sobota, 28 listopada 2015

Poza kontrolą - Eric Schlosser

Tytuł: Poza kontrolą. Broń jądrowa i iluzja bezpieczeństwa
Tytuł oryginału: Command and Control: Nuclear Weapons, the Damascus Accident and the Illusion of Safety
Autor: Eric Schlosser
tłumaczenie: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
wydawnictwo: DW PWN
data wydania: 26 września 2015
ISBN: 9788377056691
liczba stron: 752
kategoria: literatura faktu
okładka: miękka ze skrzydłkami


Gdy miałam 7 lat miała miejsce katastrofa elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Dokładnie 26 kwietnia 1986 przegrzał się reaktor. Skażenie promieniotwórcze szybko dotarło także do Polski. Byłam wtedy dzieckiem, więc podano mi jod. Mówiło się, że odpowiednie dawki jodu otrzymali także wszyscy pracownicy medyczni. Moi rodzice niestety nie należeli do uprzywilejowanych grup. Nie dostali jodu. Po upływie 29 lat od katastrofy odnoszę wrażenie, że obecnie rodzące się dzieci (potomkowie ówczesnych maluchów) cierpią bardzo często na rzadkie choroby. Na niektóre z nich nie ma lekarstwa. Także tamto napromieniowane pokolenie zapada dziś na różnego rodzaju odmiany nowotworów, choć naukowcy zapewniają że nie ma to żadnego związku z katastrofą w Czarnobylu...

Pewnie zastanawiacie się po co to wszystko tu piszę. Otóż jestem świeżo po lekturze książki autorstwa Erica Schlossera "Poza kontrolą. Broń jądrowa i iluzja bezpieczeństwa". W trakcie czytania i po jej skończeniu przypomniała mi się moja (wyżej streszczona) historia. Dlaczego? Ponieważ w tej publikacji dziennikarz śledczy postanowił przyjrzeć się amerykańskiemu arsenałowi nuklearnemu. W trakcie czytania często natrafić można tu na rozważania dotyczące prób bezpiecznego sposobu wdrażania broni masowego rażenia. Czy taki sposób w ogóle istnieje? Według autora to ludzka omylność i złożoność technologii są w dużej mierze powodem zagrożeń. Poznałam tu opisane dość szczegółowo przypadki, w których udało się na szczęście uniknąć katastrofy. Jednocześnie autor cały czas podkreślał, że można było uniknąć tych przerażających wypadów na wiele sposobów. Przeczytałam tu także o różnych zabezpieczeniach na wypadek kradzieży, sabotażu, wykorzystywania bez zgody czy przypadkowego zdetonowana pocisków atomowych. I na koniec zobaczyłam nowe oblicze zimnej wojny. Oczami jej uczestników.

Całość obejmuje ponad 50 lat. Oparta na do niedawna jeszcze utajnionych dokumentach i wielu przeprowadzonych wywiadach z ludźmi, którzy zaprojektowali, obsługiwali broń jądrową, dowodzili nią i próbowali ją kontrolować. Autor zabrał mnie w przerażający, ale fascynujący świat. Ukazał, że mało prawdopodobne zdarzenia mogą stać się nieuniknione, mało ryzykowne mogą mieć straszne konsekwencje a najbardziej błyskotliwe umysły mogą odczuwać tylko złudzenie kontroli. To trzeźwe spojrzenie na wypadki atomowe, błędy wynikające z zaniedbania czy wpadek biurokratycznych. Jeden wypadek w szczególności wprowadza napięcie w narracji: Incydent w stanie Arkansas w 1980 roku. Każdy rozdział rzuca więcej światła na to, co sprawiło, że ten incydent wystąpił. Autor przeplata go z fragmentami poświęconymi ogólnym zagadnieniom dotyczącym bomb atomowych i mechanizmom ich kontroli od 1946 roku do końca zimnej wojny. Dodatkowo dziennikarz identyfikuje i opisuje sylwetki kilku bardzo ciekawych, światowych przywódców.

Autor wspomina tu wielokrotnie film "Doktor Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę" i po pewnym czasie odniosłam wrażenie, że i sama książka przypomina swą formą przedziwną rzeczywistość tegoż filmu. Niby jest epizodyczna a jednak stanowi spójną całość. Zaczyna się dość powoli, ale nie dajcie się zmylić. Szybko dociera się do fragmentów, w których z trudem można nadążyć za tempem rozgrywających się tu zdarzeń. Najbardziej przeraża fakt, że opisane tu wypadki wydarzyły się naprawdę. Prawdopodobnie w chwili gdy piszę tego posta gdzieś na świecie ma miejsce podobny incydent. Może nawet kilka. Eric Schlosser odmalował tu mrożący krew w żyłach obraz świata, w którym żyjemy. Rzeczywistości, w której jedna chwila nieuwagi może zmienić losy wielu pokoleń. Niepokój jaki bije z każdej strony tej publikacji można porównać do prozy Howard Phillips Lovecraft. Autor przeraża poprzez częste odniesienia do tego, co mogłoby się wydarzyć używając słów: jeśli i może. Schlosser mówi tu o zagrożeniu życia, ale jego opisy są często bezkrwawe. Jest to jedna z tych książek, w których każda strona podaje pełne informacje, jednocześnie nie za dużo na raz. Aż 93 strony poświęcono tu na przypisy. Ponad 40 kolejnych zajmuje bibliografia. Ciekawym wydał mi się dołączony tu rozdział zatytułowany "Uwagi o źródłach". To z jego treści dowiedziałam się jak poszczególne informacje pozyskane przez autora wpływały na powstającą publikację. Jak zmieniały one jej kształt i wydźwięk...

środa, 25 listopada 2015

Sprostowanie - Renée Knight

Tytuł: Sprostowanie
Tytuł oryginału: Disclaimer
Autor: Renée Knight
tłumaczenie: Paweł Korombel
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 7 października 2015
ISBN: 9788379993420
liczba stron: 340
kategoria: thriller
okładka: miękka ze skrzydełkami


Tajemnica z przeszłości, książka, zemsta, trup. Tymi słowami streściłabym debiutancką powieść Renée Knight. Dodam jeszcze, że jeśli lubicie czytać thrillery psychologiczne (tak jak ja) to ta lektura z dużym prawdopodobieństwem przypadnie Wam do gustu. Jednak momentami trzeba przymknąć oko, aby jej wady nie zepsuły odbioru...

Niektórzy porównują ją do książki Gillian Flynn - "Zaginiona dziewczyna". W tym jednak przypadku styl pisarki jest minimalistyczny, a dialogi brzmią nieraz dziwnie. Doceniam tu jednak autorską próbę ukazania jak łatwo jest manipulować innymi i prezentować informacje w innym świetle. Muszę jednak wspomnieć także o tym, że zanim poczułam się zainteresowania tą historią minęło trochę czasu. Znalazłam tu kilka scen, w których bohaterowie dostrzegają i interpretują działania innych nielogicznie. Zachowują się jak bohater powieści "Doktor Jekyll i pan Hyde", co prowadzi do karykaturalnych sytuacji. Kilka razy wydawało mi się również, że pisarka próbowała stworzyć sztuczne napięcie. Zdziwił także fakt, że bohaterowie woleli przemilczeć ważne problemy niż o nich rozmawiać. Trzeba także zaznaczyć, że autorka bardziej skupiła się tu na tworzeniu zwrotów akcji niż na rozwoju bohaterów. Zasadniczo postacie są tu tylko pionkami w służbie utrzymania fabuły w napięciu.

Dzięki temu, że historia opowiedziana została z różnych punktów widzenia umożliwiono mi poznanie różnych wersji wydarzeń z przeszłości i teraźniejszości. Takie lektury lubię. Niestety jednocześnie musiałam "skakać" wraz z bohaterami w czasie i z tego powodu miałam nieraz trudności ze śledzeniem kto, co mówi i co się dzieje. Tempo książki w moim odczuciu jest zbyt powolne. Trzecioosobowa i pierwszoosobowa narracja ciągle się tu przeplatają. Dodatkowo poznawałam fragmentarycznie treść czytanej przez bohaterów książki. Ciekawe połączenie. Trwająca gra w kotka i myszkę z czytelnikiem wydawała się nie mieć końca. Nieprzerwanie podejmowałam próby rozwiązania zagadki. Napięcie wzrastało. Co i rusz wydawało mi się, że już ułożyłam rozsypane puzzle, ale za chwilę okazywało się, że znów zostałam przez autorkę wystrychnięta na dudka. Bardzo wiele niedopowiedzeń dodatkowo wzmagało mą niepewność, ale z drugiej strony bardzo duża ich ilość trochę mnie irytowała. Na plus mogę zaliczyć także fakt, że autorce udało się wielokrotnie odwrócić mą uwagę, utrzymać w niewiedzy jak tylko się da najdłużej. Niestety końcówka zrobiła na mnie wrażenie napisanej w dużym pośpiechu... Jeśli poczuliście chęć, aby poznać tę historię można ją nabyć TU.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Target FCE - Ćwiczenia, testy, wskazówki

Tytuł: Target FCE Ćwiczenia, testy, wskazówki
Autor: Bożena Przybyła, Anna Pleta, Anna Treger, Katarzyna Wiśniewska
wydawnictwo: Edgard
poziom: B1 - B2
data wydania: luty 2015
ISBN: 9788377885024
ilość stron: 211
okładka: miękka


Dziś dalszy ciąg mych zmagań z nauką języka angielskiego. "Target FCE" to zbiór zadań i ćwiczeń dla osób, które przygotowują się do egzaminu językowego First Certificate in English. Można także korzystać z tej publikacji podczas przygotowań do matury z języka angielskiego na poziomie rozszerzonym. Materiały są tu podzielone zgodnie z nową strukturą egzaminu FCE (to pomaga w oswojeniu się z formą egzaminu), a zamieszczone tu ćwiczenia i końcowy test powstały w oparciu o model Cambridge ESOL. Na początku publikacji wyjaśniono jakie zaszły zmiany w sposobie przeprowadzania egzaminu począwszy od styczniowej sesji egzaminacyjnej 2015 roku. Każdy rodzaj zadań poprzedzony jest omówieniem teorii i praktycznymi wskazówkami. Opracowano tu także gotowe zwroty pomocne w wypowiedziach pisemnych i ustnych.

  

Ważne z mojego punktu widzenia jest tu także to, że klucz z odpowiedziami jest opatrzony obszernym komentarzem. Dołączono także transkrypcje wszystkich nagrań audio. Dodano tu również wiele informacji z gramatyki, wzbogacających słownictwo. Zamieszczono tabele czasowników nieregularnych, słowniczek idiomów czy phrasal verbs. Jeden z rozdziałów poświęcono na słowotwórstwo. Wspominano także o różnicach pomiędzy brytyjską i amerykańską wersją języka angielskiego. Ponadto wymieniono najczęściej występujące czynności z do, make, have czy take. I na aż 7 stronach wypisano rodziny wyrazów.

Do książki dołączono płytę CD z 70 minutami nagrań (aż 13 native spikerów), dzięki czemu można osłuchać się z akcentem brytyjskim, irlandzkim czy kanadyjskim. Nagrania dołączone do części "Listening" pomagają w weryfikacji stopnia naszego rozumienia ze słuchu. Znajdziemy tu także przykładowe odpowiedzi do wielu pytań z działu "Speaking" i ćwiczenia pomocne w opanowaniu wymaganych w części "Writing" form wypowiedzi pisemnych. Można tu też znaleźć spis danych teleadresowych do ośrodków egzaminacyjnych na terenie Polski. W ofercie tegoż wydawnictwa widziałam również książkę dla osób bardziej zaawansowanych w nauce tegoż języka, planujących przygotować się do egzaminu CAE - "Target CAE".

piątek, 20 listopada 2015

U brzegu - Sara Gruen

Tytuł: U brzegu
Tytuł oryginału: At the Water’s Edge
Autor: Sara Gruen
wydawnictwo: Rebis
tłumaczenie: Anna Bernaczyk
data wydania: 7 października 2015
ISBN: 9788378187561
liczba stron: 407
kategoria: powieść obyczajowa / powieść historyczna
okładka: miękka ze skrzydełkami


Skusiłam się na lekturę powieści "U brzegu", ponieważ wiele dobrego słyszałam o innej książce autorstwa Sary Gruen - "Wodzie dla słoni". Przyznam, że miałam dość spore oczekiwania przed lekturą po tak wysokich ocenach jej poprzedniczki. Tym razem pisarka zdecydowała się przenieść mnie do roku 1944. Wkroczyłam w świat zamożnych, zblazowanych Amerykanów. Poznałam ich tajemnice, wstydliwe sekrety i oziębłe relacje rodzinne. Mogłam choć przez kilka chwil zakosztować ich stylu życia. Wraz z trojgiem, młodych bohaterów, wiedzionych różnymi pobudkami, udałam się też na pokładzie liniowca do Szkocji. Nikt się jednak nie spodziewał, że ta podróż odmieni tak wiele w ich życiu...

Wątek, który pojawia się na samym początku przez długi czas jest niekontynuowany. Autorka porzuca go i rozpoczyna opowiadać całkiem inną historię. Gdy wreszcie następuje oczekiwane połączenie, wszystko staje się raptem zbyt przewidywalne. Historia przypomina miks II wojny światowej z romansem. Ilość wzmianek o wojnie jest tu bardzo różnie dawkowana. Nieraz jest ich bardzo mało, a niekiedy wprost można utonąć pod ich nawałem. Z dużą przewagą tego drugiego. Nawet wojenne tło (lata II wojny światowej) nie poprawiło w mych oczach niezbyt udanego ogólnego wrażenia. Lektura ocieka patosem, momentami ma się wrażenie, że autorka dodała tu zbyt wiele dramatycznych wydarzeń brzmiących raczej jak zbiór mało prawdopodobnych zbiegów okoliczności. Mówiąc wprost czytając "U brzegu" czułam jakby autorka próbowała mnie na siłę przekonać do przytoczonych tu "faktów" z II wojny światowej. Na plus zaliczyłabym tu jedynie interesująco ukazany szkocki folklor i dobrze wpasowane w fabułę elementy fantastyczne.

Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że nie było tu prawie nic o potworze z Loch Ness. Dlaczego? Ponieważ z treści opisu znajdującego się na tylnej okładce wynika, że miał być to istotny element fabuły tej powieści. Za to wiele tu można przeczytać o życiu miłosnym głównej bohaterki i zarazem narratorki. Szkoda, że pisarka nie rozwinęła tu wątku poruszającego seksualność męża Maddie. Niestety relacja pomiędzy wspomnianą wcześniej trójką naszych podróżników (mąż-żona-ich najlepszy przyjaciel) była ciekawa tylko do momentu, w którym stała się mało wiarygodna. Dopiero druga część książki okazała się bardziej zajmująca. Doniesienia z frontu okazały się nawet przekonujące, ale zostały poprzetykane ckliwymi, nieprawdopodobnymi fragmentami, które brzmią jak Harlequin. Dziwi także, że opisany tu romans to taka "miłość bez wstępów". Nie zobaczyłam tu rozwoju uczuć. Wszystko stało się nagle. Wreszcie trzeba wspomnieć także o podróży przez Atlantyk, która odbyła się w trakcie II wojny światowej. W moim mniemaniu nie brzmi to zbyt autentycznie. A ilość poświęconego miejsca na opis jak Maddie je owsiankę jest nie do uwierzenia. Ponadto muszę zaznaczyć, że epilog był dla mnie dość sporym zaskoczeniem - pojawił się jakby znikąd. 

Podsumowując. Mimo że autorka jest wielką gawędziarką to jestem zawiedziona tą historią. Akcja toczy się tu dość powoli. Główne postaci przypominają te z kreskówek. Rysy postaci drugoplanowych są o wiele ciekawsze niż tych wiodących. Książka przypomina chwilami baśń. Wiele elementów skojarzyło mi się z "Wielkim Gatsby'm" Francisa Scotta Fitzgeralda. W sumie ciężko określić co było celem autorki. Może ukazanie drogi do prawdziwej miłości? Może chciała ukazać różne formy "potwora"?  I nawet już po lekturze nie rozumiem skąd wziął się taki tytuł...

wtorek, 17 listopada 2015

Malarz obłędu - Przemysław Wilczyński

Tytuł: Malarz obłędu
Autor: Przemysław Wilczyński
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 16 września 2015
ISBN: 9788379994373
liczba stron: 448
kategoria: kryminał
okładka: miękka ze skrzydełkami


To tytuł tej książki spowodował, że zdecydowałam się ją przeczytać. Intrygujący. Później okazało się jednak, że i pomysł na fabułę jest zaletą historii stworzonej przez debiutanta - Przemysława Wilczyńskiego. Próba ukazania środowiska więziennego jak i powolnej przemiany jednego z bohaterów pod wpływem manipulacji ze strony psychopaty brzmiała nader zachęcająco. Niestety nie poznamy tu szczegółów zbrodni tytułowego Malarza. A szkoda. Autor skupił się w tym przypadku na ukazaniu psychologii postaci. Zmian jakie w niej zachodzą pod wpływem manipulacji. W trakcie czytania można też zauważyć nawiązania do prozy Thomasa Harrisa czy Jonathana Carrolla

Niestety początek książki jest niezbyt interesujący. Ot migawki z dość nudnego życia codziennego bohaterów. Dopiero po dłuższym czasie fabuła się rozkręca. Trzeba zatem uzbroić się w cierpliwość. Okazja na zarobienie sporej kasy a może także osiągnięcie sukcesu w pracy zawodowej pojawia się nagle, a "skuszony" bohater nie zdaje sobie sprawy jakie z tego wynikną konsekwencje. Niestety kreacja głównej bohaterki (jej powiedzonka ("ciasna, jasna, ciężka cholera"), ciągłe monologi z samą sobą, szukanie dziury w całym, brak wad) okazała się mocno irytująca. Jej komentarze w kwestiach aborcji brzmiały jakby to był wybór typu czarne-białe. A przecież życie to także wszystkie odcienie szarości. Interesująco zapowiadała się w "Malarzu obłędu" część poruszająca temat granicy pomiędzy dobrem a złem czy rozważania w kwestii co kształtuje naszą osobowość. Autor dość szczegółowo ukazał tu każdy z etapów przeistaczania się prawie idealnego bohatera (bo jakże inaczej można nazwać mężczyznę, który "nie sponsorował koncernów tytoniowych, pił tylko od przypadku do przypadku, i to w zasadzie wyłącznie słabe alkohole […], nie uprawiał pozamałżeńskiego seksu") w "potwora". I dlatego natknąć się tu można na sceny z przemocą, a ich wydźwięk potęguje dodatkowo użyty w nich bardziej dosadny język. 

Narracja w "Malarzu obłędu" została zróżnicowana. Użycie pierwszoosobowej w przypadku kwestii osadzonego mordercy-psychopaty zrobiło na mnie duże wrażenie. Czułam się tak, jakbym osobiście przeprowadzała z nim wywiad. To duży plus tej powieści. Pozostałe fragmenty autor zdecydował się przekazać nam w formie narracji trzecioosobowej. W moim odczuciu spełniły one raczej rolę wyciszającą, niekiedy urozmaiconą nie często spotykanymi porównaniami w stylu "lepsze gówno przyklejone do buta niż złoto za szybą", "przez kwadrans leżeli wtuleni w siebie niczym dwa zmarznięte pingwiny", "poczuła, jak szpikulec strachu dziurawi jej pierś" czy "co podobało mu się mniej niż śnieg w drugiej połowie lipca". Natomiast efektem nie pisania wprost są fragmenty "korzystała z usług lekarza sporadycznie, i to głównie tego, który zajmuje się zaglądaniem kobietom między nogi" czy "przez chwilę zapomniała, tak, ale tego, w jaki sposób posługiwać się tym niewielkim kawałkiem mięsa, który przechowywała w ustach". 

Żałuję także, że tak mało pojawiło się tu retrospekcji. To przeszkodziło mi w zgłębieniu psychiki postaci. Trochę dziwiło także to, że autor często sięgał po dość niecodziennie brzmiące zwroty ("adrenalina wciąż demolowała mu krwiobieg", "poczuł intensywną woń procentów" czy "wciągnie w nozdrza odór wielu niegodziwości"). Chwilami odnosiłam wrażenie, że pisarz próbował być też zabawny ("kuchnia błagająca o zainteresowanie ze strony zarówno malarza (pisanego małą literą), jak i fachowca od kafelków" czy "po czym zerknęła za siebie, jakby chciała nabrać pewności, że park nie wypluje jakiegoś gwałciciela, który ruszyłby pędem w ich kierunku w spodniach opuszczonych do kostek (to jest dopiero sztuka!)"). Na koniec pragnę podkreślić, że na pochwałę zasługują opisy związane z realiami więzienia. Brzmią autentycznie. Szczegółowość przedstawionych sytuacji sprawiła, że momentami czułam się jakbym sama odbywała tam karę pozbawienia wolności. Nowością dla mnie był również fakt, że akcja została tu osadzona w Raciborzu. Nigdy tam nie byłam i z chęcią poznałam to miasto widziane z perspektywy człowieka, który się tam urodził i dorastał...

niedziela, 15 listopada 2015

Księga matematycznych tajemnic - Ian Steward

Tytuł: Księga matematycznych tajemnic
Tytuł oryginału: Professor Stewart's Casebook of Mathematical Mysteries
Autor: Ian Stewart
tłumaczenie: Agnieszka Sobolewska
wydawnictwo: Literackie
data wydania: 9 września 2015
ISBN: 9788308055151
liczba stron: 371
kategoria: popularnonaukowa
okładka: miękka ze skrzydełkami


Ian Stewart to emerytowany profesor matematyki. Do tej pory opublikował ponad 80 książek, za które otrzymał wiele nagród. Częste propaguje wiedzę również poprzez radio i telewizję. Kolejna publikacja jego autorstwa - "Księga matematycznych tajemnic" - podobnie jak jej dwie poprzedniczki z serii "Gabinet matematycznych zagadek" to zbiór wielu zagadek, które rozwiązujmy wraz z detektywem Hemlockim Soamesem i jego pomocnikiem dr Johnem Watsupem. Podobieństwo ich nazwisk do bohaterów znanych z książek Arthura Conana Doyle'a nie jest tu przypadkowe. Nasi bohaterowie to sąsiedzi słynnej pary śledczych...

Jaki kształt ma skórka pomarańczy, jak brzmi zasada zachowania szczęścia, jak wygrać na loterii, dlaczego bąbelki w piwie guinness opadają, co to są naleśnikowe liczby czy liczby taksówkowe, czym się różni eskimoskie π od nam znanego, jak rzucić monetą przez telefon, dlaczego lampart ma cętki, dlaczego piramidy nie są innego kształtu, czy Ziemia jest okrągła, na czym polega problem kwadratowego koła. Na te i inne pytania odnajdziemy tu odpowiedzi. Publikacja może okazać się bardzo przydatna dla osób, które w rozmowie z dzieckiem zostaną zaskoczone niestandardowym pytaniem. Tak. Wtedy wiedza płynąca z "Księgi matematycznych tajemnic" pozwoli uniknąć niekomfortowej sytuacji. Nie trzeba będzie zmieniać tematu czy odsyłać małoletniego rozmówcy do osób znających odpowiedź na jego pytanie.

Zatem przystąpiłam do badania ciekawych idei matematycznych, które mogą zaintrygować nie tylko ścisłowców. Zagadki mają zróżnicowaną postać. Poczynając od magicznych kwadratów, mnemotechniki poprzez sudoku, sztuczki karciane kończąc na puzzlach. W jasny, zrozumiały sposób (bez protekcjonalizmu) dowiedziałam się sporo na przykład o teorii liczb czy geometrii. Można tu również odnaleźć niepopularne jak i dziwaczne zagadnienia i dzięki nim zrozumieć niektóre niuanse działania świata. O niektórych kwestiach można przeczytać także w innych książkach, jednak nigdzie nie spotkałam się z tak jasnym wyjaśnieniem co to są liczby Sierpińskiego. Dodatkowo niektóre rozdziały wprowadzają ciekawostki o ludziach parających się rozwiązywaniem problemów związanych z matematyką.

Trzeba zaznaczyć, że fragmenty o przygodach detektywów uwypuklają dziwactwa pierwowzoru sławnej pary śledczych. Można potraktować to także jako pastisz, który w mych oczach wypadł naprawdę zabawnie. Autor nawiązał tu także do jednego z moich ulubionych seriali - "Co ludzie powiedzą?". Ach ta Hiacynta Bucket. Tym mnie kupił. Ciekawą kwestią jest także fakt, że przypisy dotyczą także fałszywych publikacji. Bardziej niecierpliwi czytelnicy (czyli tacy jak ja) będą czytać rozdziały nie po kolei od razu sprawdzając odpowiedzi, a są one nader szczegółowe. Plusem tej książki jest duża ilość ilustracji, które pomagają w wizualizacji omawianych tu problemów. Dodatkowo czytelnicy są zachęcani do zaniechania używania kalkulatora...

czwartek, 12 listopada 2015

Nie bój się - Lisa Gardner

Tytuł: Nie bój się
Tytuł oryginału: Fear Nothing
Autor: Lisa Gardner
tłumaczenie: Radosław Madejski
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 17 czerwca 2015
ISBN: 9788379993130
liczba stron: 408
kategoria: kryminał
okładka: miękka ze skrzydełkami


Może zdziwi Was informacja, że Lisa Gardner w latach 90. pisywała romanse pod pseudonimem Alicii Scott. Mimo że ukazało się wiele pozycji tego typu jej autorstwa na rynku sławę przyniosła jej dopiero w 1998 roku pierwsza powieść kryminalna, napisana pod prawdziwym nazwiskiem - "Mąż doskonały". Można powiedzieć, że autorka jest bardzo płodna. Kolejne kryminały ukazują się częściej niż raz do roku. Pojawiło się ich do tej pory już ponad 20... Tym razem mamy seryjnego mordercę, Boston, chorobę genetyczną, amnezję, mroczną rodzinną tajemnicę. Tymi właśnie słowami krótko scharakteryzowałabym nową powieść z serii o detektyw D.D. Warren autorstwa Lisy Gardner. Jak dowiedziałam się to już siódma część z tego cyklu, ale swobodnie można każdą z nich czytać bez znajomości pozostałych. Zatem właśnie tak zrobiłam.

Stworzeni tu bohaterowie walczą ze swoimi demonami. Towarzyszy im ból. Ten fizyczny jak i psychiczny. Lisa Gardner zagłębia się w umysłach postaci. Zwłaszcza na początku było tu o ciut za dużo "psychiatrii". To sprawiało wrażenie czytania jakiegoś podręcznika lub pracy naukowej. Dodatkowo wraz z zagłębianiem się w lekturę historie poszczególnych postaci zaczęły się zazębiać. Okazało się, że to silna więź siostrzana jest tu jednym z głównych tematów. Trzeba jednak podkreślić, że autorka wiele miejsca również poświęciła na próby zbadania wpływu wychowania na kształtowanie się ludzkiej osobowości. Ponadto muszę zaznaczyć, że wiele perspektyw urozmaiciło odbiór tej książki a retrospekcje mogą pomóc w zrozumieniu przyczyn obecnego zachowania bohaterów. Niestety można tu napotkać kilka niespójności w historii i mało prawdopodobnych wydarzeń.

Historia jest opowiedziana zarówno w pierwszej jak i trzeciej osobie. Tajemnice rodzinne tu ukazane są wstrząsające. "Nie bój się" obfituje także w wiele zwrotów akcji. Niestety niektóre wątki nie zostały tu dokończone. Nagle się urywają i wygląda na to jakby miała ukazać się kontynuacja tej książki. Ponadto wielokrotne powtarzanie niektórych, nawet krótkich fragmentów tekstu może mocno niejednego czytelnika zirytować. Trzeba jednak przyznać, że pomysł z defektem genetycznym jest mocnym plusem tej pozycji. Niestety wątek kryminalny nie wypadł tu zbyt dobrze. Za wcześnie można się zorientować kto jest mordercą. Autorka niezbyt się do tej kwestii przyłożyła. Nawet podejrzanych można tu zliczyć na palcach jednej ręki. A jeśli chodzi o mylne tropy to niestety nie spełniły tu swojej roli... Jeśli książka Was zainteresowała to można nabyć ją TUTAJ.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Dygot - Jakub Małecki

Tytuł: Dygot
Autor: Jakub Małecki
wydawnictwo: SQN
data wydania: 7 października 2015
ISBN: 9788379244386
liczba stron: 312
kategoria: powieść obyczajowa / powieść historyczna
okładka: miękka ze skrzydełkami


Choć premiera tej książki miała miejsce dość niedawno to pojawiło się do tej pory bardzo wiele opinii na jej temat. Książka porównywana przez niektórych do prozy Jerzego Kosińskiego, Olgi Tokarczuk czy Wiesława Myśliwskiego. Jednak to nie koniec skojarzeń. Oceniający zauważyli także wspólne elementy z twórczością Jonathana Carrolla, Fiodora DostojewskiegoAndy'ego Weira, Jurija AndruchowyczaWita Szostaka czy wreszcie Szczepana Twardocha. Sami przyznacie, że sporo tego. A jeszcze dodam, że styl Jakuba Małeckiego według niektórych czytelników przypomina prozę Jonathana Franzena. Pomyślałam, że tak wiele komplementów nie może okazać się bez pokrycia. Zatem zasiadłam do lektury "Dygotu" z dużymi oczekiwaniami.

Jak przeczytałam w jednym z wywiadów z pisarzem "pomysł na książkę zrodził się od zdjęcia autorstwa Brenta Stirtona, które wygrało konkurs World Press Photo i które przedstawia pięciu albinosów. Wszyscy są niewidomi i mieszkają w domu dziecka w Indiach. Robi ogromne wrażenie, kiedy uświadomimy sobie, że ktoś ich musiał do tego zdjęcia ustawić, a oni tego zdjęcia nigdy nie zobaczą. Drugim elementem były historie rodzinne, pseudorodzinne, okołorodzinne, czy zasłyszane gdzieś przy okazji. [...] Interesowało mnie również pokazanie życia człowieka jako całości. [...] Dużo czasu spędziłem nad dokumentacją. Czytałem dużo gazet i książek z tych wszystkich okresów, ale głównie opierałem się na zdjęciach i opowieściach zbieranych po rodzinie. Wykorzystałem wiele autentycznych wydarzeń".

Okazało się, że pisarz stworzył tu udane połączenie wielu wątków. Tak. Mamy zatem rodzinną tajemnicę, obraz złego oblicza wiejskiej społeczności, klątwę, przemijanie, wyobcowanie. Ponadto akcja dzieje się w latach 1938-2004 zatem odnaleźć tu można zarówno czasy wojenne, PRL jak i współczesne. Chwilami ma się wrażenie jakby pojawiały się tu elementy fantastyczne. Może dlatego niektórzy właśnie po tej cesze zaszufladkowali "Dygot". Moim zdaniem bardziej adekwatne określenie dla tych niecodziennych elementów to wątki metafizyczne. Momentami przypominające baśniowe wytwory zasłyszane w wieku dziecięcym. Muszę wspomnieć o tym, że wielość postaci początkowo trochę może przytłaczać, jednak okazuje się, że każdy z bohaterów wnosi coś do tej historii. Tylko początkowo wydaje się, że będzie tu jeden główny bohater. Nawet zwierzęta odgrywają tu ważną rolę. Często zmieniając ją nie do poznania.

I choć książkę czyta się dość szybko nie można jej nazwać lekką ani przyjemną lekturą. Obraza i rozpacz odmieńców wyziera z każdej strony, a szczęście pojawia się rzadko i trwa jedynie przez moment. Brak zrozumienia dla inności i strach przed nią to tylko dwa z wielu powodów pogłębiającego się z każdą stroną wyobcowania. A później pojawia się już tylko samotność. Podsumowując wydźwięk treści tej książki zacytuję fragment innego wywiadu z autorem brzmiący "straszni są ludzie, a nie potwory. Bać się powinniśmy ciemnoty i ślepej furii losu, a nie klątw czy przepowiedni. [...] Ja naprawdę miewam wrażenie, że pod tą całą zbieraniną składającą się na widzialną rzeczywistość pulsuje jakaś szalona, ślepa siła. Nie wiem, co to właściwie jest, i nigdy się nie dowiem."

Chcąc użyć jednego słowa, aby określić styl Małeckiego zdecydowałabym się na przymiotnik oryginalny. Na tym tle mniej nawet dziwi trudność w kwestii prób rozszyfrowania znaczenia tytułowego dygotu. Może ma być rozumiany jako przenośnia, a może ma znaczenie symboliczne. Niestety nie wiem. Nieznane pozostały dla mnie intencje autora w tej kwestii. Nawet po przeczytaniu owej historii. Nie da się natomiast nie zauważyć, że z kart tej książki bije ogromna tęsknota za przeszłością i obawa przed uciekającym czasem. Jednak trzeba podkreślić, że fakty historyczne nie grają tu pierwszych skrzypiec, choć ich ilość prawdopodobnie zadowoli niejednego fana historii. Na plus można zaliczyć także umiejętne ominięcie wątków politycznych i brak zbiegów okoliczności. Na pochwałę zasługuje także pomysł z jednakowymi pierwszymi i ostatnimi zdaniami w powieści. Podkreślający nieprzerwaną pętlę czasu, zataczającą coraz to nowe koła. Trochę zdziwił mnie jednak fakt, że autor sportretował swych bohaterów wyłącznie w sytuacjach podbramkowych. Jakby ludzie nie doświadczali innych. Muszę na koniec jeszcze wspomnieć o tym, że wraz z biegiem historii opisy realiów znacznie się wydłużają. Aż dochodzimy wraz z bohaterami do lat nam współczesnych i wtedy naszło mnie pytanie: czy aby pisarz nie przesadził zbytnio z długością owych opisów?...

piątek, 6 listopada 2015

Barcelona - Robert Hughes

Tytuł: Barcelona
Tytuł: Barcelona: the Great Enchantress
Autor: Robert Hughes
tłumaczenie: Władysław Jeżewski
wydawnictwo: Magnum
data wydania: 15 września 2015
ISBN: 9788363986889
liczba stron: 457
kategoria: historia / literatura podróżnicza
okładka: miękka ze skrzydełkami


"Barcelonę" autorstwa nieżyjącego już australijskiego krytyka sztuki można nazwać obszernym przewodnikiem. Robert Hudges zawarł tu sporo informacji o historii tego miasta a także wplótł opowieści o ludziach (znanych i mniej znanych), obyczajach, polityce, języku, muzyce. Nie pominął oczywiście ogromnego talentu Antonio Gaudíego, który nie zdążył dokończyć budowy swej sławnej Sagrady Família. Niestety do tej pory nikomu nie udało się tego dokonać. Barcelona jest miastem, gdzie można natknąć się na bardzo wiele budynków dziwnych. To miejsce, gdzie wszystkie napisy są w dwóch językach (hiszpańskim i katalońskim)...

Mimo że autor jest zabawny pozycji tej nie można nazwać jedynie pobieżnym przeglądem. Bardziej adekwatnym moim zdaniem będzie tu określenie encyklopedyczna (szczególnie jeśli chodzi o kwestie katalońskie). Poznajemy tu fakty poczynając od chwili powstania miasta aż do czasu sprzed hiszpańskiej wojny domowej. Należy tu wspomnieć, że najobszerniej autor opisał tu drugą połowę XIX wieku i pierwsze 25 lat XX wieku. Nie omówił tu w ogóle czasów republiki i wojny domowej, ponieważ jak stwierdził w przedmowie "ten okres dziejów Barcelony został bardzo dokładnie opisany przez niehiszpańskich historyków". Dodatkowo książka stara się wyjaśniać skąd wziął się kataloński nacjonalizm. Może pomoże niektórym czytelnikom także w zrozumieniu panujących w tym regionie silnych nastrojów separatystycznych. Jednak uważam, że dopóki się tam nie pojedzie nie sposób sobie wyobrazić jak duże znaczenie ma tam polityka.

Barcelona w 1563 roku
źródło: Domena publiczna

"Barcelona" została napisana w dość przystępnym stylu. Pełno tu ciekawych anegdot, a to sprawia, że nawet skomplikowane kwestie stają się bardziej strawne. Autor próbuje tu wyjaśnić dlaczego gotyckie kościoły są tu inne i dlaczego można odnaleźć tu pozostałości rzymskich murów. Próbuje wyjaśnić także specyfikę katalońskiego gotyku. Wspomina, że to właśnie w tym mieście znajduje się największy kompleks średniowiecznych budynków w Europie. Pisze dość obszernie o Antonio Gaudím i ruchu modernistycznym w Katalonii. Komentuje tamtejsze mity. Chwilami jest nawet nieco zrzędliwy. Momentami utwór wydaje się swego rodzaju pomnikiem wystawionym dla tego miasta. Czuć, że Hughes bardzo kochał Barcelonę. W rytm pulsującego gitary flamenco wędrujemy wraz z nim do jego ulubionych miejsc. Zaskakująco dużo pisze tu o tych mniej znanych. O Sagradzie Famílii i Montjuïc przeczytamy tu, że są "przereklamowane i krzykliwe". A przecież to część światowego dziedzictwa. Brak przypisów może początkowo dziwić, ale jak sam autor podkreślił w przedmowie "książka ta w żadnej mierze nie pretenduje do miana pracy "naukowej"". Krótką radością napełniła mnie dość obszerna bibliografia. Niestety okazało się, że większość pozycji w niej podanych jest w języku hiszpańskim lub katalońskim. Smuci także niewielka ilość fotografii i brak mapy ułatwiającej zwiedzanie. Kończąc dodam, że byłam w Barcelonie i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że lektura tej książki daje nowe spojrzenie na to miasto...

wtorek, 3 listopada 2015

Wyznania randkowiczki - Rosy Edwards

Tytuł: Wyznania randkowiczki
Tytuł oryginału: Confessions of a Tinderella
Autor: Rosy Edwards
tłumaczenie: Anna Mackiewicz
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 28 września 2015
ISBN: 9788377857489
liczba stron: 392
kategoria: romans
okładka: miękka ze skrzydełkami


Rosy Edwards ma 28 lat i jest bez pary. Zatem przyjaciółki umawiają ją na randki w ciemno, które różnie się dla niej kończą. Wreszcie nasza bohaterka bierze sprawy w swoje ręce i poprzez aplikację Tinder próbuje odnaleźć tego jedynego. Jak skończą się randkowe przygody Rosy?

Podczas użytkowania aplikacji Rosy trzyma się kilku ważnych zasad. I ma cichą nadzieję, że pomogą jej w osiągnięciu wyznaczonego celu. Jednak los nieprzerwanie z niej drwi, dlatego my mamy okazję poznawać kolejnych panów "idealnych". Chwilami ze współczuciem czyta się o jej kolejnej porażce i pragniemy dodać jej otuchy. Trzeba mieć sporo silnej woli, aby przetrwać tego rodzaju maraton "nieudanych randek". Mimo że miejscami lektura lekko smuci to w przeważającej mierze jest komicznie zabawna. Bohaterka potrafi żartować nawet z samej siebie, co nie jest łatwe ani częste. Dzięki tej powieści można także przekonać się jak nowe technologie zmieniają zachowania ludzkie.

Jak przyznaje autorka w wielu wywiadach książka ta powstała na podstawie jej osobistych doświadczeń. Przez 9 miesięcy testowała aplikację. Zrezygnowała z kariery w PR, aby ją napisać. Odważyła się i wyznała co przeżyła. Tekst nie jest tak kontrowersyjny jak "Pięćdziesiąt twarzy Greya", ale autorka często zaskakuje. Wiele osób porównuje tę powieść do "Bridget Jones: Dziennik"jednak ja uważam, że rodzaj humoru w "Wyznaniach randkowiczki" jest nieco inny, choć autorka jest także Brytyjką. Poza tym książka autorstwa Helen Fielding była pisana w formie pamiętnika. I ważne, że Rosy nie marudzi, nie narzeka. Kończąc muszę jeszcze wspomnieć o tym, że nie poznajemy tu imienia najlepszej przyjaciółki głównej bohaterki. Nazywana jest BF (od anglojęzycznego skrótu Best Friend). To wydało mi się dziwne. Podsumowując muszę przyznać, że uśmiech często gościł na mych ustach, mimo że niektóre fragmenty odbiegające od głównego wątku - randkowania - nieraz się trochę ciągnęły. Dobrze się bawiłam podczas czytania tej książki. To lekkie czytadło, w sam raz na poprawę humoru... A aplikacja Tinder istnieje naprawdę. Jest także dostępna w języku polskim - TUTAJ

poniedziałek, 2 listopada 2015

Dziwna myśl w mej głowie - Orhan Pamuk

Tytuł: Dziwna myśl w mej głowie
Tytuł oryginału: Kafamda Bir Tuhaflık
Autor: Orhan Pamuk
tłumaczenie: Piotr Kawulok
wydawnictwo: Literackie
data wydania: 5 listopada 2015
ISBN: 9788308060414
liczba stron: 688
kategoria: literatura współczesna
okładka: miękka


Autor pracował nad tą powieścią 6 lat. To jego dziewiąty już utwór. Głównym bohaterem jest Mevlut, jeden z ostatnich ulicznych handlarzy tradycyjnego tureckiego napoju. Można go nawet nazwać "sprzedawcą nostalgii". Jednak to zajęcie nie zapewnia mu środków do utrzymania rodziny zatem wykonuje także dodatkowe prace. Historia ukazuje lata 1969-2012. Zmieniający się Stambuł widzimy tu oczami Mevluta. Jesteśmy świadkami burzenia i budowania, możemy przyjrzeć się życiu migrantów, obserwujemy ciągłą transformację, przebieg konfliktów politycznych, przewroty wojskowe. A nasz bohater bez względu na wszystko, każdego dnia wyrusza w miasto aby sprzedawać. Stara się zrozumieć otaczający go świat. Rozmyśla nad tym czym jest miłość, czym jest szczęście...

Tempo akcji jest akuratne. Ani za szybkie, ani za wolne. Historia nie jest też nazbyt szczegółowa mimo że występuje tu wiele postaci. Wszystkie elementy wydają się być tu w harmonii. Tempo narracji zdaje się naśladować tempo ukazanego tu życia. Słyszymy historię wielu bohaterów. Samotny, zamknięty w sobie, dobroduszny Mevlut, który doświadcza dziwności w swym umyśle jest moim zdaniem ciekawą postacią. Dlatego ucieszyłam się, gdy pozbawiony cynizmu, inteligentny i spostrzegawczy bohater wziął mnie za rękę i zaczął pokazywać mi swój świat. To właśnie dzięki niemu ujrzałam to co znajome w nieznany, nieraz nawet dziwny sposób. Nie brak tu krytyki. Melvut pragnie być jednocześnie religijny i nowoczesny. Jednak pozostaje wierny sobie mimo że jest "uwięziony" pomiędzy dwoma światami: tradycją a nowoczesnością. Jego postać może być uważana jako antidotum na realizm Turcji. Autor nawet twierdzi w jednym z wywiadów, że "Turcja jest pełna Mevlutów, że wszyscy jesteśmy Mevlutami".

Stambuł tu opisany nie jest bardzo piękny i godny podziwu. Można za to odczuć tu wiele miłości, przywiązania do tego miejsca. Dowiadujemy się co ludzie jedzą, jak pracują, co się dzieje w kuchni czy w salonie. Z kart książki wyczytać można także, że Turcja to kraj skorumpowany. Z ust Mevluta można usłyszeć, że "ktoś, kto jest uczciwy nie może być bogaty" i "że najlepszą rzeczą na świecie jest bycie Turkiem". Dzięki temu, że nasz główny bohater jest otoczony przyjaciółmi zarówno o poglądach prawicowych i lewicowych poznajemy tu ich tak różniące się od siebie przekonania. Dodatkowo trzeba wspomnieć o tym, że książka ta nie idealizuje romantycznej miłości. Skupia się natomiast na ukazaniu związku opartego na wspólnym spędzaniu czasu.

Utwór Orhana Pamuka można odczytywać jako powieść społeczną lub jako rozmowę o Stambule. Miasto staje się tu żywe, prawie jak człowiek. To także jakby kronika przewrotów wojskowych, walk kurdyjsko-tureckich i oczywiście rozbudowy, która zmieniła panoramę miasta. Bohaterowie snują rozważania o tym czym jest życie, co jest w nim najważniejsze. W tle jego proza nawiązuje do wielu problemów społecznych związanych z kulturą czy tradycją. To także jakby rodzaj dziennika, pamiętnika. Styl Pamuka wizualizuje treść. Czułam się jakbym brała udział w filmie. Jego proza jest dowcipna i ironiczna. Książka jest napisana w czasie przeszłym. Większość tej historii jest opowiedziana w narracji trzecioosobowej. Nie ma tu zbyt wiele dialogów. Anegdoty kulturalne są zabawne i interesujące. Dobrze czułam się w towarzystwie Mevluta...

i na koniec jeszcze

Wywiad z Orhanem Pamukiem - Conrad Festival Kraków - październik 2012

niedziela, 1 listopada 2015

Wyniki konkursu comiesięcznego

Witam,

W październiku wylosowałam:

Izabela Łęcka 
(Przegapić życie i Zamknięte drzwi)

martucha180
(Lisek, pilot i Mały Książę;
Haker. Przebudzenie)

gratuluję

a pozostałych zapraszam
do konkursu comiesięcznego ponownie ;)


w listopadzie czeka na Was wiele książek do wyboru w


pozdrawiam