piątek, 20 listopada 2015

U brzegu - Sara Gruen

Tytuł: U brzegu
Tytuł oryginału: At the Water’s Edge
Autor: Sara Gruen
wydawnictwo: Rebis
tłumaczenie: Anna Bernaczyk
data wydania: 7 października 2015
ISBN: 9788378187561
liczba stron: 407
kategoria: powieść obyczajowa / powieść historyczna
okładka: miękka ze skrzydełkami


Skusiłam się na lekturę powieści "U brzegu", ponieważ wiele dobrego słyszałam o innej książce autorstwa Sary Gruen - "Wodzie dla słoni". Przyznam, że miałam dość spore oczekiwania przed lekturą po tak wysokich ocenach jej poprzedniczki. Tym razem pisarka zdecydowała się przenieść mnie do roku 1944. Wkroczyłam w świat zamożnych, zblazowanych Amerykanów. Poznałam ich tajemnice, wstydliwe sekrety i oziębłe relacje rodzinne. Mogłam choć przez kilka chwil zakosztować ich stylu życia. Wraz z trojgiem, młodych bohaterów, wiedzionych różnymi pobudkami, udałam się też na pokładzie liniowca do Szkocji. Nikt się jednak nie spodziewał, że ta podróż odmieni tak wiele w ich życiu...

Wątek, który pojawia się na samym początku przez długi czas jest niekontynuowany. Autorka porzuca go i rozpoczyna opowiadać całkiem inną historię. Gdy wreszcie następuje oczekiwane połączenie, wszystko staje się raptem zbyt przewidywalne. Historia przypomina miks II wojny światowej z romansem. Ilość wzmianek o wojnie jest tu bardzo różnie dawkowana. Nieraz jest ich bardzo mało, a niekiedy wprost można utonąć pod ich nawałem. Z dużą przewagą tego drugiego. Nawet wojenne tło (lata II wojny światowej) nie poprawiło w mych oczach niezbyt udanego ogólnego wrażenia. Lektura ocieka patosem, momentami ma się wrażenie, że autorka dodała tu zbyt wiele dramatycznych wydarzeń brzmiących raczej jak zbiór mało prawdopodobnych zbiegów okoliczności. Mówiąc wprost czytając "U brzegu" czułam jakby autorka próbowała mnie na siłę przekonać do przytoczonych tu "faktów" z II wojny światowej. Na plus zaliczyłabym tu jedynie interesująco ukazany szkocki folklor i dobrze wpasowane w fabułę elementy fantastyczne.

Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że nie było tu prawie nic o potworze z Loch Ness. Dlaczego? Ponieważ z treści opisu znajdującego się na tylnej okładce wynika, że miał być to istotny element fabuły tej powieści. Za to wiele tu można przeczytać o życiu miłosnym głównej bohaterki i zarazem narratorki. Szkoda, że pisarka nie rozwinęła tu wątku poruszającego seksualność męża Maddie. Niestety relacja pomiędzy wspomnianą wcześniej trójką naszych podróżników (mąż-żona-ich najlepszy przyjaciel) była ciekawa tylko do momentu, w którym stała się mało wiarygodna. Dopiero druga część książki okazała się bardziej zajmująca. Doniesienia z frontu okazały się nawet przekonujące, ale zostały poprzetykane ckliwymi, nieprawdopodobnymi fragmentami, które brzmią jak Harlequin. Dziwi także, że opisany tu romans to taka "miłość bez wstępów". Nie zobaczyłam tu rozwoju uczuć. Wszystko stało się nagle. Wreszcie trzeba wspomnieć także o podróży przez Atlantyk, która odbyła się w trakcie II wojny światowej. W moim mniemaniu nie brzmi to zbyt autentycznie. A ilość poświęconego miejsca na opis jak Maddie je owsiankę jest nie do uwierzenia. Ponadto muszę zaznaczyć, że epilog był dla mnie dość sporym zaskoczeniem - pojawił się jakby znikąd. 

Podsumowując. Mimo że autorka jest wielką gawędziarką to jestem zawiedziona tą historią. Akcja toczy się tu dość powoli. Główne postaci przypominają te z kreskówek. Rysy postaci drugoplanowych są o wiele ciekawsze niż tych wiodących. Książka przypomina chwilami baśń. Wiele elementów skojarzyło mi się z "Wielkim Gatsby'm" Francisa Scotta Fitzgeralda. W sumie ciężko określić co było celem autorki. Może ukazanie drogi do prawdziwej miłości? Może chciała ukazać różne formy "potwora"?  I nawet już po lekturze nie rozumiem skąd wziął się taki tytuł...

9 komentarzy :

  1. Nie przepadam za historią, jednak wiem, jaka potrafi być urzekająca wpleciona w karty powieści. Jednak skoro Ciebie nie zachwyciła, to może zacznę od wspomnianej na początku Wodzie dla słoni ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Autor ma przekichane, gdy za wysoko podniesie sobie poprzeczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przeczytać "Wodę dla słoni", żeby się przekonać czy faktycznie jest tak dobra...

      Usuń
  3. A mnie zaskoczyło coś innego. Mianowicie pani z okładki. Kiedyś czytałam książkę sensacyjną o Johannesburgu i ona, tylko z gołą piersią i jakimś tiulem występowała na okładce. Też z profilu. Identyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomniana przez Ciebie kwestia była już nie raz poruszana w wielu dyskusjach. Podobno wydawnictwa (ich graficy) korzystają z gotowych grafik - lekko coś zmienią i powstaje okładka. Tak jest z pewnością szybciej i pewnie taniej. Tylko jaki to gorzki posmak pozostawia gdy czytelnik spotyka po raz któryś z kolei prawie identyczną obwolutę...

      Usuń
  4. Oglądałam "Wodę dla słoni" i film mnie urzekł. Książki niestety nie czytałam, ale na pewno to zrobię. Natomiast "U brzegu" nie przekonuje mnie do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam o tym tytule, przykro mi, że nie znalazłaś w treści tego czego szukałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z taką niecierpliwością czekałam na tę książkę. "Woda dla słoni" to jedna z moich ulubionych powieści. Szkoda, że ta nie dorównuje poprzedniczce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sam czas akcji niezwykle mnie nęci, ale obawiam się, że jednak książka nie przypadłaby mi do gustu. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń