czwartek, 15 października 2015

Sklepy cynamonowe - Bruno Schulz

Tytuł: Sklepy cynamonowe
Autor: Bruno Schulz
wydawnictwo: MG
data wydania: 24 stycznia 2013
ISBN: 9788377791219
liczba stron: 255
kategoria: literatura piękna
okładka: twarda


Gdyby Zofia Nałkowska nie wyraziła się pozytywnie o "Sklepach cynamonowych" to może ten zbiór nigdy nie ujrzałby światła dziennego. A to przecież był pierwszy krok ku sławie Bruno Schulza. Obecnie odbywa się we Wrocławiu Festiwal ku jego pamięci (więcej informacji na ten temat znajdziecie TUTAJ), a ja właśnie przeczytałam już po raz drugi "Sklepy cynamonowe". Spieszę zatem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat tego zbioru opowiadań.

Utwory Bruno Schulza to połączenie wspomnień, marzeń. To mieszanka realizmu z fantastyką. Te opowiadania nie mają ani początku, ani środka i ani końca. Akcja dzieje się w galicyjskim miasteczku, które bardzo przypomina rodzinne miasto pisarza Drohobycz. Mamy tu 15 rozdziałów, z których każdy koncentruje się na innej części miasta lub na innym aspekcie z życia rodzinnego bohaterów. Każda historia zaczyna się opisem środowiska, a następnie przenosimy się na tereny, gdzie obcy psychologiczne niepokój miesza się z faktami. Nie brak w tych opowiadaniach elementów mitycznych czy nawiązań do innych dzieł literackich. Budynki tu opisane odzwierciedlają cechy kultury, tradycji żydowskiej i obraz stopniowego procesu upadku, rozkładu. Świat tu ukazany wydaje się labiryntem. Wiele tu się dzieje bez oczywistego powodu. Główną postacią wydaje się na pierwszy rzut oka ojciec, oszalały sklepikarz, który stopniowo przeistacza się w mitologiczną istotę. Jednak narratorem i wiodącym bohaterem okazuje się młody chłopiec, dzięki czemu odkrywamy świat, który go otacza oczami dziecka.

Tempo lektury można nazwać ospałym. Język Schulza jest bogaty i unikalny. Pełen ekscentrycznych metafor. Bruno Schulz odmalowuje tu obraz życia ludzi, a jednocześnie snuje rozważania na temat ich roli w kosmosie. Nie ma tu standardowej fabuły. Wraz z zagłębianiem się w lekturę niektóre postaci powoli zanikają, żeby po pewnym czasie się odrodzić. Pisarz ożywia przedmioty martwe i przedstawia ludzi jako zwierzęta. Muszę przyznać, że te metamorfozy brzmią prawie jak u Franza Kafki. Można tu także odnaleźć nawiązania do skojarzeń z ciemnością i jasnością. Tutaj brzydkie staje się piękne a piękne staje się brzydkie. Twórca używa wielu złożonych zdań i nieznanych, staromodnych i dawno zapomnianych słów. Wybiera je, komponuje, a czasami nawet wymyśla. Brak tu dialogów. Proza wydaje się malować świat ze snu pijanego albo przywracać do życia nocne koszmary szaleńca, jego paranoiczne fantazje. Zwidy człowieka ogarniętego bólem, pragnącego pamiętać o przeszłości za wszelką cenę. Całość dopełniają czarno-białe ilustracje rysunków autora (niektóre z nich można zobaczyć TUTAJ). Surrealistyczne, niekiedy wręcz dziwaczne. Pasujące do tego zbioru idealnie...

15 komentarzy :

  1. A ja dzisiaj lecę na "Wojaczka", który będzie wyświetlany w Nowych Horyzontach w ramach festiwalu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja we wtorek byłam na spotkaniu z Agatą Tuszyńską (autorką książki „Narzeczona Schulza”) i planuję jeszcze pójść w piątek na spotkanie z Pavolem Rankovem, w sobotę na spotkanie z Olgą Tokarczuk i w niedzielę z Andrzejem Stasiukiem :) Byłam też na kiermaszu książek gości Bruno Schulz w Tajnych Kompletach ul. Przejście Garncarskie 2...

      Usuń
  2. Z jednej strony bardzo lubię tego typu książki, z drugiej natomiast nie wiem czy w najbliższym czasie będę mogła się nią zająć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za prozą Schulza, ale Twój wpis czyta się z ciekawością. Kogoś, kto nie zana "Sklepów cynamonowych" na pewno zachęci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam tę książkę w szkole jako lekturę szkolną i bardzo mi się podobała, zdecydowania zaliczam ją do jednych z ulubionych lektur :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale to w końcu się podobało, tak? Bo tak sama nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Podobało mi się. Lubię takie niecodzienne lektury :)

      Usuń
  6. Ech, niestety mam złe wspomnienia związane z tą książką. Nie przepadam za groteską i choć doceniam poetycki, surrealistyczny język Schulza, nie byłam w stanie czegokolwiek z tych opowiadań zapamiętać. A na maturze potrafili pytać o szczegóły(!). Myślę więc, że system nauczania mnie zniechęcił i zdecydowanie nie była to moja ulubiona lektura.

    OdpowiedzUsuń
  7. No pięknie, czyli do mojego wyzwania już książkę masz. Ja mam takie tyły, że chyba w tym miesiącu sobie odpuszczę, ale kto wie...
    A tymczasem szykuję dwa wpisy: jeden z tomikiem poezji Różewicza, a drugi to książka od HarperCollins. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam dawno temu. Ogromnie podobał mi się język, jakim ta książka jest napisana.

    OdpowiedzUsuń
  9. Omawiałam tę książkę w liceum! Ale już kompletnie nic nie pamiętam! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś czytałam, ale przyznam się szczerze, że nie za dużo pamiętam, więc może dobrze byłoby odświeżyć sobie lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten tytuł zawsze mi się kojarzy z czasami licealnymi... ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie ta książka zachwyciła już w liceum. Byłam wtedy niopierzoną miłośniczką Forsytha i Mitchel, ale to mnie zachwyciło! Interesuje mnie ta książka Tuszyńskiej. Wiem, ze wydano rysunki Schulza.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie czytałam, ale chciałabym to zmienić.

    OdpowiedzUsuń