środa, 30 września 2015

Głód - Knut Hamsun

Tytuł: Głód
Tytuł oryginału: Sult
Autor: Knut Hamsun
tłumaczenie: Franciszek Mirandola
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 3 sierpnia 2015
ISBN: 9788377857090
liczba stron: 215
kategoria: literatura piękna
okładka: twarda z obwolutą


Knut Hamsun, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, już nie żyje, jednak pozostawił po sobie liczne dzieła. Utwory jego autorstwa są nacechowane sprzeciwem wobec realizmu i naturalizmu. Nie da się ukryć, że był pionierem w literaturze, uwypuklając w swych powieściach wewnętrzny monolog stworzonych przez siebie bohaterów. Stał się inspiracją dla wielu twórców - Thomasa Manna, Franza Kafki, Maksima Gorkiego, Stefana Zweiga, Henry'ego Millera, Hermanna Hesse i Ernesta Hemingwaya. Jego proza jest nieprzewidywalna i irracjonalna. Dziś pragnę wspomnieć o "Głodzie".

Książka powstała w 1890 roku i podejrzewa się, że zawiera wiele elementów autobiograficznych. Opisane tu szaleństwo wywołane uczuciem głodu zatrważa. Nakreślone ubóstwo norweskiej stolicy przygnębia. Niekończąca się wędrówka bezimiennego bohatera przeradza się w opowieść o rozpaczy pisarza pragnącego osiągnąć artystyczną ekspresję. Okazuje się, że głód i nędza pobudzają jego wyobraźnię. W ten oto sposób wnikamy w zniekształconą rzeczywistość twórcy. W świat obsesji i alienacji. Poznajemy człowieka napędzanego poprzez siły spoza jego kontroli. Pędzącego do krawędzi samozagłady.

"Głód" to badanie ludzkiej świadomości. Podczas lektury jesteśmy uwięzieni w głowie narratora. Odrzuconego samotnika, mającego halucynacje, nieprawdopodobne marzenia. Okaleczonego przez deprawację i poczucie swej wyższości. Mimo że bohater jest zdesperowany ani na ułamek sekundy nie traci nadziei. Stara się zachować godność do końca. Nie wiadomo co było tu pierwsze: głód czy szaleństwo. Szczegółowość w kwestii psychologii nasuwa skojarzenie z twórczością Fiodora Dostojewskiego. Trzeba podkreślić, że Hamsun często bazuje tu na przeciwieństwach. Jego bohater jednocześnie modli się i wątpi. Nie można nie zauważyć także, że autor mocno podkreślił tu powiązania pomiędzy fizjologią i psychologią. 

Styl można określić jako chaotyczny, bezpośredni. Chwilami jakby niepewny. Często ckliwy, przygnębiający mimo że narrator pozostaje optymistyczny i przekonany, że jego sytuacja zakończy się dla niego pozytywnie. Może trochę dziwnie to zabrzmi, ale momentami historia nawet bawi. Przypomina autentyzmem prozę Williama Faulknera czy J. D. Salingera. Muszę jednak podkreślić, że niełatwo czyta się prozę, w której narracja skacze od jednej myśli do innej. Niekiedy można się nawet zagubić w ich gąszczu. Nie jest to lekka lektura...

poniedziałek, 28 września 2015

Tease - Amanda Maciel

Tytuł: Tease
Tytuł oryginału: Tease
Autor: Amanda Maciel
tłumaczenie: Zuzanna Banasińska
wydawnictwo: Muza
data wydania: 9 września 2015
ISBN: 9788328700055
liczba stron: 333
kategoria: literatura młodzieżowa
okładka: miękka


I znów skusiłam się na pozycję z literatury młodzieżowej. Jak wieść niesie książka podobno została zainspirowana rzeczywistymi zdarzeniami. Ten fakt właśnie mnie do niej przyciągnął. Historię nastolatki, która zostaje oskarżona o znęcanie się na rówieśnicy i w konsekwencji o jej samobójstwo można nazwać z pewnością kontrowersyjną. Przemoc psychiczna sączy się bezustannie z kart tej powieści. Dostałam także możliwość wkroczenia do środowiska amerykańskich nastolatków, poznania dysfunkcyjnych relacji jakie łączą ich z ich rodzinami czy kolegami. W konsekwencji wydawałoby się, że powieść jest wielowymiarowa i wnikliwa, jak można przeczytać na tylnej okładce, jednak okazało się, że jest inaczej...

Nastoletni bohaterowie są tu dziecinni a zarazem okrutni. Egoistyczni. Ich reakcja na wiadomość o samobójstwie ich ofiary mocno mnie zszokowała. Nie myślą o konsekwencjach swego postępowania. Ich zachowanie jest bardzo agresywne nawet bez powodu co dziwi. Za wszystko obwiniają ofiarę. Nie czują się odpowiedzialni za swoje karygodne zachowanie. Nawet umniejszają swoją winę. Sugerują, że ofiara sobie zasłużyła na los, który ją spotkał. Czują się pokrzywdzeni. Krótko mówiąc są patetyczni, nie szanują starszych i są pozbawieni empatii. Najbardziej jednak zszokował mnie fakt, że samobójstwo zostało tu przedstawione jako "łatwe wyjście". Nie potrafię sobie wytłumaczyć w jakim celu pisarka to zasugerowała. Dodatkowo "przyjacielska" relacja łącząca Sarę i Brielle jest w moim odczuciu co najmniej dziwna. Dziewczyny wydają się raczej partnerkami w zbrodni. Często podczas lektury miałam wrażenie, że jedynym powodem łączącej ich relacji była właśnie nienawiść do ofiary.

Nie można zaprzeczyć, że w książce poruszono bardzo ważny temat. Niestety poznałam tu jedynie punkt widzenia Sary. Sam pomysł ukazania wnętrza umysłu tyranki nie jest zły, jednak dziewczyna strasznie marudzi. Uważa nawet, że samobójstwo rówieśnicy zrujnowało jej życie. Nie jest jej nawet przykro. I zdziwiło mnie trochę, że autorka zdecydowała się właśnie na tę narratorkę. Dlaczego nie wybrała Brielle? Jak pisarka sugeruje w tej powieści to właśnie ona miała duży, negatywny wpływ na Sarę. Bardzo żałuję, że Amanda Maciel nie pozwoliła poznać mi punktu widzenia ofiary. Czytając zastanawiam się dlaczego Emma się poddała. Chciałam odkryć źródło potrzeby stosowania przemocy przez oprawców. Byłoby to ciekawym elementem tej historii. Chciałam również ujrzeć ich skruchę. Ponadto zakończenie wydało mi się jakby ucięte a "udawana" przemiana głównej bohaterki nastąpiła według mnie trochę zbyt późno. Zmartwił mnie także fakt, że niektóre kwestie nie zostały tu wyjaśnione. Jakby się Amandzie Maciel gdzieś spieszyło. Co pisarka próbowała przez to osiągnąć?

Trzeba przyznać, że akcja toczy się tu dość ospale. Znudziły mnie szczególnie fragmenty przedstawiające teraźniejszość. Muszę podkreślić, że brak chronologii trochę przeszkadza w lekturze jednak retrospekcje okazały się pomocne w kwestii zrozumienia pewnych wydarzeń. Punktem kulminacyjnym wydaje się tu moment samobójstwa. Jednak niekiedy miałam inne wrażenie. Do końca autorka sugeruje, że ofiara nie była bez winy. Jakby na siłę pragnęła usprawiedliwić oprawców. Jednak nawet zakładając, że ofiara nie była aniołkiem czy zasłużyła sobie na to, co ją spotkało? Oczekiwałam, że będzie to historia o dojrzewaniu, żalu i pokucie. Moim zdaniem temat przemocy nie został tu potraktowana zbyt poważnie. Jestem mocno rozczarowana...

czwartek, 24 września 2015

Wyprzedaż książek II



Kochani


Mam do sprzedania poniższe książki. Koszt przesyłki 1 szt. (polecony) - 8.90 zł, jeśli ktoś z Was skusi się na większą ilość książek mogę przesłać je PACZKĄ - koszt 10 zł (bez względu na ilość książek).

Zatem cena każdej z książek to 5 zł + koszt przesyłki ;)

Książki były czytane raz, niektóre z nich mają znak "egzemplarz recenzyjny". Nie ma tu tzw. "szczotek".

zainteresowanych proszę o

kontakt: chmielewska_a@o2.pl

KONIEC WYPRZEDAŻY

środa, 23 września 2015

Wakacje - Stanley Middleton

Tytuł: Wakacje
Tytuł oryginału: Holiday
Autor: Stanley Middleton
tłumaczenie: Bartosz Lewandowski
wydawnictwo: Wiatr od Morza
data wydania: 28 września 2015
ISBN: 9788393665389
liczba stron: 281
kategoria: literatura współczesna
okładka: miękka


Mimo że autor za tę powieść otrzymał nagrodę Bookera w 1974 roku, żadne polskie wydawnictwo nie zdecydowało się jej opublikować przez 41 lat. Co więcej pisarz stworzył aż 43 inne powieści i do tej pory ani jedna z nich nie została przetłumaczona na język polski. Niestety w 2009 roku Stanley Middleton zmarł. Niedługo, 28 września, dzięki panu Michałowi Alenowiczowi, który dowodzi wydawnictwem Wiatr od Morza "Wakacje" wreszcie ukażą się w wersji polskojęzycznej. Trochę długo musieli czekać na ten moment czytelnicy z kraju znad Wisły...

Główny bohater tej książki - Edwin Fisher - spędza tygodniowe wakacje nad morzem. Jednak czas ten nie jest beztroski, ale wyzwala w nim niezbyt miłe wspomnienia z dzieciństwa. Nachodzą go także refleksje w kwestii niedawno doświadczonego bólu związanego z nieudanym małżeństwem. Spotyka również swych teściów...

Autor nakreślił tu portret życia prowincjonalnych Brytyjczyków lat 70. ubiegłego wieku. Proza nacechowana została męskimi emocjami, wywołanymi wspomnieniami, z którymi główny bohater musi się w końcu zmierzyć. A on medytuje. Znajduje się tak jakby w stanie odrętwienia. Dopiero z czasem uświadamia sobie, że bez przeszłości nie ma przyszłości. Znaczenie treści tej powieści uwalnia się bardzo powoli. Narrator jest spostrzegawczy i bardzo skrupulatny. W utworze można zauważyć odniesienia do innych powieści. Szczególnie mocno zaznaczone zostało nawiązanie do "Ziemi jałowej" Thomasa Stearnsa Eliota. Moc tej historii budowana jest powoli. Middelton pisze z wrażliwością. A wykształcenie jego bohaterów oddziela ich od ich pochodzenia i samych siebie. Ukazane tu relacje międzyludzkie wprowadzają klimat smutku. Momentami wydaje się jakby postacie miały problem z komunikacją. Cieszy fakt, że pisarz pozwala nie tylko zobaczyć ale i "usłyszeć" wewnętrzne zmagania głównego bohatera. W rozmowach z napotkanymi ludźmi mężczyzna powoli się odsłania.

Brak tu jakiejkolwiek pogardy. Middleton łączy cechy charakterystyczne dla prozy George Eliot i Philipa Larkina. Retrospekcja jest nieodłączną częścią struktury tego utworu. Bohater jakby dryfuje od plaży do baru, od kościoła do chaty. Niby nic tu się nie dzieje. A jednak akcja odgrywa się w jego umyśle. Autor nie wykazuje żadnej litości. Ujawnia wszystko. Najpierw gniew, pogardę, świadomość intelektualnej wyższości. Później proza staje się bardziej intymna. Pisarz obnaża każdą myśl bohatera i ją dokładnie analizuje. Szczególnie jego poczucie porażki i potrzebę bezpieczeństwa. Początkowo spacery wzdłuż morza wydają się być tylko zabijaniem czasu. Jednak wyprawa Fishera powoli przeradza się w coś na kształt filmu dokumentalnego.

Styl Stanleya Middletona nie jest ani prosty, ani liryczny. Wydaje się, jakby utwór był zlepkiem wielu, pojedynczych gestów. Wszystko objawia się jakby w strzępach. Przeważające tu dialogi, odzwierciedlające drobiazgi z jego codzienności, mocno spowalniają lekturę. Dodatkowo towarzyszyła mi tu prawie niezmienna sceneria i ironiczne poczucia humoru autora. Znaczna część narracji to spostrzeżenia na temat ludzi, zabytków i dźwięków. Tak. Muzyka jest tu jednym z ważniejszych elementów narracji. Może i proza Middletona jest wyjątkowa, ale nazywanie go w opisie na tylnej okładce "Czechowem z przedmieścia" to moim zdaniem lekka przesada...

poniedziałek, 21 września 2015

Malarstwo barokowe - podstawowe informacje



Każda epoka w malarstwie wprowadziła coś wartego uwagi. Jedne innowacje były bardziej techniczne, inne dotyczyły dynamicznie zmieniającego się poczucia estetyki społeczeństwa, a jeszcze inne kształtowane były przez mentalność i tradycje ludzi w danym kraju i czasie. Nie inaczej jest w przypadku baroku, który okazał się godnym rozwinięciem malarskiej maniery renesansu i czerpał z niej całymi garściami. Na czym polegał ten styl w sztuce i co czyniło go tak wyjątkowym? O tym poniżej.

Iluzja

Twórcy barokowi, szczególnie ci związani z malarstwem (ale także z rzeźbą) dokładali szczególnych starań, by ich dzieła były jak najwierniejszą iluzją prawdziwego życia. Na porządku dziennym było wtedy dekorowanie ścian dużymi i realistycznymi grafikami. Mistrzowie tego rzemiosła potrafili robić to w taki sposób, by uzyskać wrażenie optycznego powiększenia całego pomieszczenia. Mury świątyń, w taki sposób ozdobione, zdawały się wręcz otwierać na napływających do wnętrza ludzi, jakby były ramionami, które chcą zagarnąć do siebie wszystkich wiernych i dać im poczucie bezpieczeństwa. W tej iluzji i monumentalności nie zabrakło także miejsca na oddanie teatralności przedstawianych scen oraz na próby ogarnięcia nieskończonego piękna i majestatu. Najpiękniejsze było tu jednak to, że starano się osiągnąć ideał piękna za pomocą połączenia wielu technik, zaczerpniętych z różnych dziedzin dotyczących sztuk pięknych. Budowle i obrazy stawały się jednym i wielowymiarowym dziełem sztuki. 

Techniki

Do podstawowego zestawu technik barokowego malarstwa zalicza się:

- bogatą paletę barw oraz pracę na kontrastach kolorów i światła,
- różnicowanie natężenia światła w zależności od iluzorycznego źródła promieni na obrazie,
- malowanie w perspektywie, która dawała wrażenie trójwymiarowości dzieła.

Tematyka obrazów była tu bardzo dowolna i stanowiła doskonałe rozwinięcie tego co wniósł do świata sztuki renesansowy przełom. Na obrazach można było ujrzeć zarówno sceny z życia religijnego, jak i świeckiego. Bohaterami stawali się tu mityczni herosi, stworzenia znane z mitologi, władcy ziemscy, święci oraz zwykli ludzie. To co pozostawało zawsze niezmienne (bardzo podobne) to otoczenie, w jakim dana scena była uchwycona. W tle można było dostrzec budowle o strzelistych bryłach, aniołów, świętych oraz niezidentyfikowane postacie, które unosiły się w powietrzu, jak gdyby za sprawą podmuchów wiatru. Chętnie malowano sceny zbiorowe, na których ludzie zdawali się mieć równy status społeczny i żaden nie pragnął skupiać na sobie całej uwagi. Z biegiem czasu malowano także coraz weselsze dzieła, które jednocześnie stawały się jawnie teatralne pod względem wyrażonych emocji i gestów (jak gdyby za sztalugą stał ich reżyser). 

Sensualizm

Zmysłowe postrzeganie scen rozgrywających się na obrazach było w baroku niezwykle ważne. Dlatego też malarze tego okresu w sztuce starali się ujmować swoje działa w taki sposób, by przyroda, świat rzeczy materialnych, a nawet ludzkie ciało wydawało się nasycone emocjami i fizycznym ładunkiem autentyczności. To tutaj swoje miejsce znalazła erotyka, która jak na owe czasy była ujmowana w niezwykle odważne formy. Najchętniej umieszczano ją właśnie w scenach zaczerpniętych z mitologii. By w pełni oddać świat postrzegania zmysłowego, do kanonu estetyki wprowadzono również tzw. makabreskę (brzydotę). Choć fizyczność obrazów była wręcz przytłaczająca to przykładano tu również dużą uwagę do symboliki i alegoryczności sztuki (nie tylko w malarstwie). 

Motyw vanitas

Barok to sztuka głównie XVII wieku. W tym czasie popularność zdobyło wiele motywów, a jednym z nich był właśnie motyw przemijania i śmiertelności ludzkiej (vanitas). Marność i efemeryczność świata dotychczasowego oraz jego dóbr materialnych były tak popularne, że przypisywano ich pochodzenie pismu świętemu (słowom samego Boga). Symbole śmierci (klepsydra, czaszka) pojawiały się wszędzie i nie pozwalały zapomnieć ludziom o tym, że są jedynie prochem ziemi raz powołanym do życia, by po śmierci znowu zasilić naturalny porządek świata. Manierę malarstwa barokowego najpełniej oddaje chyba malarz, którego historia sztuki zapamięta jako Caravaggio. Jego "Złożenie do grobu", "Pocałunek Judasza", czy "Powołanie Św. Mateusza" są jednymi z najbardziej znanych prac tamtej epoki - stosował on technikę wydobywania ważnych detali przy pomocy podkreślenia ich promieniami źródła światła namalowanego na obrazie.

Za warstwę merytoryczną odpowiada portal-malarski.pl

niedziela, 20 września 2015

Dwa szczęścia do wyboru - Taylor Jenkins Reid

Tytuł: Dwa szczęścia do wyboru
Tytuł oryginału: Maybe in Another Life
Autor: Taylor Jenkins Reid
tłumaczenie: Radosław Januszewski
wydawnictwo: Amber
data wydania: 11 sierpnia 2015
ISBN: 9788324154883
liczba stron: 317
kategoria: powieść obyczajowa
okładka: miękka


Historia przypomniała mi dawno widziany film "Przypadkowa dziewczyna" z Gwyneth Paltrow w roli głównej. Tu bohaterka także przeżywa jednocześnie dwa scenariusze swego życia. Kolejne rozdziały ukazują skutek jednej z decyzji, którą podjęła. I w ten oto sposób można tę powieść nazwać nawet miksem dwóch, oddzielnych opowieści. Alternatywne rzeczywistości rozwijają się niby w różnych kierunkach, jednak wiele wydarzeń się powtarza...

Historię można rozpatrywać jako powieść o dojrzewaniu, dość nietypową, zważywszy, że nasza bohaterka ma już 29 lat. Mimo że wiekiem wydaje się dorosła wciąż nie ma pojęcia co chce zrobić ze swoim życiem. Często też zmienia miejsca zamieszkania stale poszukując odpowiedniego. Hannah jest bardzo niezdecydowana, ma obsesję na tle bułeczek cynamonowych i zamiłowanie do spinania włosów w wysoki kok...

Obie części sprawiają wrażenie wiarygodnych, a autorka płynnie je połączyła. Portretują codzienne trudności, sukcesy, miłości. Mimo że wiele elementów tej książki wskazuje na to, że można nazwać ją romansem to jednak nie można nie zauważyć fragmentów poświęconych przyjaźni i dość nietypowym relacjom rodzinnym. Alternatywne rzeczywistości zostały ukazane tu dość szczegółowo. Trzeba przyznać, że wiele się tu dzieje. Ciekawym jest także fakt, że osobowość niektórych postaci jest inna w każdej z "historii". Niestety bardzo irytowali mnie adoratorzy Hannah, którzy ukazani zostali tu jako mężczyźni bez wad. Mamy tu także dwa różne zakończenia. Jednak mam wrażenie jakby zostało w nich coś pominięte. Może zostały zbyt pośpiesznie stworzone...

Podczas czytania początkowo miałam wrażenie, jakby historie były lekko zbyt przesadzone w niektórych momentach. Wszelkie pojawiające się trudności znikały natychmiast. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ponadto w obu "historiach" główna bohaterka zmierzała do stereotypowego celu. Czyżby to zbieg okoliczności. Ciężko uwierzyć także w to, żeby tak wiele wydarzyło się w tak krótkim okresie czasie. Odniosłam nawet wrażenie, że autorka starała się zaskoczyć mnie tu szybkością akcji. Dodatkowo pisarka postawiła na krótkie rozdziały. W moim przypadku lektura tej powieści doprowadziła do werbalnej / psychicznej "biegunki". Jednak nie można zaprzeczyć, że bardzo szybko się to czyta. Niestety niektóre dialogi brzmią tu dość sztucznie (może to także wina tłumacza), a narracja (najeżona mnóstwem monologów) staje się z kartki na kartkę coraz bardziej moralizatorska...

czwartek, 17 września 2015

Krwawy doping - Maribel Medina

Tytuł: Krwawy doping
Tytuł oryginału: Sangre de barro
Autor: Maribel Medina
tłumaczenie: Joanna Ostrowska
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 15 lipca 2015
ISBN: 9788379993499
liczba stron: 365
kategoria: thriller
okładka: miękka ze skrzydełkami


Akcja książki ma miejsce w przeważającej mierze w Szwajcarii. Jednak niekiedy przenosi się do Francji, Irlandii, Austrii, Hiszpanii czy USA. Tak. Sporo się tu podróżuje. W międzyczasie zaczynają umierać kolejni młodzi sportowcy. Sprawą interesuje się coraz bardziej przeprowadzająca sekcje zwłok Laura Terraux. Przez przypadek dzieli się swoimi wątpliwościami z agentem Interpolu Thomasem Connorem...

Maribel Medina próbowała zmierzyć się w tej powieści z problemem, który często pojawia się w mediach, ale rzadko poruszany jest w literaturze: dopingiem w świecie sportu. Trudno było przegapić nagłośniony przypadek Lance'a Armstronga, Marion Jones czy Bena Johnsona. Książka ukazuje kolejne etapy procesu w jaki lekkoatletyka przeistacza się z hobby w główny filar życia bohaterów. Jak ludzie sprzedają swoje ciało dla sławy i pieniędzy. Jak chciwość doprowadza do śmierci. Jak przekraczają ostateczną granice. Dzięki tej lekturze odkryłam drugą stronę medalu świata lekkoatletów. Zagłębiając się w utwór poznawałam członków rodzin ofiar, osoby odpowiedzialne za dostarczanie farmaceutyków sportowcom. Byłam świadkiem przesłuchań. Trzeba przyznać, że autorka w ciekawy sposób przedstawiła tu wewnętrzne dylematy wśród trenerów, menedżerów czy lekarzy. Odważnie wypowiedziała się w kwestii obecności narkotyków w sporcie, zarówno profesjonalnym jak i amatorskim.

Na początku myślałam, że książka bardziej skupi się na tym co doping oznacza dla sportowców. Ale powieść ukazała do czego może prowadzić życie w tym środowisku. Z drugiej strony autorka dotknęła tu również kwestii zaangażowania sponsorów w ten proceder. Autorka chciała zapewne choćby dotknąć wszystkich aspektów problemu związanego z dopingiem, a biorąc pod uwagę głębię tematu zdecydowała się nie poruszać szczegółów. I w efekcie mamy tu wiele tylko wspomnianych, napoczętych, niedokończonych wątków. A szkoda. Można zauważyć także błąd w fabule. Mimo że książka ukazała się w wersji oryginalnej w 2014 roku autorka wspomniała tu o Zimowych Igrzyskach Olimpijskich z 2010 roku jako o imprezie, która jeszcze nie nastąpiła. Muszę zaznaczyć, że pierwsza połowa lektury mi się bardzo dłużyła. Odniosłam wrażenie, że autorka zamieściła tu zbyt wiele informacji, które niewiele wnoszą w kwestii wątku głównego. Gdy wreszcie przebrnęłam przez te niezbyt ciekawe detale dotarłam do właściwej części. Dopiero w drugiej połowie książki pisarka jakby sobie przypomniała o czym miała być ta powieść. Akcja nagle przyśpieszyła. Bogactwo danych, zarówno o produktach farmakologicznych jak i o mocy przemysłu farmaceutycznego mnie zaintrygowało. Tą część można nazwać thrillerem.

Język jest prosty. Bohaterowie wiodący (3 postacie) są charakterystyczni. Mocno zapadający w pamięć. Pozostali (drugoplanowi) najczęściej pojawiają się i znikają jakby byli bez znaczenia. Historia opowiedziana została przez narratora wszechwiedzącego. Mogłam dzięki temu "usłyszeć" wewnętrzne monologi głównych postaci. Autorka podzieliła utwór na krótkie rozdziały. Niestety nieraz zabrakło płynności pomiędzy poszczególnymi fragmentami. Legendy związane z miejscowością, w której dokonano morderstw, mogą być tu odczytywane także jako analogia demonów wewnętrznych i zewnętrznych, które muszą przezwyciężać sportowcy. Książka przez niektórych może być również odebrana jako opowieść o ludzkiej naturze (lęku, samotności, poczuciu winy...). Zakończenie robi wrażenie zbyt pochopnego. A może ten nagły koniec to odzwierciedlenie... naszego życia. Bowiem to właśnie triumfy sportowe stają się nowym rodzajem opium dla ludu. A media kreują sportowców jako elitę światowej sławy, uznania i sukcesu społecznego...

poniedziałek, 14 września 2015

Między światami - Roxana Saberi

Tytuł: Między światami. Moje życie i niewola w Iranie
Tytuł oryginału: Between Two Worlds: My Life and Captivity in Iran
Autor: Roxana Saberi
tłumaczenie: Marta Markocka-Pepol
wydawnictwo: SQN
data wydania: 23 września 2015
ISBN: 9788379243983
liczba stron: 381
kategoria: autobiografia / literatura faktu
okładka: miękka


Roxana Saberi pragnęła więcej dowiedzieć się o swoich irańskich korzeniach i kulturze tego kraju. Zatem tam zamieszkała. Postanowiła nawet napisać książkę o Iranie. Przeprowadziła wiele wywiadów. W 2006 roku straciła jednak legitymację prasową. Mimo to nie zaprzestała działań. Trzy lata później, gdy jej książka była już prawie kompletna kobieta została nagle aresztowana...

Saberi szczegółowo opisuje swój pobyt w więzieniu. Metody irańskiego wywiadu pełne prób zastraszenia i kontrolowania. Oskarżenie o szpiegostwo, zmuszanie do fałszywych zeznań. Autorka spędziła ponad 100 dni w więzieniu Evin znanym z tortur i niezwykle wysokiej "przypadkowości" zgonów. Mimo że poznawałam kolejne etapy pozbawiania jej wolności to jednak kobiecie nieprzerwanie towarzyszyła niesłabnąca wiara w sprawiedliwość. W książce odnalazłam także obraz irańskiego społeczeństwa, islamskiego reżimu oraz stosunków amerykańsko-irańskich, a także poznałam opowieści o współwięźniarkach, z których wiele osadzono, ponieważ walczyły o przysługujące im prawa człowieka.

Historia została opowiedziana w narracji pierwszoosobowej, w czasie przeszłym i stale jest przerywana przez długie wyjaśnienia na temat irańskiej kultury, polityki czy historii. Nieraz odnosiłam wrażenie, że narratorka jakby oddala się od opisywanych wydarzeń. Jest tu wiele odniesień do poprzednich irańskich przywódców, wojny iracko-irańskiej i irańskiej rewolucji islamskiej. Saberi opowiada ze szczegółami o pokoju przesłuchań, o wilgotnej celi, o surrealistycznym procesie sądowym, podczas którego sędzia znał wyrok zanim oskarżona pojawiła się na sali sądowej. Czytając tę książkę, otworzyły mi się oczy w kwestii łamania praw człowieka przez irański wymiar sprawiedliwości. Trzeba przyznać, że autorka nie bała się ukazać absurdów życia w tym karju. Opisała także nieetyczne sposoby postępowania reżimu, twardą linię ideologii islamskiej. Jednak w wywiadzie wspomina również o swej wcześniejszej pracy edytorskiej nad angielską gramatyką w artykułach naukowych do publikacji na stronie internetowej Ośrodka Badań Strategicznych. I przyznaje się do faktu, że skopiowała także inne dokumenty z 2002 roku. Ponoć z ciekawości...

Trzeba podkreślić, że Saberi była naiwna. Mimo że pisała książkę w kraju znanym z wrogości wobec dziennikarzy i łamiącym prawa człowieka liczyła na łut szczęścia. Zignorowała wszelkie ostrzeżenia i dobrowolnie pozostała w Iranie. Dziwi fakt, że nie była w więzieniu torturowana fizycznie. Ponadto miała dostęp do książek i telewizji, a także mogła ćwiczyć na wolnym powietrzu. Saberi pozwolono zobaczyć się z prawnikiem i zezwolono na widzenie z rodzicami. Najbardziej dziwi fakt, że sąd apelacyjny zmienił zarzut szpiegostwa na posiadanie informacji niejawnych i skrócono jej wyrok. Myślę, że rząd amerykański zrobił coś więcej "za kulisami", aby ją uwolnić. Podobny los spotkał także inne osoby posiadające dwa obywatelstwa: Haleh Esfandiari, Kian Tajbakhsh czy na stałe zamieszkałe poza granicami Iranu jak Ramin Jahanbegloo. Jednak irańczycy nie mogą liczyć na pomoc ze strony polityków, międzynarodowych organizacji czy światowej prasy. Można przypuszczać, że reżim irański potraktował Roxanę ulgowo...

sobota, 12 września 2015

Furia rodzi się w Sławie - Krzysztof Koziołek

Tytuł: Furia rodzi się w Sławie
Autor: Krzysztof Koziołek
wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
data wydania: 5 sierpnia 2015
ISBN: 9788393483181
liczba stron: 285
kategoria: kryminał / powieść historyczna
okładka: miękka


Tak. Znów sięgnęłam po lekturę, która według opisu z tylnej okładki łączy kryminał i historię. Tym razem cofnęłam się do roku 1944. Nie ukrywam, że lubię czytać o tym okresie, szczególnie jeśli bohaterami są oficerowie III Rzeszy. W tej pozycji zaciekawił mnie także fakt, że akcja została osadzona na ziemiach polskich - w Sławie. Trochę obawiałam się, że niewiele się tu wydarzy i będzie zbyt nudno, ponieważ to uzdrowisko położone z dala od frontu, w którym żołnierze to jedynie kuracjusze. Jednak autor zadbał o to, abym wzięła udział w dochodzeniu w sprawie morderstw...

Towarzyszyłam zatem niezbyt doświadczonemu asystentowi kryminalnemu - Antonowi Habichtowi, karierowiczowi, który został wyznaczony do rozwiązania tej sprawy. Dość szybko okazało się, że początkujący śledczy natrafił jednak na bardzo skomplikowany przypadek. Dodatkowo pewna osoba, zaangażowana w tajne badania zaczęła się interesować przebiegiem tego śledztwa...

Trzeba przyznać, że lektura obfituje w trupy. Pisarz ze skrupulatnością nakreślił okoliczności poszczególnych morderstw, bardzo dokładnie poznałam także kolejne etapy dochodzenia aż do momentu wyjawienia kim jest sprawca. Wiele miejsca poświęcono również na opisy otoczenia. Poznajemy historię każdego miejsca odwiedzonego przez bohaterów i losy każdej z postaci. Można powiedzieć, że pisarz wręcz nałogowo opisuje szczegóły wszystkiego. Nie zważając czy ma to znaczenie dla głównych wątków. Nie ma możliwości, aby uniknąć tych opisów. Są dosłownie wszędzie. Niektóre z nich są dodatkowo w formie nieciekawej relacji. Czy nie lepiej byłoby je pominąć? Ponadto mamy tu szczegółowo ukazane tło historyczne i uwypukloną różnorodność klasową postaci. Trzeba przyznać, że te elementy nadają powieści specyficzny klimat. Należy pochwalić Krzysztofa Koziołka za to, że nadał swym bohaterom cechy charakterystyczne, dzięki czemu czytelnik nie ma problemu z ich odróżnianiem. Szczególnie kreacja głównej postaci nie zawodzi. Mamy tu trochę niepewnego a zarazem żądnego awansu Habichta. Interesującą, tajemniczą bohaterką jest tu również hrabina von Häften. Tak. Jej nie można nie zauważyć. Niby przebywająca na wakacjach, a jednak prawdziwy cel jej pobytu przez długi czas pozostaje w ukryciu...

Choć książka liczy niecałe 300 stron trzeba przyznać, że bardzo dużo się tu dzieje. Pisarz zgrabnie połączył fakty i fikcję. Nieraz trudno stwierdzić co powstało na podstawie zebranych źródeł, a co zawdzięczamy jego wyobraźni. Podejrzanych mamy tu na pęczki. Przyznam się, że nie wytypowałam prawidłowo zbrodniarza. Przez całą powieść autor bawił się ze mną w kotka i myszkę. I wygrał. Niestety trochę rozpraszała mnie tu wielowątkowość. Niby wszystkie elementy zostały tu płynnie połączone, ale chwilami część kryminalna ginęła w tym gąszczu. I wątek fantastyczny wydaje się tu dodany jakby na siłę. Nie zadowoliły mnie również dialogi. Sprawiają wrażenie sztucznych i często nie wiadomo z czyich ust pada dana wypowiedź. Ponadto narracja jest rozchwiana i chaotyczna. Nie można tu również nie wspomnieć o tym, że początkowo akcja wlecze się niemiłosiernie. Trochę przeszkadzała mi w lekturze także duża ilość niemieckich stopni wojskowych. Na plus można zaliczyć dołączenie mapy a na minus umieszczenie na końcu książki indeksu nazw topograficznych. Szczerze mówiąc to nie chciało mi się za każdym razem jej przekartkowywać, żeby sprawdzić informacje tam zamieszczone. Jednak to wszystko to nic w obliczu faktu, że zakończenie jest urwane. Po tego rodzaju lekturze spodziewałam się innego finału...

piątek, 11 września 2015

Kolekcja Hankego - Jolanta Maria Kaleta

Tytuł: Kolekcja Hankego
Autor: Jolanta Maria Kaleta
wydawnictwo: Psychoskok
data wydania: 2015
ISBN: 9788379003495
liczba stron: 440
kategoria: kryminał / powieść historyczna
okładka: miękka


Ukryte skarby, tajemne skrytki i ciemne tunele. Do dziś nieodnalezione cenne obrazy. To właśnie te niewyjaśnione zagadki zainspirowały autorkę tej książki. I powstała "Kolekcja Hankego". Też jestem rodowitą wrocławianką tak jak pisarka i bardzo chętnie poznaje kolejne fakty z historii mojego miasta. Szczególnie jeśli są podane w formie bardziej strawnej niż te znajdujące się w podręcznikach do historii. A Wrocław i tereny województwa dolnośląskiego mają ciekawą, pełną tajemnic przeszłość. Co i rusz dowiadujemy się o nowych znaleziskach odkrytych często mimochodem. Prawie na każdym kroku czekają na nas jeszcze nieodkryte skarby...

Akcja rozpoczyna się pożarem kościoła pw. świętej Elżbiety Węgierskiej, który miał miejsce w czerwcu 1976 roku we Wrocławiu. Później przychodzi anonim z pogróżkami do Muzeum Historycznego, mieszczącego się w tym czasie budynku Ratusza (obecnie znajduje się tam Muzeum Sztuki Mieszczańskiej). Niedługo po tym zdarzeniu młoda pracownica muzeum przez przypadek znajduje tajemną skrytkę w murze. I to znalezisko staje się pierwszym etapem w poszukiwaniach tytułowej kolekcji Karla Hankego.

I w ten sposób rozpoczęła się moja przygoda. Podążałam krok w krok za bohaterami tropem dawno zaginionych kosztowności. Zobaczyłam jak zmieniła się zabudowa Wrocławia przez te wszystkie lata. Zajrzałam do wnętrz budynków i sprawdziłam jak wyglądały te gmachy prawie 40 lat temu. W trakcie lektury wyjechałam również w towarzystwie bohaterów poza granice miasta. Do pałacu w Karpnikach, zamku Czocha, klasztoru w Wambierzycach czy muzeum w Gryfowie. Byłam także świadkiem dość niecodziennego jak na tamte czasy "przesłuchania" i co najmniej jednej walki wręcz, w opisie której denerwował mnie fakt, że bohaterowie wykreowani zostali tam na supermanów. W międzyczasie autorka wplotła w fabułę swój subiektywny obraz tamtych czasów. Przedstawiła Polskę jako kraj wzmożonej cenzury, kontroli wszystkiego i wszystkich. Wszechwładnych służb państwowych. Z zaciekawieniem poznawałam jej punkt widzenia.

Wydaje mi się, że "Kolekcję Hankego" można nazwać powieścią sensacyjną z dość jasno zarysowanym wątkiem miłosnym. Sporo miejsca autorka poświęciła tu na ukazanie sercowych perypetii głównej bohaterki. Co mnie zdziwiło to fakt, że aparycja Matyldy była tak atrakcyjna, że w jej sidła wpadał każdy przedstawiciel płci brzydkiej. Szczegółowość charakterystyki poszczególnych postaci bardzo się tu różni. Oprócz głównej bohaterki tylko trzy inne postacie poznajemy trochę lepiej. Pozostali zostali potraktowani jak nic nieznaczący tłum statystów. Muszę jeszcze nadmienić, że trochę irytowały mnie charakterystyczne powiedzonka poszczególnych postaci. Gdy po raz setny natykałam się na "kurde paka" czy "w dupę jeża" to traciłam chęć do dalszej lektury. I te cudzysłowy. Mam wrażenie, że były wszędzie, że mnie wręcz prześladowały...

Ogólną ocenę tej książki w mojej opinii trochę ratują ciekawe zagadki w niej zawarte. Jednak momentami miałam wrażenie, że niektóre fragmenty zostały niedokończone. Niezbyt wciągający początek także może zniechęcić czytelnika. Pierwsze rozdziały wlekły mi się jak flaki z olejem. Później akcja na szczęście trochę nabrała rumieńców, jednak trzeba podkreślić, że powieść jednak wydaje się przydługa. Jednak nie poddałam się i wytrwałam mężnie do końca. Muszę przyznać, że porównywanie tej książki przez niektórych do powieści Zbigniewa Nienackiego w moich oczach obniża jej oceny. Za dużo tu odnalazłam błędów interpunkcyjnych i literówek. I przede wszystkim nagromadziło się tu zbyt wiele zbiegów okoliczności. Szkoda, ponieważ bardzo mi to przeszkadzało w lekturze...

czwartek, 10 września 2015

450 stron - Patrycja Gryciuk

Tytuł: 450 stron
Autor: Patrycja Gryciuk
wydawnictwo: Czwarta Strona
data wydania: 12 sierpnia 2015
ISBN: 9788379763153
liczba stron: 414
kategoria: kryminał
okładka: miękka


Nie nazwałabym tej książki kryminałem. Określenie "kobiecy kryminał" także nie uważam za adekwatny. A porównywanie jej do powieści autorstwa Harlana Cobena to już duża przesada. "450 stron" to raczej romans z wątkiem kryminalnym. Patrycja Gryciuk zepchnęła elementy związane z dochodzeniem, morderstwami na dalszy plan. A szkoda. Momentami miałam wręcz wrażenie, że to kolejny harlequin. I to mocno przesłodzony. Z bohaterami bez wad, z mocno podkreślonymi tylko pozytywnymi cechami wyglądu zewnętrznego. Tak jakby "wyciętymi" z jakiejś bajki dla dzieci...

Autorka skupiła się tu na ukazaniu relacji damsko-męskiej, jednak w moim odczuciu nie był to dobry wybór. Dlaczego? Ponieważ związek ten jest zbyt idealny, cukierkowy. Nierealny i przewidywalny. To jednak nie koniec negatywów. Bardzo sztucznie wypadły w moim odczuciu rozmowy prowadzone przez parę. Chwilami miałam wrażenie, że to fragment scenariusza jakiejś niezbyt udanego południowoamerykańskiego "tasiemca". Na tym tle rzadko (jakby mimochodem) tylko wspomina się o ofiarach morderstw. Niczego bardziej szczegółowego się o nich nie dowiadujemy. Jakby były rodzajem "zapchaj dziury". Niewiele miejsca poświęca się tu także postaci detektyw Ortegi. A z chęcią poczytałabym o niej. Przecież "450 stron" miał być kryminałem. Niestety brak tu również oczekiwanego napięcia. A bez tego nie ma trzymającej w niepewności powieści kryminalnej. Autorka próbowała tu również wpleść elementy psychologiczne. Nie byłby to zły pomysł, gdyby zostały one do końca dopracowane. A lektura niby skłania do zastanowienia się nad tym do czego jest w stanie posunąć się pisarz, by wypromować swe dzieło jednak natłok fragmentów nacechowanych wydźwiękiem romansowym rozprasza i w efekcie końcowym wszystko psuje. I na koniec - nie ma zaskoczenia na finiszu i zbyt wiele można tu napotkać zbiegów okoliczności.

Jednak nie spisujmy tak szybko tej lektury na straty. Mimo wielu wad można znaleźć tu także kilka zalet. Pisarka ciekawie ukazała bezwzględny świat wydawnictw, liczących jedynie swoje wysokie zyski, a także sam proces tworzenia utworu. Tak. Można powiedzieć, że dla tych fragmentów warto było się nawet pomęczyć i przebrnąć przez to "romansidło". Na plus tej pozycji zaliczyłabym także fakt, że autorce udało się stworzyć fabułę łączącą fikcję z rzeczywistości. I trzeba podkreślić, że dokonała tego w tak płynny sposób, że chwilami trudno się zorientować, o której z nich jest mowa w powieści. Podobało mi się także to, że akcja poprowadzona została tu dwutorowo. Może początkowo potrzebowałam trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do tego "rozdwojenia", jednak ten zabieg przypomniał mi styl prowadzenia akcji przez mojego ulubionego autora - Clive'a Cusslera. Trzeba przyznać, że ten element to mocny atut tej powieści. Ponadto książkę czyta się bardzo szybko. Autorka postawiła tu na efekt bardzo krótkich rozdziałów i tym sposobem uprościła jej odbiór. Jednak patrząc na całokształt mnie ta lektura mocno zawiodła. Reklamowanie takiej powieści jako kryminału nawet z określeniem "kobiecy" to według mnie wprowadzenie czytelnika w błąd...

środa, 9 września 2015

Angielski Gamebook z ćwiczeniami

Tytuł: Near Death Experience
Autor: Kevin Hadley
wydawnictwo: Edgard
data wydania: sierpień 2015
poziom: B2 - C1
ilość stron: 208
ISBN: 9788377885628
okładka: miękka


Zatem o czym jest ta historia? Mamy tu głównego bohatera - Hugo, który początkowo ma dość nieciekawe życie. Jednak pewnego dnia, pracując w londyńskiej knajpie, znajduje tam tajemniczą fotografię. Od tej chwili jego codzienność zmienia się diametralnie. Wkracza do świata... No właśnie wszystko zależy od nas jak potoczą się dalsze losy tego bohatera. I to wydało mi się w tej historii najciekawsze.

Trzeba przyznać, że ta powieść interaktywna to ciekawy pomysł na naukę języka angielskiego. Nie dość tego, że w trakcie lektury poznałam dużo nowych wyrażeń i zwrotów (często jest to mowa potoczna) to jeszcze przeżyłam niejedną przygodę. Tak. Autor zadbał o to, aby czytelnik się nie nudził. Mamy tu do wyboru aż 16 scenariuszy. Wszystko zależy od decyzji, które podejmiemy w trakcie lektury...



W pozycji znajdziemy słownik trudniejszych słów i zwrotów na marginesie, na końcu każdej z części (a jest ich 31) zamieszczono ćwiczenia utrwalające gramatykę i sprawdzające czy zrozumieliśmy znaczenie nowo poznanych wyrażeń. Zadania mają formę uzupełniania luk w tekście, prawda/fałsz, łączenia wyrazu z jego definicją, dobieraniem odpowiedniej formy wyrazu, szukaniem synonimów, poprawianiem błędów, tłumaczeniem wyrażeń z polskiego na angielski...


Na końcu książki dołączono klucz z odpowiedziami i alfabetycznie uporządkowany słownik wszystkich użytych w książce wyrazów, zwrotów. Szkoda, że nie dołączono wersji audio, ponieważ w języku angielskim ważna jest poprawna wymowa. Powyższa pozycja jest przeznaczona dla osób ze znajomością tegoż języka na poziomie B2-C1. Poszczególne rozdziały są bardzo krótkie (maksymalnie 3 strony). Czyta się to bardzo szybko. Gamebooków na innych poziomach niestety nie odnalazłam w ofercie na stronie internetowej wydawcy.

wtorek, 8 września 2015

Prezydencki romans - Nicola Kraus, Emma McLaughlin

Tytuł: Prezydencki romans
Tytuł oryginału: The First Affair
Autor: Nicola Kraus, Emma McLaughlin
tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński
wydawnictwo: Rebis
data wydania: 11 sierpnia 2015
ISBN: 9788378186977
liczba stron: 363
kategoria: romans
okładka: miękka


Autorki "Niani w Nowym Jorku" oddały do rąk czytelników nową powieść. Przyznam się, że miałam nadzieję na tzw. powtórkę z rozrywki. Podkreślę, że przy poprzednim ich utworze miło spędziłam czas przy kubku gorącego kakao. Jednak nie zawsze udaje się powtórzyć sukces bestsellera. W przypadku "Prezydenckiego romansu" trzeba dodać, że można odnieść wrażenie zepsutego pomysłu. Tym razem nawet wzorowanie się na faktach (tak podejrzewam) nie przyniosło oczekiwanych emocji związanych z romansem z głową państwa...

Umiejscowienie akcji w Waszyngtonie, gdzie każdy pilnuje tylko swojego interesu i jest gotowy iść po trupach, aby odnieść sukces, było moim zdaniem dobrym pomysłem. Autorkom udało się dzięki temu przekazać poczucie bezwzględności natury zakorzenione w tym mieście. Dodatkowo poznałam życie głowy państwa zza kulis. Ten wątek okazał się dla mnie najbardziej interesujący. Trzeba przyznać, że jest tu wiele zwrotów akcji, ale napotkałam także na fragmenty, które z chęcią bym pominęła. Historia sama w sobie nie jest zła i jest nawet momentami zabawna. Początkowo, ta książka brzmi zdecydowanie bardziej jak "co jeśli" w historii o Monice Lewinsky. Pierwsza połowa utworu wyraźnie odstaje na tle drugiej części pod względem jakości. Jakby pisały je dwie różne osoby. Może tak było w rzeczywistości. 

Jednak najbardziej irytowała mnie postać głównej bohaterki - Jamie. Mimo że dziewczyna ma już 22 lata zachowuje się nadal niedojrzale, egoistycznie a czasami wręcz głupio. Od początku widać, że jest spragniona czyjejś uwagi, pragnie rozpaczliwie miłości. Jej naiwność mnie rozbrajała. Dziewczyna żyje nie dostrzegając realiów. Było wiele momentów, gdy chciałam krzyknąć: "Zatrzymaj się i pomyśl co robisz". Nie mogłam zrozumieć, dlaczego dopiero członkowie jej rodziny byli w stanie wszystko wyjaśnić. Jaime nie mogła się dogadać z nikim bez uprzedniego rozważenia konsekwencji i korzyści danej decyzji. Jej zdolność do podejmowania ważnych decyzji była zbyt uzależnione od opinii innych. Nawet fakt, że pochodziła z rodziny dysfunkcyjnej nie usprawiedliwiał w moim mniemaniu jej działań. Mogę sobie tylko wyobrazić jak poczuła się w towarzystwie mężczyzny dzierżącego taką władzę. Dla mnie od początku było jasne, że związek ten nie oznacza dla niego tyle, ile oznaczał dla niej.

Relacja Jamie z jej siostrą wydała mi się również dość dziwna, a właściwie cała jej rodzina była jakby zbyt dynamiczna. Wydawało się, że te fragmenty opisujące interakcje z rodziną Jamie miały dać nam wgląd w to, dlaczego ona jest taka, jaka jest, ale mnie to tylko rozpraszało i potrzebowałam sporo czasu, żeby to wszystko zrozumieć. Momentami miałam wrażenie jakby coś zostało wycięte. Zdziwiło mnie to, że autorki nie wyjaśniają tu również dlaczego główni bohaterowie uważają siebie za atrakcyjnych, poza atrybutami wyglądu zewnętrznego. Czyżby czuli do siebie tylko pociąg fizyczny? Dodatkowo historia została wyraźnie osadzona we współczesności ale wspomina się tu także o zdarzeniach z przeszłości co może nieco zmylić czytelnika. Zastanawiałam się także, czy uwypuklone różnice pomiędzy głośnym romansem Lewinsky/Clinton a tą historią były zamierzone.

Przyznam się, że po skończeniu lektury pomyślałam, że autorkom mogło chodzić tu nie tylko o ukazanie smaczków związanych z "aferą" z prezydentem w roli głównej. Myślę, że można historię także odczytywać jako opowieść o poszukiwaniu siebie i swojego miejsca w świecie. Jako przestrogę przed angażowaniem się w relacje z żonatymi, dzierżącymi władzę mężczyznami. Żałuję, że autorki skupiły się tu wyłącznie na ukazaniu tej historii z punktu widzenia Jamie. Nawet pierwszoosobowa narracja nic tu nie pomaga. Pisarki ponadto próbowały stworzyć tu coś na kształt satyry politycznej, ale niestety im nie wyszło. Jedynym powodem dla którego brnęłam przez lekturę była ciekawość sensacji zza kulis Białego Domu. A trochę ich tu jest. Niestety zakończenie okazało się całkowitym rozczarowaniem. Wszystko niby wydało się starannie opakować, ale brak tu zrozumienia sytuacji. Całość przewidywalna...

sobota, 5 września 2015

Kiedy odszedłeś - Maggie O'Farrell

Tytuł: Kiedy odszedłeś
Tytuł oryginału: After You'd Gone
Autor: Maggie O'Farrell
tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 8 lipca 2015
ISBN: 9788379993321
liczba stron: 407
kategoria: literatura współczesna
okładka: twarda


To już drugie wydanie tej pozycji na polskim rynku. Wcześniej książka ukazała się w 2005 roku pod skrzydłami Rebisu. I przyznam się, że jak ją czytałam to miałam wrażenie, że już ją kiedyś poznałam. Przypominały mi się niektóre zdarzenia, zachowania bohaterów. Jednak nie do końca byłam pewna, czy to "ta" książka. Wiele powieści jest przecież do siebie bardzo podobnych. Jednak wraz z zagłębianiem się w utwór pojawiało się coraz więcej elementów wskazujących jednak na to, że to jednak ta sama, znana mi już historia. Szkoda, że wydawnictwo nigdzie nie wspomniało o tym, że ten tytuł już kiedyś został wydany w Polsce...

Czuję się tą historią przytłoczona. Niektórzy mogą nawet nazwać ją melodramatyczną. Główna bohaterka leży w śpiączce w szpitalu, a narracja w tym czasie przemyka od teraźniejszości do przeszłości. Odkrywa okoliczności, które doprowadziły do "tego" dnia. Historia rozwija się poprzez kawałki rozmów i wspomnień, powolne ujawnianie doświadczeń, zmagań i relacji międzyludzkich. A im więcej postacie mówią, tym bardziej wydają się skryte. W międzyczasie autorka ukazuje różne poziomy świadomości głównej bohaterki. Historia przeskakuje w czasie i przeplata wiele punktów widzenia. Unaocznia piękno ludzkiej głębi psychologicznej.

Jednak mam wrażenie, że pisarka połączyła w głównej bohaterce zbyt wiele różnych wyidealizowanych postaci. Męczenniczkę, księżniczkę lodu, silną i namiętną buntowniczkę, i niestabilną psychicznie kobietę. Szczerze mówiąc to wygląda na to, że pisarka miała dość spory problem z integracją tak różniących się cech w osobowości jednej postaci. Najbardziej zdziwiły mnie fragmenty, które dotyczyły zainteresowania płci przeciwnej osobą Alicji. Wydały mi się nieco przesadzone. Kobieta wydaje się mieć jakiś tajemniczy urok, który sprawia, że każdy "osobnik" od razu staje się w niej obsesyjnie zakochany.

Czułam, że niektóre z wydarzeń, które tu przytoczono mogły zostać pominięte. Szczególnie okoliczności poznania się rodziców Alice. Ponadto postacie były często umieszczane w dziwnych lub szokujących sytuacjach, ale niewiele z tego wynikało. Trochę zaskoczyło mnie, że kwestia tego co zobaczyła główna bohaterka i jednocześnie co zapoczątkowało tę historię okazało się nie być sednem tej powieści. Muszę podkreślić również, że do tej pory zastanawiam się jakim sposobem Alice to zobaczyła. Rozumiem, że początek miał być w zamyśle pisarki bardzo tajemniczy, ale moim zdaniem całe zdarzenie brzmi niewiarygodnie. I jeszcze na dokładkę autorka zaserwowała tu jednowymiarowy romans. Miłość doskonałą. Coś na kształt niekończącego się miesiąca miodowego. To właśnie ten wątek jest najbardziej tu eksponowany.

Nie ma tu również stałej formy narracji. Zmienia się ciągle z pierwszoosobowej na trzecioosobową. Dodatkowo nie zawsze wiedziałam, gdzie na osi czasu opowieści obecnie jestem i co doprowadziło do tego stanu rzeczy, więc stale byłam jakby w trakcie "składania" tej historii. Czasami się również trochę niecierpliwiłam, ponieważ pragnęłam dowiedzieć się czegoś więcej o jej przyszłości lub teraźniejszości. A trzeba podkreślić, że akcja w książce posuwa się bardzo powoli. Na szczęście było kilka scen, które mnie trochę rozśmieszyły. Muszę przyznać, że niełatwo się to czyta. Czułam się jakby leżały przede mną kawałki układanki, ale ja nie miałabym bladego pojęcia co ma z nich powstać...

środa, 2 września 2015

Queen. Królewska historia - Mark Blake

Tytuł: Queen. Królewska historia
Tytuł oryginału: Is This The Real Life? The Untold Story of Queen
Autor: Mark Blake
tłumaczenie: Jakub Michalski
wydawnictwo: SQN
data wydania: 4 marca 2015
ISBN: 9788379243235
liczba stron: 480
kategoria: biografia
okładka: twarda


Queen to dla mnie wyjątkowy zespół. Mimo że od śmierci ich wokalisty Freddie'ego Mercury minęło prawie 24 lata, rzesza ich fanów jest stale bardzo duża. W muzyce, którą tworzą słychać naleciałości heavy metalu, rocka, progresywnego popu, disco, hymnów stadionowych, a nawet jazzu. Muszę przyznać, że poznawanie kolejnych fragmentów historii ich twórczości (tak przeczytałam do tej pory sporo o tym zespole jak i o jego członkach) jest dla mnie ciągłym odkrywaniem czegoś nowego. I miałam nadzieję, że i tym razem dowiem się więcej na ten temat. Tak przecież zapowiadał tytuł brzmiący w oryginale (Nieopowiedziana historia Queen)...

Jednak mimo że autor tej książki (dziennikarz Mark Blake) wytropił dziesiątki rozmówców, od dawna zapomnianych dawnych członków tegoż zespołu, to przytoczone tu treści niewiele wniosły nowych informacji. Śledziłam długą karierę Queenu od czasów pierwszych, często niezdarnych występów poprzez ich udział w Live Aid aż dotarłam do lat współpracy zespołu z Paulem Rodgersem. Jednak to jako fan zespołu już wiedziałam wcześniej. Dziwne wydało mi się, że w książce zostało ukazane bardziej szczegółowo tylko życie prywatne nieżyjącego już wokalisty. Dlaczego? Natomiast określenie jego przemiany osobowości przez autora nieprawdopodobną wydaje mi się użyte trochę na wyrost. Skoro żyła taka osoba i ta transformacja się dokonała to dlaczego ma ktoś uważać ją za mało wiarygodną.

W "Queen. Królewska historia" przeczytałam także o tym jakie ofiary ponosili członkowie zespołu w związku ze znalezieniem się u szczytu popularności. To nie żadna nowość ani zaskoczenie. Zresztą nie tyczy się to tylko tego jednego zespołu. Żałuję natomiast, że tak niewiele miejsca poświęcono tu tematyce tworzenia piosenek, urządzeń wykorzystywanych przez zespół i procesowi nagrywania utworów. Szkoda również, że nie ma tu więcej szczegółów na temat współpracy grupy z Davidem Bowie. Ciekawym pomysłem autora było przytoczenie wypowiedzi różnych osób na te same tematy. Jednak nieraz opinie okazywały się sprzeczne co wywoływało moje zagubienie. Niestety niewiele odnalazłam tu anegdot. Lubię je czytać, ponieważ urozmaicają publikację i częstokroć poszerzają przedstawiany w niej punkt widzenia.

Już od początku widać, że ta książka nie jest skierowana do długoletnich fanów Queen. Wprowadzenie i pierwsze kilka rozdziałów nie zwracają uwagi. Można znaleźć tu kilka błędów w tekście. Nawet tytuł jednego z utworów jest tu napisany źle. I dodatkowo styl Blake'a jest często wręcz złośliwy. Myślę, że nie przesadzę gdy nazwę tę książkę pozycją podsumowującą. Mało ekstrawagancką. Nieco "suchą". Z dosłownie kilkunastoma zdjęciami, dość niewielkich rozmiarów, stłoczonymi w jednym miejscu. Uważam, że zbyt dużo miejsca autor poświęcił tu na opisywanie rzeczy, które fan Queen czy tylko czytelnik w ogóle nie potrzebuje wiedzieć. Książka powinna być przygodą...

wtorek, 1 września 2015

Wyniki konkursu comiesięcznego

Witam,

W sierpniu wylosowałam 4 osoby (tak na koniec wakacji):

Monika Łaznowska
(Miłości trzeba się uczyć i Nie rób mi tego)

Ada B
(Bo wiesz... i Seksturysta)

Aoi Akuma
(Moja ukochana zmora, Nieskończona Przestrzeń Snu)

Limonette
(Granatowe miasto i Pisane słońcem)


gratuluję

a pozostałych zapraszam
do konkursu comiesięcznego ponownie ;)


we wrześniu czeka na Was aż 65 książek do wyboru w


pozdrawiam