzielono je na dwa tomy "The Most Beautiful Woman in Town" (w 1996 roku ukazało się polskie tłumaczenie - "Najpiękniejsza dziewczyna w mieście") i "Tales of Ordinary Madness" ("Historie o zwykłym szaleństwie" - omawiana tu pozycja to pierwsze polskie wydanie).

Każda historia mocno uderza mimo że większość z nich zajmuje tu nie więcej niż 5 stron. Najdłuższa liczy sobie tylko 17. Zasadniczo wszystkie opowiadania tworzą jedną opowieść o piciu, wyścigach, narkotykach, wyobcowaniu, włóczeniu się, córce, marzeniach. Autor kreśli tu ponurą wizję nie tylko amerykańskiego społeczeństwa. Umacnia pojęcie, że nie trzeba być tym kim nam każą. Przygląda się czynnikom motywujących innych ludzi. Można tu również odnaleźć zabawną krytykę i słowa pochwały skierowane w stronę znanych osób (nie tylko jego kolegów i koleżanek po fachu). Nie szczędzi tu także uszczypliwości pod adresem bogatych i sławnych. Dodatkowo warto wspomnieć, że choć niektóre z utworów mogą wydać się pesymistyczne czy nawet złośliwe to jednak autor właśnie dzięki nim mocniej uwypukla wady otaczającego nas świata, w którym (według niego) ciężko jest żyć ludziom o zdrowych zmysłach... Tak. Nie ma tu czasu na nudę.

Jego słowa są zarówno piękne i brzydkie. Trzeba przyznać, że Bukowski zręcznie zaciera tu granice między fikcją a faktami. W przeciwieństwie do prozy Chucka Palahniuka te opowiadania nie szokują ze względu na sam szok. Nie sądzę, żeby intencją Bukowskiego było szokowanie czytelnika. Jednak dziwne opowiadania mogą sprawić, że zaczniecie się zastanawiać jakiego rodzaju narkotyki zażył przed ich napisaniem. Niektóre z tych historii mogą wydać się Wam wręcz pozbawione sensu. Chociaż w utworach Bukowskiego ciągle powracają te same tematy a jego proza jest arogancka (a nawet miejscami plugawa) to jednak jego teksty mają to "coś" co mnie stale przyciąga. Można powiedzieć wręcz, że mnie uzależniło. To bijąca z nich szczerość i uczciwość. Podobne odczucia pojawiały się u mnie, gdy czytałam niektóre utwory Jacka Kerouaca. Niestety ukazany tu obraz kobiet psuje trochę odbiór tej lektury. Przedstawicielki płci pięknej to postacie słabe, zdominowane, poddawane przemocy...

poniedziałek, 21 marca 2016

Broda zalana krwią - Daniel Galera

Tytuł: Broda zalana krwią
Tytuł oryginalny: Barba ensopada de sangue
Autor: Daniel Galera
tłumaczenie: Wojciech Charchalis
wydawnictwo: Rebis
data wydania: 15 marca 2016
ISBN: 9788378186700
liczba stron: 384
kategoria: literatura współczesna
okładka: zintegrowana


Niedawno ukazała się na polskim rynku wydawniczym powieść "Broda zalana krwią" pod skrzydłami Rebisu. To pierwsza pozycja z serii brazylijskiej. Z zapowiedzi wynika, że 29 marca wydawnictwo planuje wypuścić na rynek kolejną książkę z tego cyklu - "Symfonia w bieli" Adriany Lisboa. Ogromnie mnie cieszy ta inicjatywa, ponieważ niewielu brazylijskich autorów było/jest publikowanych w Polsce. "Broda zalana krwią" to już czwarta książka w dorobku tego 37-letniego pisarza. Ciekawe czy pozostałe jego utwory też zostaną wydane w tej serii?. Powyższa pozycja ukazała się w wersji oryginalnej w 2012 roku i została obsypana od tamtej pory dużą ilością nagród literackich. Daniel Galera już od 4 lat uważany jest przez krytyków za jednego z najbardziej wpływowych młodych autorów w literaturze brazylijskiej. Ponadto twórca jest także tłumaczem przekładającym m.in. powieści pióra Zadie Smith.

Tym razem pisarz osadził akcję swej powieści w miejscowości Garopaba, w której kiedyś mieszkał. Z pozornie niełączących się kawałków zbudował historię. Scalił bardzo szczegółowe opisy i subtelne dialogi. Stworzony tu przez niego bezimienny bohater uwikłany jest w skomplikowane relacje międzyludzkie. Stopniowo zbiera elementy układanki jednocześnie pogrążając się w izolacji geograficznej i psychologicznej. Nie ustaje w poszukiwaniu prawdy. Podczas gdy nasz bohater walczy z chorobą, mieszkańcy Garopaby wydają się cierpieć na podobne schorzenie. Niepełnosprawność tworzy dystans, zamyka go we własnym świecie. To stoik, który mimo upału nadal ma chłodny dotyk. Niekiedy bezimienny przypomina superbohatera pod względem swej wytrwałości.

"Broda zalana krwią" to połączenie tajemnicy, egzystencjalizmu, legend i wspomnień. Wszystko się tu zgrabnie zazębia. Pomimo lekkiego chaosu w narracji lektura hipnotyzuje. To książka o ograniczeniach pamięci, nieuchronności losu, rozróżnianiu mitu i legendy, o granicy wybaczenia. Jesteśmy w stanie zrekonstruować tylko co wydarzyło się w określonym punkcie. Reszta staje się legendą. Jakby autor pragnął coś zatuszować. Powieść pełna jest szczegółów, choć często są to informacje co bezimienny widział, czy co zjadł. Jest w tym coś obsesyjnego, odurzającego, niepokojącego i dezorientującego. Długie opisy i anegdoty wypełniające fabułę sprawiają, że tempo akcji jest tu bardzo powolne. Powiedziałabym - ospałe. Fakt, że dialogi nie są wyraźnie oznaczone także nie pomaga w odbiorze tej lektury. Momentami treść jest także trudna "do przełknięcia" ze względu na jej metaforyczne znaczenie. Mówiąc wprost można odnieść wrażenie, jakby pisarz nieprzerwanie badał granice cierpliwości czytelnika.

Autor unaocznia tu proces rozumienia i rozpoznawania swej tożsamości, poszukiwania jedności ciała i umysłu, komfortu obcowania z fauną i florą, różnych rodzajów przemocy. Trzeba podkreślić, że zgrabnie kreśli obraz małej społeczności, która staje oko w oko z przybyszem. Udanie oddaje również uczucie nudy spoza sezonu. Może natomiast dziwić fakt, że przedstawia tu kobiety jako obiekty seksualne. Opisuje je poprzez ich kształty. Nie da się nie zauważyć, że co jakiś czas czuć tu inspiracje prozą Roberta Bolaño. Najbardziej w scenach z niepokojem. Biorąc pod uwagę poruszane tu kontemplacyjne tematy styl Daniela Galery przypomina trochę również pióro Gabriela García Márqueza. Na koniec należy dodać, że historia kończy się bardzo gwałtownie (filozoficzną argumentacją narratora) i pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi...

piątek, 18 marca 2016

Niedokończone opowieści - Charlotte Brontë

Tytuł: Niedokończone opowieści
Tytuł oryginału: Ashwort, Emma, The Moores, Willie Ellin
Autor: Charlotte Brontë
tłumaczenie: Maja Lavergne
wydawnictwo: MG
data wydania: 10 września 2014
ISBN: 9788377792162
liczba stron: 239
kategoria: literatura piękna
okładka: twarda


Nie lubię czytać niedokończonych utworów. Tym razem jednak zdecydowałam się poznać powyższą pozycję ze względu na sympatię do twórczości autorki. Przeczytałam już wiele powieści napisanych przez Charlotte Brontë. Poznałam także biografię pióra Eryka Ostrowskiego. Wcześniej tylko słyszałam, że wielu sławnych twórców zostawiło po swej śmierci niedokończone utwory. Niektórzy z nich żądali nawet ich zniszczenia (Franz Kafka). Na szczęście często rękopisy jednak ujrzały światło dzienne. Tak też stało się w przypadku tych 4 opowieści. Mimo że pierwotnie zostały wydane dopiero po śmierci Charlotte Bronte (po 1855 roku) to pierwsze polskie wydanie ukazało się dopiero niedawno - w 2014 roku. Sami przyznacie, że długo trzeba było czekać na ich tłumaczenie - aż 154 lata.

Główna bohaterka jednego z utworów ("Emma") niezbyt przypomina postacie z innych powieści Charlotte Brontë. Bardziej podobna jest do stworzonych przez Williama M. Thackeraya w "Targowisku próżności" czy Victora Hugo w "Nędznikach". Natomiast fragment opowieści "Historia Williego Ellina" (aż trzydzieści sześć stron) niesie w sobie mrok, ale nie podobny do znanego ze starych horrorów. To bardziej mrok ogarniający smutną duszę. Najdłuższym fragmentem jest rozpoczynająca ten zbiór niepełna opowieść "Ashworth". To aż siedemdziesiąt osiem stron. Warto dodać, że to właśnie ta historia jest najbardziej zawiła. Trzeci w kolejności tu niedokończony utwór nosi tytuł "Państwo Moore". Na pięćdziesięciu ośmiu stronach poznajemy interesujące relacje międzyludzkie. Przedstawione tu sceny mogą niektórym przypominać trochę "Wielkie nadzieje" Charlesa Dickensa. Mimo że ta pozycja składa się tylko z niedokończonych opowieści to jednak nie można zaprzeczyć, że autorka wyraźnie tu nakreśliła budowę kobiecej tożsamości. Może nawet nie przesadzę pisząc, że uczyniła to lepiej niż w innych, wcześniejszych swych powieściach. Czytelnik otrzymuje rzadką okazję do zajrzenia wgłąb misternie, z dużą pieczołowitością ukazanej psychiki stworzonych przez nią bohaterek.

Jako ciekawostkę warto przytoczyć dzieje jednej z tych niedokończonych opowieści. Mam tu na myśli "Emmę", składającą się w wersji pierwotnej jedynie z dwudziestu stronicowego fragmentu (dwa rozdziały). W powyższym wydaniu zajmuje ona tylko czternaście stron. Otóż doczekała się ona dwóch różnych zakończeń stworzonych jednak dopiero dość niedawno. To nieco dziwi, ponieważ minęło sporo czasu od momentu, gdy ta niedokończona opowieść została wydana po raz pierwszy. Pierwsza kontynuacja powstała w 1980 roku (po 120 latach) dzięki nijakiej "innej damie", w rzeczywistości Constance Savery i ukazała się pod tytułem "Emma". Kolejną dwadzieścia trzy lata później (w 2003 roku) stworzyła irlandzka powieściopisarka Clare Boylan a czytelnicy mogli ją poznać pod tytułem "Emma Brown". Z pewnością nie łatwo było kontynuatorkom "dopasować" się do stylu Charlotte Brontë. Nie wiem czy dobrym pomysłem są takie eksperymenty...

niedziela, 13 marca 2016

Angielski Repetytorium

Tytuł: Angielski Repetytorium. Mówienie, słuchanie, czytanie, pisanie
Autor: Katarzyna Zuniga, Kevin Hadley, Katarzyna Wiśniewska, Agnieszka Szukać, Monika Ewa Puszczak, Monika Olizarowicz-Strygner
wydawnictwo: Edgard
Poziom: B1
data wydania: marzec 2015
ISBN: 9788377885116
Ilość stron: 264
okładka: miękka


Dość często robię powtórki z wcześniej nabytej wiedzy. Nie jest to dla mnie najciekawszy element procesu nauki, ale bez tego nie ma szansy w moim przypadku na poszerzanie znajomości języka obcego. Przyznam się, że najbardziej lubię uczyć się nowych słów, zwrotów. Najmniej niuansów, które ciężko jest pojąć ze względu na fakt, że nie ma takich samych w języku polskim. Niestety nie umiem uczyć się na pamięć bez zrozumienia. Zasada "4Z" w moim przypadku nie działa. Nieraz muszę poświęcić naprawdę sporo czasu, zanim coś wreszcie "zagnieździ" się w mojej głowie. Zatem powtórki w moim przypadku są także sposobem na uniknięcie sytuacji, w której musiałabym uczyć się od nowa zapomnianych elementów, tracąc przy tym znów mnóstwo cennego czasu.

Zatem napiszę teraz krótko o pozycji, przy pomocy której tym razem powtórzyłam sobie sporo informacji. "Angielski Repetytorium. Mówienie, słuchanie, czytanie, pisanie" to zbiór zadań i testów rozwijających umiejętności sprawdzane na maturze podstawowej i innych egzaminach na poziomie B1 z języka angielskiego. Już ze wstępu można dowiedzieć się kilku ważnych informacji. Odnajdziemy tu omówienie standardów wymagań egzaminacyjnych, tematy obowiązujące na egzaminie, rodzaje zadań. Książkę podzielono ze względu na rodzaj zadań występujących na egzaminie. Pozycja została podzielona na dwie części: rozdziały obejmujące część pisemną i część ustną testów.



Podrozdziały omawiające umiejętności sprawdzane na egzaminie zawierają także wstęp teoretyczny i praktyczne wskazówki. Na początku i na końcu tej pozycji można znaleźć przykładowe zestawy egzaminacyjne. Test znajdujący się na początku publikacji sprawdza nasze braki przed przystąpieniem do nauki, a dwa testy końcowe badają stopień opanowania umiejętności niezbędnych podczas egzaminu, nabytych podczas pracy z podręcznikiem.



Zadania w części pisemnej opatrzone są podpowiedziami (w języku polskim) na marginesie - na co szczególnie zwrócić uwagę podczas wykonywania poszczególnych zadań. W części ustnej znaleźć można przykłady argumentowania, zajmowania stanowiska w dyskusji, nawiązywania rozmowy, przedstawiania opinii, relacjonowania wydarzeń, wyrażania opinii, organizowania wypowiedzi. Na końcu repetytorium zamieszczono dość obszerny (aż 60 stron) klucz odpowiedzi wraz z omówieniem.



Dołączono tu także transkrypcje wszystkich nagrań znajdujących się na płycie CD, dzięki której otrzymujemy okazję wysłuchania ponad 90 minut nagrań wykonanych przez profesjonalnych lektorów. Pozwala to także oswoić się z różnymi akcentami (przykładowe nagranie). Książka zawiera treści zgodne z obowiązującą podstawą programową oraz wymogami Centralnej Komisji Egzaminacyjnej w zakresie egzaminu maturalnym od 2015 roku.

czwartek, 10 marca 2016

Cała prawda o Francuzkach - Marie-Morgane Le Moël

Tytuł: Cała prawda o Francuzkach
Tytuł oryginału: The Truth About French Women
Autor: Marie-Morgane Le Moël
tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
wydawnictwo: Kobiece
data wydania: 5 lutego 2016
ISBN: 9788365170316
liczba stron: 287
kategoria: literatura popularnonaukowa
okładka: twarda


Gdy autorka zamieszkała w Australii zauważyła, że ludzie interesują się życiem Francuzek. Sposób w jaki do niej się odnosili sugerował, że kierują się oni w przeważającej mierze stereotypami. To spowodowało, że zaczęła myśleć o sobie jako o "francuskiej kobiecie". Zastanawiać się jaka jest prawda o Francuzkach. Rozpoczęła badania, które trwały 2 lata. Musiała przedrzeć się przez szereg dziwactw kulturowych i zgłębić ich przyczyny, aby ustalić co definiuje francuskie kobiety. Nieraz przytacza tu także obserwacje lub anegdoty z życia przyjaciół. Dużo miejsca zajmują dane historyczne wygrzebane przez nią w archiwach bibliotecznych. Tak mówiąc w skrócie powstała "Cała prawda o Francuzkach" napisana przez jedną z nich.

Książka jest jednocześnie interesująca i zabawna. Okazuje się, że prawda o Francuzkach jest wieloaspektowa. Autorka odkrywa rolę kobiet na tle historycznej perspektywy. Przywołując przykłady znanych przedstawicielek płci pięknej pisarka kreśli obraz kobiet zmysłowych, heroicznych, dowcipnych, nieprzewidywalnych, eleganckich i uwodzicielskich. Wybrane tu Francuzki to przykłady siły, wyrafinowania i determinacji. Książka ukazuje jakie francuskie kobiety są fascynujące jednocześnie obalając narosłe przez lata mity. Poznajemy je jako te, dla których zmysłowość jest elementem ich tożsamości. Publikacja przypomina o tym, że Francuzki są dla wielu wzorem elegancji. Wspomina się tu kobiet, które rzuciły wyzwanie normom społecznym. Książka także bada realia życia codziennego współczesnych, francuskich kobiet.

Nie sposób nie wspomnieć o licznie tu występujących fragmentach przywołujących historię czy kulturę Francji. Nie ma się co dziwić. To właśnie one uformowały taki typ kobiet. Dzięki tej pozycji można więcej dowiedzieć się także na temat roli jaką Francuzki odegrały w kształtowaniu ich ojczyzny. Warto zauważyć, że feminizm traci tu swój impet na rzecz historycznej treści. Na szczęście. Autorkę należy również pochwalić za zdementowanie niektórych pogłosek związanych z francuskimi kobietami. Wyjaśnia tu również nieporozumienia utrwalone w świadomości ludzi pochodzących z innych krajów. Chwilami można odnieść wrażenie, że Marie-Morgane Le Moël poszukuje tu klucza do zrozumienia francuskich ról płciowych...

poniedziałek, 7 marca 2016

Pokój - Emma Donoghue

Tytuł: Pokój
Tytuł oryginału: Room
Autor: Emma Donoghue
tłumaczenie: Ewa Borówka
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 27 stycznia 2016
ISBN: 9788379996858
liczba stron: 407
kategoria: literatura współczesna
okładka: zintegrowana


Po raz pierwszy powieść ukazała się na polskim rynku wydawniczym 5 lat temu. Jednak ja o jej istnieniu dowiedziałam się dopiero niedawno - w styczniu tego roku, gdy na stronach serwisu onet szukałam informacji o nominacjach do Oskarów 2016. Tak. Na jej podstawie nakręcono film, który został zauważony przez wielu. Nie tylko przez Amerykańską Akademię Filmową, ale też przez Brytyjską. Dodatkowo warto wspomnieć, że główna aktorka otrzymała Złote Globy. Sama powieść autorstwa Emmy Donoghue także została nominowana do wielu nagród. Między innymi Bookera i Orange Prize for Fiction. Dodam, że ukazana tu historia została zainspirowana historią Elisabeth Fritzl jak również przypadkiem Jaycee Lee Dugard, Nataschy Kampusch i Sabiny Dardenne.

Nie będę ukrywać, że miałam duże oczekiwania względem tej powieści. Liczyłam na to, że pokój będzie nabierał tu złowrogiego charakteru, potęgował napięcie. Sprawiał, że będę odczuwała klaustrofobię jego małego wnętrza. Ograniczał rozwój emocjonalny i intelektualny dziecka. Zamiast tego mamy tu bardzo powolną fabułę. Brak jakiegokolwiek napięcia. Poza tym autorka pominęła tu nakreślenie fazy przejścia pomiędzy światami (zamkniętym a zewnętrznym). Nie ukazała relacji matka-syn po uwolnieniu. Dodatkowo zdziwił mnie fakt, że pięciolatek wie tak wiele na różne tematy. Niektóre jego wypowiedzi, przemyślenia są zbyt dojrzałe jak na jego wiek. Chłopiec wydaje się być oderwanym od swojej sytuacji. Chwilami można pomyśleć, że zbudował "swój świat" w którym jego przyjaciółmi stały się martwe przedmioty. Nie odczuwa smutku, strachu, dyskomfortu z powodu przemocy jakiej poddawana jest jego matka. Nie poznajemy tu niestety emocji jego rodzicielki, ponieważ historia opowiedziana jest tylko z perspektywy 5-letniego dziecka. Autorka nie podaje nawet jej imienia, choć to właśnie ona jest jedyną znaną chłopcu osobą. 

Początkowo, pod pewnymi względami, życie "w pokoju" nie wydaje się aż takie złe, jak można się było spodziewać. Nawet pierwsze pojawienie się "Starego Nicka" jest stosunkowo łagodne. Jednak z upływem historii powoli odkrywamy traumatyczną przeszłość i dramatyczną rzeczywistość dwójki bohaterów. Jesteśmy świadkami podtrzymywanej iluzji normalności. Gdy pięciolatek opisuje ich typowy dzień to można odnieść wrażenie, że wszystko co się dzieje jest uporządkowane. Każda czynność lub jej zakaz jest uzasadniona. Żałuję, że w powieści nie wspomina się o tym, co odczuł malec gdy dowiedział się prawdy o "pokoju". Ukazana tu pozorna reintegracja kobiety i asymilacja dziecka w społeczeństwie podważa, moim zdaniem, ogrom ich gehenny. Autorka bardzo szybko przechodzi do tworzenia planu ucieczki. Niestety opisana tu "ucieczka" brzmi, delikatnie mówiąc, niedorzecznie. Czyn jakiego dopuszcza się dziecko, które nie zna świata spoza pokoju jest wprost nie do uwierzenia. Zastanawiające jest także to jak kobieta, która przez 8 lat nie próbowała uciec raptem w ciągu kilku dni opracowuje i skutecznie realizuje plan ucieczki? Muszę także wspomnieć o jeszcze jednym wątku, który dla mnie zabrzmiał niezbyt prawdopodobnie. Otóż chodzi o sposób i szybkość z jaką policja zlokalizowała "pokój". Wprost nierealne.

Odnoszę wrażenie, że autorka nie mogła się zdecydować, czy tworzy opowieść o życiu w izolacji z niemal zupełną nieznajomością świata rzeczywistego, czy też historię o tym, jak takie traumatyczne doświadczenie wpływa na postrzeganie świata zewnętrznego. Jestem mocno rozczarowana sposobem w jaki została przedstawiona ta historia. Szkoda, ponieważ to trudny i ważki temat.

sobota, 5 marca 2016

Amber - Gail McHugh

Tytuł: Amber
Tytuł oryginału: Amber to Ashes
Autor: Gail McHugh
tłumaczenie: Joanna Grabarek
wydawnictwo: Akurat
data wydania: 3 lutego 2016
ISBN: 9788328701212
liczba stron: 591
kategoria: literatura młodzieżowa
okładka: miękka ze skrzydełkami


Trójkąt miłosny, erotyka, dwóch intrygujących mężczyzn, traumatyczna przeszłość, sierota, używki. Tak. Opis na tylnej okładce brzmiał bardzo obiecująco. Do sięgnięcia po książkę zachęcały także liczne (aż 27) pozytywne urywki z opinii bloggerek, zamieszczone na początku książki. O wcześniej napisanych powieściach tej autorki ("Collide" i "Pulse") także bardzo trudno znaleźć słowa krytyki. Nie będę udawać. Te działania marketingowe zrobiły swoje - ja też uległam ich sile. Zapragnęłam poznać nową powieść "autorki światowych bestsellerów". Tak. Szkoda, że nikt mnie nie ostrzegł przed "Amber". 

Przemyślenia i zachowanie bohaterów są tu denerwujące i mało wiarygodne. Postaci stworzone przez pisarkę to karykatury ludzi, nie przypominają prawdziwych. Z ich rozmów przebija sztuczność. Nikt tu nie mówi naturalnie. Dwudziestolatkowie zostali tu ukazani z tak dużym doświadczeniem seksualnym, że zastanawiałam się podczas lektury kiedy zdążyli je nabyć. Nie da się ukryć, erotyce poświęcono tu sporo uwagi. Nie byłoby to mankamentem, gdyby dość obszerne fragmenty nie przypominały innych lektur z popularnego w ostatnich latach gatunku New Adult. Mówiąc krótko schemat goni tu schemat. Zresztą wątek traumatycznej przeszłości i używek także nie jest niczym nowym. Zastanawia jednak jak czytelnik, który nie ma podobnych doświadczeń ma utożsamiać się z bohaterami? Trudno zakładać, żeby większość odbiorców przeżyła to co autorka tu opisała. A może chodzi tu o to, żeby czytający docenił swój "lepszy" los? Niespójność w kreacji postaci Amber i to, że bohaterka nie wyciąga wniosków, nie uczy się na błędach przeszłości również nie zaskakuje. Jej nielogiczne obserwacje potwierdzają tylko schemat "amerykańskiego obrazu młodych dorosłych". Niejasny pozostaje także powód "zakochania się" dwóch "super" mężczyzn w sarkastycznej, rasistowskiej i niedojrzałej dziewczynie. Co oni w niej ujrzeli? Rozumiem również, że żyjemy w świecie "szybkich" zdarzeń, ale to już lekka przesada, że już po 2-3 spotkaniach bohaterowie "nie mogą bez siebie żyć". Dziwi także fakt, że dziewczyna wydaje się "zakochiwać" w przedstawicielach płci brzydkiej tylko ze względu na ich zewnętrzną atrakcyjność. Czy to przypadkiem nie cecha męska?

Historia rozpoczyna się całkiem intrygująco. Szczególnie zainteresował mnie jeden wątek wspomniany w prologu. Ponadto chwilami można natknąć się na zabawne sceny. Potem fabuła przybiera kształt nieco dziwnego zlepka znanych schematów. Tempo lekko przyspiesza. Autorka nie zważając na negatywne efekty pominięcia elementów, które mają na celu utrzymać uwagę czytelnika, przechodzi wprost do ujawnienia brzydkiej prawdy. Może nie byłby to zły pomysł w historii, która byłaby czymś nowym. Nie dość tego nie wiem po co pisarka dodała tu wątki, które nie wnoszą nic do rozwoju fabuły. Może chciała, aby jej powieść nie zginęła na półkach księgarń (tak 591 stron to dość spora objętość - nawet gdy książka stoi do nas grzbietem trudno ją przeoczyć). Jednak jak wiadomo nie od dziś to nie ilość a jakość jest ważniejsza. O tym pisarka chyba zapomniała. Dodatkowo Gail McHugh użyła tu kwiecistego, pełnego metafor stylu. Warto dodać, że książka składała się w zasadzie z samych bardzo długich dialogów wewnętrznych. Niestety to co zapowiada prolog nie wydarza się później. Czyżby o tym autorka też zapomniała ? Książka początkowo brzmi raczej jak typowy romans. Później trudno zakwalifikować jej treść do konkretnego gatunku. Zakończenie niestety jest bardzo niesatysfakcjonujące, a nawet mocno frustrujące. Jestem nią mocno rozczarowana.

wtorek, 1 marca 2016

Wyniki konkursu comiesięcznego

Witam,

W lutym wylosowałam:

Anita M
(Smak kamienicy)

Julia Julia
(Narodziny zła)

gratuluję

a pozostałych zapraszam
do konkursu comiesięcznego ponownie ;)


w marcu czeka na Was wiele książek do wyboru w


pozdrawiam

Blade Runner - Philip K. Dick

Tytuł: Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Tytuł oryginału: Do Androids Dream of Electric Sheep?
Autor: Philip K. Dick
tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
wydawnictwo: Rebis
data wydania: 17 maja 2011
ISBN: 9788375101317
liczba stron: 271
kategoria: fantastyka
okładka: twarda


Już na początku pragnę zapewnić, że osoby, które oglądały "Łowcę androidów" z Harrisonem Fordem w roli głównej mogą bez wahania sięgnąć po powyższą powieść. Mimo że to właśnie na jej podstawie Ridley Scott nakręcił swój kinowy przebój to okazuje się, że można tu zauważyć więcej różnic niż podobieństw. Początkowo może to dziwić, jednak dołączony do tego wydania wstęp autorstwa Lecha Jęczmyka wiele wyjaśnia.

Przenosimy się do roku 2021 (w pierwszym wydaniu książki był to rok 1992). Akcja po raz pierwszy opublikowanej w 1968 roku powieści (polskie tłumaczenie ukazało się dopiero w 1995 roku) osadzona została w postapokaliptycznym San Francisco. W powietrzu unosi się promieniotwórczy pył. Wielu ludzi wyemigrowało na Marsa, gdzie usługują im androidy. Na Ziemi pozostali tylko nieliczni ubodzy i specjale (upośledzeni). Budynki mieszkalne są w prawie wszystkie opustoszałe. Większość gatunków zwierząt wymarła, więc posiadanie żywego pupila jest oznaką statusu i empatii. Główny bohater Rick Deckard jest policjantem i łowcą nagród, polującym na "niegrzeczne" androidy. Bada za pomocą odpowiednich narzędzi kto jest człowiekiem...

Pisarz odmalował ponury i niezwykle realistyczny obraz przyszłej Ziemi. Ludzki niepokój związany z kwestią androidów może tu wyrażać niepewność co do tożsamości człowieka i społeczeństwa. Czy człowiek i maszyna różnią się tylko umiejętnością odczuwania empatii? Czy androidy są w stanie nauczyć się odczuwać empatię, aby uniknąć śmierci? Jaką wartość ma religia w życiu człowieka? Co to znaczy być człowiekiem? Czy androidy zasługują na współczucie? Dlaczego androidy muszą przejść "na emeryturę" już po 4 latach? Dlaczego tworzy się je w ten sposób? Aby zaspokoić ludzką potrzebę zabijania czy raczej potrzebę władzy? I w końcu czy można być za bardzo empatycznym? Wydaje mi się, że książka próbuje zbadać jak długo może przetrwać idea życia, śmierci, religii i miłości w świecie, w którym empatia stała się miarą naszego istnienia. Problemem stało się znalezienie tego co jest ludzkie. Trudno jest tu ocenić, kto wygrywa w wojnie pomiędzy tym, co jest prawdziwe, fałszywe, tymczasowe czy nieskończone.

Nic tu nie jest proste. Nie wiadomo na 100% co tu jest prawdziwe a co fałszywe? Czy ludzie są ludźmi czy androidy są androidami. Historia zaczyna się dość niemrawo. Początkowo autor wprowadza nas w jej meandry. Wyjaśnia stworzone przez siebie elementy. Nowa religia i urządzenie do manipulowania ludzkimi nastojami od razu zwróciły moją uwagę. Trochę zdziwił mnie stworzony tu obraz kobiet. Słabych, zmanipulowanych, szalonych. Tempo rośnie stopniowo. Trzeba jednak dodać, że lektura obfituje w wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Warto wspomnieć, że nie ma tu zbyt wielu scen przemocy. Cieszy także fakt, że autor nie koloryzuje żadnego z bohaterów. Styl Philipa K. Dicka można nazwać minimalistycznym. Dodatkowo lektura jest nieco metafizyczna. Choć pisarz odpowiada na wiele postawionych tu pytań, to jednak sporo kwestii zostaje nierozstrzygniętych. Istnieją pewne fragmenty, które nie wydają się mieć sensu, podobnie jak działania bohaterów. Nie wiadomo dlaczego opuszczone przedmieścia wciąż zasila energia elektryczna i czysta woda, skąd pochodzi żywność, jakiego rodzaju paliwa się tu używa, skąd bierze się tlen w świecie bez roślinności, czy oprócz wspomnianych tu ZSRR, USA przetrwały inne kraje. Może autor planował kontynuację...