czwartek, 7 stycznia 2016

Angielski Teksty i ćwiczenia dla zaawansowanych

Tytuł: Angielski Teksty i ćwiczenia dla zaawansowanych
Autor: Kevin Hadley, Anna Teger, Zofia Ugarow, Karolina Modrykamień
wydawnictwo: Edgard
poziom: B2 - C1
data wydania: kwiecień 2015
ISBN: 9788377885017
ilość stron: 198
okładka: miękka ze skrzydełkami


Moja przygoda z nauką języka angielskiego trwa nadal. Ta publikacja skierowana jest do osób, które pragną poznać słownictwo (słowa, wyrażenia, idiomy) używane w mediach. Wybrałam ją, ponieważ od bardzo dawna chciałam swobodnie rozumieć programy telewizyjne (szczególnie wiadomości), czytać prasę (skupiam się w przeważającej mierze na artykułach zamieszczanych na stronach internetowych gazet / czasopism), dyskutować na temat ochrony środowiska, terroryzmu czy nowych technologii.


W powyższej publikacji znalazłam aż 40 lekcji poruszających temat społeczeństwa, technologii i nauki, biznesu, natury i środowiska. Tematy tu zawarte mogą okazać się przydatne dla osób przygotowujących się do egzaminów FCE i CAE czy matury rozszerzonej (takie tematy jak: ekologia, prawa kobiet, gospodarka światowa czy globalizacja). Do książki dołączono 2 płyty CD (razem 120 minut nagrań native speakerów (Brytyjczyków)). Na początku każdej lekcji zamieszczono słowniczek z najtrudniejszymi wyrazami, później znajdziemy tekst do czytania i odsłuchania z płyty CD. Po tym znajduje się część z ćwiczeniami sprawdzającymi poziom zrozumienia zamieszczonego wcześniej tekstu.



Formy ćwiczeń są różnorodne: test zamknięty, pytania otwarte, łączenie wyrazów, uzupełnianie, dokańczanie zdań, krzyżówki,  pytania typu prawda / fałsz. Odpowiedzi do ćwiczeń zamieszczono na końcu publikacji. Każdy tekst w wersji audio na płycie CD to oddzielny, ponumerowany plik. I na koniec zamieszczam przykładowe nagranie.

16 komentarzy :

  1. Bardzo ciekawy podręcznik. Nie słyszałam o nim, a wydaje się być warty uwagi, bo zawiera tematy "na czasie". Z pewnością zastanowię się nad zakupem, bo sama lubię języki, a w szczególności angielski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo super! Podoba mi się. Ja poczyniłam pierwsze kroki w szlifowaniu angielskiego: zapisałam się na korepetycje i jestem przeszczęśliwa ale wciąż mam głód wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla osób szlifujących swój angielski pozycja obowiązkowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. I jak Ci się pracuje z tym zestawem? Czy czujesz, że Twoje rozumienie treści artykułów ulega poprawie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Publikację tę traktuję jako wspomagającą. Aby osiągnąć ten cel od roku codziennie czytam artykuły pojawiające się w elektronicznych wydaniach gazet amerykańskich i brytyjskich. Po tym okresie mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że moje rozumienie ich treści znacznie się poprawiło (obecnie niezrozumiałe wyrazy pojawiają się sporadycznie - częściej w wersji brytyjskiej).
      W moim przypadku wyższą efektywność zapamiętywania nowych wyrazów, zwrotów zauważyłam wtedy, gdy sprawdzam ich znaczenie w słowniku monolingwistycznym (wiele lat temu kupiłam na Allegro Oxford Advanced Learner's Dictionary za niecałe 10 zł)- papierowym. Jestem na tyle leniwa, że nie mając ochoty na ponowne wertowanie jego treści szybko zapamiętuje znaczenie wcześniej nieznanego słowa.
      Jeśli chodzi o rozumienie nadawanych w TV i radio programów anglojęzycznych to bywa różnie. Zależy od mojego samopoczucia. Nieraz jest dzień, że nie odczuwam dyskomfortu podczas słuchania wiadomości BBC czy CNN. Zdarzają się jednak i takie dni, że mimo mojego dużego skupienia mam problem ze zrozumieniem przekazu.
      Dodatkowo czytam książki w oryginale. Kilka lat temu rozpoczęłam od wersji uproszczonych (wydawanych przez Macmillan czy Penguin Readers). Pierwszą książką przeczytaną przeze mnie w wersji pełnej była powieść irlandzkiej autorki Evelyn Doyle "Evelyn". Umordowałam się przy niej setnie (słownictwo używane przez Irlandczyków "trochę" różni się od brytyjskiego), ale historia tam ukazana była dla mnie na tyle interesująca, że zdołałam dobrnąć do końca. Teraz jestem w stanie przeczytać płynnie książki autorów australijskich, brytyjskich, irlandzkich, amerykańskich. (zdarzają mi się niezrozumiałe wyrazy, zwroty ale rozumiem przekaz z kontekstu).
      Uważam, że utwory w oryginalne wychodzące spod pióra np. Brytyjczyków są o wiele trudniejsze w zrozumieniu dla obcokrajowca (używają mnóstwo synonimów) niż te napisane przez amerykańskich pisarzy.

      Usuń
    2. Chapeaux bas Ago!
      Powiedz mi, jeśli wolno spytać, ile czasu dziennie poświęcasz na lekturę anglojęzyczną oraz słuchanie anglojęzycznych stacji? Niewątpliwie zmierzasz ku wymiernym efektom, jakim jest zapewne egzamin państwowy z języka angielskiego. I jak widzę, rozumienie słuchanego tekstu jest odrębną umiejętnością, od rozumienia czytanego tekstu.
      Zaskoczyłaś mnie tym, że książki pisane przez Amerykanów są dla Ciebie łatwiejsze w odbiorze, niż pisane przez Brytyjczyków. Kiedy ogłosiłam na blogu wyzwanie "czytamy w oryginale", Mery Orzeszko napisała coś wręcz odwrotnego. Dla mniej większą trudność stanowią teksty amerykańskie.
      A jak jest ze słuchaniem BBC i CNN? Mam na myśli wymowę amerykańską. W szkołach uczymy się brytyjskiej wersji wymowy, każdy wyraz oddzielnie i zaznaczone końcówki, żadnych niemych końców, połączeń wyrazów w de facto, nowy wyraz, jak to jest w Ameryce.

      Usuń
    3. Razem (słuchanie, czytanie) dziennie zajmuje mi około 1,5-2,0 godziny. Przejrzałaś mnie - zamierzam przystąpić do egzaminu CAE (jak się uda za jakiś rok-półtora). Większe problemy z rozumieniem ze słuchu wynikają z wielu czynników. Myślę, że w szkolnym procesie nauczania przykładało się zbyt małą wagę do tego, gdy ja byłam w wieku szkolnym. Poza tym nie było dostępu do internetu (polecam Ci kanał https://www.youtube.com/user/engvidenglish)
      Może powodem tego, że teksty amerykańskie są dla mnie łatwiejsze jest to że mam z nimi od dłuższego czasu częściej do czynienia.
      To, że w polskich szkołach uczą tylko wersji brytyjskiej jest moim zdaniem bardzo krzywdzące. Co mają zrobić osoby, które zamierzają w przyszłości wyjechać do USA? Moim sposobem na osłuchanie się z wersją amerykańską były i nadal są seriale i filmy. Na początku oglądałam z oryginalnymi napisami. Co do wiadomości obecnie nie mam problemu ani z BBC ani z CNN. Jednak to nie przyszło z dnia na dzień.
      Na stronie http://www.bbc.co.uk/learningenglish można znaleźć ciekawe materiały do posłuchania (wersja brytyjska). Można także słuchać podcastów -
      http://www.breakingnewsenglish.com/podcast.html ; http://www.simpleenglishnews.com/ ; http://www.theguardian.com/audio ; http://www.bbc.co.uk/podcasts/genre/news ; http://www.voanews.com/info/podcast/1356.html http://www.france24.com/en/podcasts/video Z grona brytyjskich gazet to słownictwo w "Mirror" jest niezbyt skomplikowane http://www.mirror.co.uk/ - a tutaj masz linki do innych gazet angielskich i amerykańskich - http://www.anglisci.pl/gazety/ i inne źródła do nauki: http://www.learn-english-today.com/news/news.html

      Usuń
    4. Dziękuję za linki. Zmierzę się z tymi tekstami.
      U mnie rozumienie tekstu słuchanego i mówienie to najtrudniejsza sprawa. Początki mojej nauki angielskiego sięgają prawie 40 lat wstecz, a potem uczyłam się z kaset magnetofonowych (i to był czas ogromnego przyrostu moich umiejętności) oraz chodziłam na kursy dla dorosłych, do prywatnych szkół językowych (co przełamało mój opór w mówieniu, nie mam go, wiem, że mówię kiepsko, ale jak trzeba, to po prostu usiłuję się dogadać i już).
      Dzięki korespondencji w języku angielskim zapamiętałam zaskakująco dużo słówek, niektórych szukałam w słowniku po kilka razy aż się wbiły do głowy :) Teraz rozleniwia mnie tłumacz google.
      Wersja amerykańska to dla mnie niemal inny język. O ile powolny i wyraźny brytyjski rozumiem, czyli dogadam się z obcokrajowcem, dla którego angielski to także drugi język, np. z młodymi Niemcami, bo starzy nie znają angielskiego, to Brytyjczyków rozumiem z trudem. Szczególnie, że w serwisach informacyjnych mówią bardzo szybko. W takim dziennikarskim tempie rozumiem jedynie rosyjski i to w sensie o czym mowa, bez szczególików.
      Zapisałam się do szkoły języka amerykańskiego, ale zajęcia okazały się porażką. Musiałabym zdecydować się na drogą opcję z pracy 1:1 z native speakerem, czyli Amerykaninem polskiego pochodzenia. Zajęcia w grupie polegały na słuchaniu dukania współtowarzyszy niedoli :) Zrezygnowałam.
      W zrozumieniu różnić między brytyjską, a amerykańską wersją pomaga mi Rachela, jej kanał to: https://www.youtube.com/user/rachelsenglish?feature=em-uploademail
      Tobie to niepotrzebne, ale ona fajnie to robi, może Ci się przyda link. Dopiero po lekcjach Racheli mogę się zmierzyć z filmem.
      Wiele osób ostrzega przed oglądaniem filmów z napisami polskimi, ale z oryginalnymi to może być niegłupie.
      Akurat tak się złożyło, że bardziej potrzebuję rozumieć amerykańskie narzecze, a nie brytyjskie. Niedługo może to się zmienić, więc na wszelki wypadek wezmę się za oba.
      Nie, nie wyjeżdżam nigdzie, życie sprawia mi niespodzianki i stawia przede mną wyzwania :)

      Usuń
    5. Tak. Też pamiętam kasety magnetofonowe :)
      Ja zaczęłam uczyć się angielskiego gdy miałam 7 lat. Mama zapisała mnie za zajęcia grupowe, ponieważ w 1986 roku korepetytorów indywidualnych nie było zbyt wielu, nie wspominając już o native speakerach...
      Wiele osób, które wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii z przekonaniem, że znają angielski czeka tam wielkie rozczarowanie. Już przykładowo na Heathrow okazuje się, że napotkany tam rozmówca mówi w "innym" języku niż ten którego uczy się w Polsce.
      Staram się nie korzystać z tłumacza google i słowników online. Sprawdzanie w nich słów czy wyrażeń nie daje w moim wypadku żadnych pozytywnych rezultatów. "Łatwo przyszło, łatwo wyszło".
      Ostatnio znajoma mi powiedziała, że żeby dane słowo czy wyrażenie weszło na stałe do naszego słownika trzeba go użyć co najmniej 6 razy w rozmowie z innymi.
      Nie ma się co przejmować, że mówi się niepłynnie. Najważniejsze, że przebiłaś "mur niemówienia". Nauka płynnego mówienia łatwiej idzie, gdy ma się na co dzień okazję rozmawiać. Im więcej tym lepiej.
      Co do rosyjskiego - załapałam się jeszcze w szkole podstawowej na 3 lata "przymusowej" edukacji i przyznam się, że obecnie (po 23 latach przerwy) nadal umiem czytać i trochę rozumiem co mówią. Zazdroszczę mojej mamie, która mówi w tym języku płynnie. W liceum przez 4 lata uczyłam się jeszcze niemieckiego i po przerwie (18 lat) nadal umiem czytać i nawet sporo rozumiem gdy czytam. Jak miałam 11-17 lat jeździłam z rodzicami na wakacje na Węgry, do leczniczych wód. Podstawy języka węgierskiego dość szybko załapałam, ponieważ wtedy nie było tam supermarketów i żeby kupić coś w sklepie trzeba było poprosić o to sprzedawczynię :) Chciałabym nauczyć się jeszcze w życiu języka hiszpańskiego i włoskiego. Na razie to tylko marzenie.
      Obecnie prawie każdy pracodawca zakłada z góry, że pracownik ma znać angielski. Język ten stał się prawie międzynarodowym. Prawie każdy się go uczy, podobnie jak w dawnych czasach francuskiego.
      Jeszcze sobie przypomniałam o stronie https://www.memrise.com/ - fajny sposób na naukę :)

      Usuń
    6. Super! zapisuję linki i myślę, że pół godziny dziennie, jako minimum, kontaktu z lekcją, tekstem etc. to jest wykonalne, a na pewno przyniesie efekt. Minimum, czyli może być dłużej, niż krócej :)
      Tak właśnie pracowałam z kasetami, spisywałam nawet czas, różnie to było, czasem około 45 minut, czasami 1,5 godziny, około 5 razy w tygodniu. To wtedy, w czasie pracy z kasetami, przeżyłam uczucie "eureki". Szykowałam śniadanie, radio było włączone, ja w pośpiechu, bo trzeba było zmobilizować dzieci do wyjścia na czas do szkoły, wyprowadzić samochód z garażu, porozwozić je i dotrzeć na czas do pracy, radio sobie, ja sobie i nagle, bez tłumaczenia, mimowolnie dotarł do mnie sens piosenki, zrozumiałam o czym śpiewa piosenkarz. Stanęłam jak wryta. On śpiewa po polsku czy po angielsku? Kurczę, po angielsku! Wsłuchałam się i przestałam rozumieć. Włączyły mi się mechanizmy lekcyjne. Jak z prowadzeniem samochodu, jak jesteś w ruchu, robisz to co powinnaś zrobić i nie zastanawiasz się, ale kiedy ktoś patrzy Ci na ręce i jeszcze oczekuje np. ruszania z hamulca ręcznego pod górkę, a na dodatek jest to egzamin, to mylą Ci się wszystkie ręce i nogi, ile ich tam masz (jakoś ich nagle przybywa) :) Właśnie tak miałam na egzaminie na prawo jazdy :) Na szczęście egzaminator był rozsądny, zrozumiał tremę, bo kiedy jechaliśmy i musiałam ruszyć na skrzyżowaniu z ręcznego (pagórki u nas wszędzie), to jak nic nie mówił, zrobiłam to jak trzeba. Rąk i nóg przybyło mi, gdy kazał zatrzymać się na drodze pod górkę i ruszyć z ręcznego, a mnie w głowie wyświetliły się regułki, lekcje i inne materiały ćwiczeniowe :)

      Poza pojęciem o mniemaniu na temat rosyjskiego i angielskiego nie znam innych języków. Niestety. Najbardziej, i chyba wyłącznie, szkoda mi, że ni w ząb nie znam niemieckiego. Mieszkam blisko granicy, bywam sobie w Niemczech, historia moich terenów spisana jest po niemiecku i mam kontakty z Niemcami. Jeśli nie znają angielskiego, to przechlapane.
      Ciekawą przygodą są dla mnie spotkania z Julianem, Serbołużyczanienem. Ja mówię po polsku, on po serbołużycku, a jak czegoś nie rozumiemy, to dopowiadamy szkolnym angielskim :) Serbołużycki wydaje mi się bardziej podobny do polskiego niż czeski.

      Nie planuję poszukiwania pracy, mam nadzieję dotrwać do emerytury tu, gdzie pracuję, a do języków zawsze byłam nogą stołową. Niedawno, na dworcu PKS Rosjanin pytał mnie o coś związanego z rozkładem jazdy. Kiedy wreszcie udało mi wymachać rękami odpowiedź, dukając przy tym okrutnie, usłyszałam, że po rosyjsku wszystko rozumiem, ale nie umiem mówić. Po trzydziestu paru latach nieużywania mowy rosyjskiej można zapomnieć języka w gębie, prawda? Bo korespondencja to insza inszość :)

      Piszesz o włoskim i hiszpańskim. Wydaje mi się, że to dobry zestaw, bo są to zbliżone do siebie języki. Jeśli uczyłaś się łaciny (ja owszem, widzisz, zapomniałam, wspaniała sprawa jeśli chodzi o rozumienie wielu spraw, polecam każdemu gorąco poznanie podstaw łaciny), to powinno Ci być jeszcze łatwiej.

      Trzymam kciuki za powodzenie w przygotowaniach do egzaminu!

      Usuń
    7. Myślę, że nawet 15 minut dziennie przynosi wymierny efekt - chodzi jednak o to, żeby być konsekwentnym i nie zrażać się. Jedni uczą się szybciej, inni wolniej. Każdy ma także inny sposób przyswajania - poprzez wzrok, słuch lub dotyk :)
      Egzamin na prawo jazdy - temat rzeka :) Powiem krótko - zdałam go 13 lat temu i jeżdżę od tamtej pory codziennie. Na szczęście wtedy gdy go zdawałam egzamin praktyczny "po mieście" trwał tylko 15-20 minut :)
      Obecnie nie szukam pracy. Uczę się dla siebie. Z początkiem każdego roku wyznaczam sobie cele. To odrobinę zaspakaja mój pęd do wiedzy :)
      Niestety nie uczyłam się łaciny. Jak widać przydałoby się teraz znać jej podstawy.
      Ten kanał Rachel na youtube, który podałaś to dobry sposób na zorientowanie się w różnicach pomiędzy wymową amerykańską a innymi - dzięki.

      Usuń
    8. Trzymam kciuki za "nasz" angielski :) Niech się rozwija! :)

      Usuń
    9. Zapomniałam wspomnieć, że często również czytam także publikowane opowiadania na stronie New Yorkera :) - http://www.newyorker.com/magazine/2016/01/18/the-story-of-a-painter
      P.S. Dzięki za trzymanie kciuków.

      Usuń
  5. Ha, moja przygoda z nauką tego języka także trwa nadal, ale cały czas nie mogę osiągnąć satysfakcjonującego mnie poziomu. To przerażające, że niekiedy człowiek uczy się przez całe życie, a efekty są tak marne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy osiągnę kiedykolwiek poziom znajomości języka angielskiego, który mnie w pełni zadowoli. To chyba w moim przypadku jest niewykonalne.

      Usuń
  6. Świetna sprawa dla osób, które chcą podszkolić swój język. :)

    OdpowiedzUsuń