czwartek, 24 kwietnia 2014

Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin - Dido Michielsen, Auke Kok

Tytuł: Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin
Tytuł oryginału: Lisa&Lin. Vijf weken terug in China
Autor: Dido Michielsen, Auke Kok
tłumaczenie: Małgorzata Maria Domińska
wydawnictwo: Dobra Literatura
data wydania: 17 listopada 2010
ISBN: 9788393055944
liczba stron: 244
kategoria: reportaż / autobiografia
okładka: miękka


Historia dwóch urodzonych w Chinach obcych sobie dziewczynek, ofiar polityki jednego dziecka, które zostały adoptowane i dorastały jako rodzone siostry w Holandii. Lisa, Lin i ich rodziciele opisali tu swą niezwykłą wyprawę, w którą wyruszyli ponieważ pragnęli, aby dzieci były dumne ze swojego pochodzenia i aby lepiej poznały niezwykły kraj swych przodków.

Ich podróż rozpoczyna się w Szanghaju i na początku zmierzają do sierocińców we wschodnich Chinach, w których ich dzieci przebywały przed adopcją. Relacja jest bardzo osobista. Znajdziemy tu spisane odczucia zarówno rodziców adopcyjnych jak i ich córek. Potem rodzina odwiedza Terakotową Armię w Xi'an, Yinchuan, Wuhan i Wielki Mur. Wraz z nimi poznajemy także Zaporę Trzech Przełomów na rzece Jangcy. Poznajemy trochę historii tego ogromnego mocarstwa. Od rządów Mao po czasy Deng Xiaopinga. Podążając przez południowe Chiny i Hong Kong opuszczają kraj po 5 tygodniach.

"Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin" to żywa, przepełniona miłością historia, która przenosi nas nie tylko do dalekiego kraju. Jest to również relacja z przemiany wewnętrznej i dotyka problemów związanych z adopcją dziecka z innej kultury, rasizmu, dylematu tożsamości, kłopotów z utożsamieniem z kulturą, kwestii przywiązania czy bezpieczeństwa. To opowieść o tym, co myślą i czują rodzice adopcyjni. Lektura także ukazuje ogromną odwagę i niezwykłą determinację dwojga Europejczyków, którzy zdecydowali się na adopcję międzykulturową. Można ją również traktować jak swego rodzaju przewodnik dla tych, którzy pragną przysposobić dziecko. W trakcie lektury można poszerzyć swoją wiedzę na temat polityki jednego dziecka w Chinach, tradycji, obyczajów, potraw, codziennego życia, sytuacji politycznej, kultury. Podczas podróży towarzyszą im podziw, ożywienie a jednocześnie zdumienie a niekiedy i gorycz.

Styl powoduje, że nie można oderwać się od lektury. Ubarwiony humorem, autoironią i niezwykle szczery. Walorem tej publikacji jest także zamieszczenie urywków dzienników dziewczynek, dzięki czemu czytelnik może poznać ich odczucia. Ciekawe jest również to, że widzimy tu Chiny z punktu widzenia Europejczyków. W trakcie lektury bardzo polubiłam całą czwórkę. Zajmujący reportaż. Intrygujący, pouczający, wciągający. Naszpikowany emocjami. Dołączono mapę i wiele czarno-białych rodzinnych zdjęć z podróży. Na zakończenie autorzy spisali wyjaśnienie i sporządzili bibliografię i spis treści. Temat adopcji międzynarodowej w Polsce może nadal budzić kontrowersje. Może dlatego, że nie jest częstym procederem w naszym kraju.

6 komentarzy :

  1. Co prawda reportaże nie są moją ulubioną literaturą, a wątki autobiograficzne to już zupełnie nie moja bajka, niemniej jednak zaciekawiłaś mnie swoją recenzją i mam ochotę sięgnąć po wyżej zrecenzowaną pozycję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesująca pozycja! Jak będę mieć możliwość, to na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię reportaże i chętnie poznam tę książkę, gdyż lubię czytać o Chinach, a niewiele mam ku temu okazji. Poza tym to, że książka dostarcza emocji i zawarte są w niej zdjęcia jeszcze bardziej sprawia, że mam na nić ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczęście, że polityka jednego dziecka odchodzi do lamusa. Przynajmniej tak krzyczą media. Chiny to ewenement na ogromną skalę, przerażający kraj, gdzie jednostka nie odgrywa żadnej roli.
    Bardzo interesująca lektura. Musze przyznać, że dawno nie czytałam niczego "wschodniego" i czas wrócić do formy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To coś dla mnie! Zapisuję tytuł, a Tobie polecam "Dobre kobiety z Chin. Głosy z ukrycia" Xinran Xue.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka już od jakiegoś czasu leży i czeka na swoją kolej. Fajnie, że trafiłam na Twoją recenzję - może to mnie zmobilizuje :)

    OdpowiedzUsuń